Opactwo świętego grzechu – Sue Monk Kidd. Recenzja

Prozę Sue Monk Kidd można określić jednym słowem – magiczna. I nie ma tu znaczenia kaliber emocjonalny opowiadanych historii, bo ich różnorodność jest spora, a każda z nich obnaża inną literacką twarz autorki. Tym razem przyszło mi zanurzyć się w narracji zamkniętej w książce „Opactwo świętego grzechu”. I jakież to było przyjemne.

Kidd Opactwo świętego grzechuZaczyna się bardzo niewinnie – stateczną matkę i żonę uwiera monotonia, wewnętrzna pustka i demony przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć. Taki bagaż zaczyna ciążyć i rodzić swoisty bunt. A od tego już tylko krok do czynów dalekich od moralnych. Katalizatorem działań głównej bohaterki Jessie Sullivan staje się wyjazd na wyspę dzieciństwa. Swoją drogą, dość paradoksalny, bo kobieta wraca do miejsca, o którym próbuje całe życie zapomnieć. Jak udowadnia Sue Monk Kidd – nie da się jednak uciec od przeszłości, szczególnie jeśli ta ma jeszcze coś do powiedzenia.

A w przypadku Jessie głos zamierzchłych czasów zadudni dość mocno. Nie do końca wyjaśniona śmierć ojca i związane z nim piekące poczucie winy. Lodowata postawa matki, która nagle potrzebuje opieki. A jakby tego było mało ciut teraźniejszych problemów – kryzys wieku średniego, syndrom pustego gniazda i małżeńska rutyna. Taki kocioł może szarpać i rodzić potrzebę odskoczni, a w przypadku Jessie skok ten wepchnie ją prosto w ramiona mężczyzny. Ba! Mnicha, który w klasztorze próbuje posklejać się emocjonalnie w jednolitą całość. Czy tych dwoje da sobie szansę na wewnętrzne ocalenie? Na pobudkę z dotychczasowego życia? Na inne jutro?

Sue Monk Kidd snuje swą narrację nieco leniwie. Nie uświadczymy tu skrajnie dramatycznych zwrotów akcji. Wszystko jest jednak wyważone i  podane tak, że trudno się oderwać. W gruncie rzeczy „Opactwo świętego grzechu” skupia się na tym, co ważne. Pierwsze skrzypce grają tu uczucia nie tylko w wydaniu damsko-męskim, bo mocny głos mają także relacje na linii dziecko-rodzic. Autorka zahacza również o różne oblicza samotności, żalu, lęków i poczucia winy. A narrację cechuje duża uniwersalność. I być może dlatego Sue Monk Kidd trafia do czytelnika – wie, jak poruszyć to, co pozornie uśpione.

Sue Monk Kidd, „Opactwo świętego grzechu”, Wydawnictwo Literackie 2015

Przeczytaj również:

Recenzja książki „Czarne skrzydła” Sue Monk Kidd

Reklamy

Posted on 5 października 2015, in Recenzje książek and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: