Zjazd rodzinny – Irena Matuszkiewicz. Recenzja

Moda na sagi rodzinne zatacza coraz szersze kręgi. I oto kolejny przykład na to, że pokoleniowe dzieje mogą być szalenie różnorodne i przykuć uwagę, ale czy zaskoczyć? Dokąd prowadzi rozgrzebywanie wspomnień? I czy one na pewno chcą ujrzeć światło dzienne?

Zjazd.rodzinnyIrena Matuszkiewicz warsztatowo pokazała klasę, ale osobiście czuję mocny niedosyt takim a nie innym ukierunkowaniem fabuły „Zjazdu rodzinnego”. Przypuszczam, że był on celowy. I to, co zostały nakreślone w tej książce miało podsycić czytelniczy apetyt na drugą część. Tytułowe spotkanie pokoleniowe w tej części jest bowiem jedynie planem, którego realizacja nastąpi zapewne w kolejnym tomie. I tu moje rozczarowanie, bo oczekiwałam, że wpadnę w wir rodzinnych niesnasek zakorzenionych w przeszłości. Nic takiego nie miało jednak miejsca.

Irena Matuszkiewicz osadziła swą powieść w dwóch przestrzeniach czasowych. Umiejętnie lawiruje między teraźniejszością a przeszłością, większy głos dając jednak tej drugiej. I jest to ciekawe, ale nie porywające. „Zjazd rodzinny” to w głównej mierze historia założycieli rodu Korzeńskich i ich ewolucja na przestrzeni lat. Autorka bardzo wnikliwie portretuje poszczególne postaci, jednocześnie świetnie zarysowując czasy, w których przyszło im żyć. Zmiany ustrojowe idą tutaj na równi ze zmianami mentalnymi. Jednoznacznie definiowana kobiecość momentami budzi sprzeciw, ale gdzieś z tyłu głowy wciąż kołacze się myśl, że przecież takie to czasy.

„Zjazd rodzinny” to plejada ciekawych osobowości. Irenie Matuszkiewicz udało się stworzyć postaci charakterne, budzące zainteresowanie, ale dotyczy to wyłącznie czasów zamierzchłych. Rozdziały dotyczące współczesności są tu tylko pewnym spoiwem i dla mnie nie do końca spełniły swoją rolę. Inaczej byłoby zapewne, gdyby „Zjazd rodzinny” stanowił zamkniętą literacką całość. Choć wówczas teraźniejszość musiałaby być solidnie naznaczona przeszłością. I z niej musiałoby coś wynikać. Póki co wynika tylko tyle, że to początek dobrze rokującej, ale wzbudzającej za mało emocji sagi rodzinnej. Szkoda, bo to szalenie mocno determinuje chęć sięgnięcia po kontynuację.

Irena Matuszkiewicz, „Zjazd rodzinny”, Prószyński i S-ka 2015

Reklamy

Posted on 26 października 2015, in Recenzje książek and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. Uwielbiam wszelakie sagi rodzinne, więc i na tę będę się czaić 🙂

  2. Książka mnie nie przekonała, zdecydowanie to nie to czego można było oczekiwać po poprzednich, które były o niebo lepsze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: