Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał. Recenzja

Chciałbym żeby ktoś gdzieś na mnie czekałProstota przekazu i morze emocji. Ot, prosty przepis na książkę zaserwowany przez Annę Gavaldę.

Nie będę ukrywać, że z niecierpliwością czekałam na skonsumowanie książki „Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał.” Zabrałam się za nią łapczywie, pochłaniałam strona za stroną, by nagle, nawet nie wiedząc kiedy, ujrzeć ostatnią kropkę. Pozostałam z dwoma dominującymi we mnie uczuciami. Rozczarowaniem, że to już koniec i zaskoczeniem, że można w taki sposób napisać całkiem dobrą książkę. A sposób jest banalny. Wystarczy aktywować w sobie zmysł wnikliwej obserwacji, nastawić go na najwyższe obroty i zapisywać, zapisywać, zapisywać. Potem pobawić się wątkami, zgrabnie poukładać istotne punkty w tekście tak, by czytelnik się nie nudził i czytał z zainteresowaniem. I voila!

Opowiadania Gavaldy ociekają najprostszymi emocjami. Wielu tego typu literaturę okrzyknie mianem gniotów. A to przecież prawdziwe życie! W tej prostocie ukazywania uczuć przez Annę Gavaldę tkwi właśnie siła. Wszak na co dzień nie dostrzegamy istoty, zdawać by się mogło, błahych zdarzeń. Nie wnikamy w smutną minę sąsiadki z naprzeciwka, ani radosny uśmiech przechodnia mijanego w drodze na zakupy. Nas też nikt obcy nie pyta, czemu nasze oczy są dziś zaczerwienione od płaczu lub dlaczego zawsze wybieramy w parku tę samą ścieżkę.

Anna Gavalda w swoich krótkich opowiadaniach przedstawia nam takie niby nic nie znaczące historie. Podglądamy fragmenty cudzych życiorysów. Czasem są to tylko krótkie epizody, czasem dłuższe historie, które toczą się często nie takim torem, jakiego by chcieli i ich bohaterowie, i czytelnicy. Małe dramaty, mniejsze i większe rozterki, pustka i dojmująca samotność. Samo życie. Autorka uświadamia, jak bardzo można tłumić w sobie poczucie lęku, obawę przed samotnością i wreszcie miłość. Pokazuje, że choć wiele razy wypieramy te uczucia, to one w końcu eksplodują, by przerwać często długotrwałe katusze duszy i ciała.

Bohaterowie Gavaldy są bardzo swojscy. Łatwo się z nimi utożsamić, poczuć ich obawy i szczęście. Każdy z nas mógłby śmiało stać się bohaterem takiego opowiadania. Ze swoimi zwątpieniami, smutkami i radościami. Opowiadania przypadają do gustu, bo serwują prawdziwe życie. I wcale nie ma tu pójścia na łatwiznę w postaci cukierkowych happy endów. Co to, to nie. Wówczas można by uznać, że książka zakrawa na banał, ale na szczęście historie bohaterów kończą się, jak się kończą. I choć coś w nas krzyczy, że powinno być inaczej, to tak opowiedziane ludzkie dylematy zostawiają pole do refleksji. Właściwie, po lekturze opowiadań Anny Gavaldy, stwierdzić można jakże banalnie, że nie da się ukryć, iż każdy chciałby, żeby ktoś gdzieś na niego czekał. Czyż nie?

Anna Gavalda, „Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał”, Świat Książki, Warszawa 2012

 

 

Reklamy

Posted on 19 sierpnia 2013, in Recenzje książek and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: