Martwe listy. Caite Dolan-Leach. Recenzja

Kapitalnie skonstruowana, detaliczna fabuła, genialny motyw manipulacji i intryga zza grobu. „Martwe listy” to świetny, mroczny debiut Caite Dolan-Leach, który przykuwa uwagę nieoczywistą narracją.

Martwe listy Caite Dolan-LeachThriller ten to literacka psychoza. Zaskakujące, jak autorce, która stawia pierwsze kroki, udało się tak dobrze stworzyć klimatyczną opowieść, ani przez moment nie pozostawiającą z poczuciem, że oto marnotrawimy czas. Wręcz przeciwnie – choć ten ucieka podczas lektury błyskawicznie, to zarwaną noc w pełni wynagradza dobrze opowiedziana historia.

Już sam pomysł na konstrukcję fabuły książki „Martwe listy” przykuwa uwagę. Na dzień dobry dostajemy narracyjny zapalnik w postaci tajemniczej śmierci Zeldy – jednej z bliźniaczek. Niby nic w tym dziwnego – ot, pożar, od którego nie dało się uciec. Ale tak naprawdę to początek łamigłówki pełnej mylnych tropów. Próbę jej rozwiązania podejmuje druga z sióstr Ava, którą domniemana nieboszczka zaczyna instruować na rozmaite sposoby. Co jest prawdą, a co alkoholowym omamem? Czy Zelda naprawdę uknuła taką misterną intrygę? Czy jej śmierć to pewnik czy preludium psychologicznej wojny między siostrami? Gęsto tutaj od kłamstw, półprawd i zasadzek.

Caite Dolan-Leach postawiła na innowacyjność w kwestii rozbudowy wątków. Przyznam, że tak pieczołowicie skrojony motyw manipulacji to majstersztyk, który ogromnie rozbudza czytelniczy apetyt na kolejne powieści spod pióra tej autorki. Im dalej brnęłam w „Mroczne listy”, tym większe miałam poczucie, że mój mózg wsiąknął w totalnie w tę rozgrywkę i usilnie próbuje ją zracjonalizować, szukając słabych punktów, które doprowadziłyby do rozwiązania zagadki, zanim padnie ostatnie kropka. Tymczasem wszystko jest tu tak skrojone, że głowa pęka od domysłów, każdy niuans ma znaczenie, a w efekcie i tak trzeba dotrwać do końca, by odkryć prawdę.

Mocną stroną książki „Martwe listy” jest warstwa obyczajowa. Autorka kładzie nacisk na ukazanie dysfunkcyjności rodziny, która niewiele ma sobie do powiedzenia. Rzekoma śmierć Zeldy staje się kolejną emocjonalną koleiną, w której grzęzną totalnie i z której nie potrafią się podnieść. Dzięki temu ten thriller psychologiczny jest całkowicie nieobliczalny i zaskakujący do samego końca. Nie ma też co porównywać twórczości Caite Dolan-Leach do Gillian Flynn czy Pauli Hawkins. Ta historia doskonale bowiem broni się sama.

Nie można pominąć! Absolutnie!

Caite Dolan-Leach, „Martwe listy”, Filia Mroczna Strona 2017

Reklamy

Posted on 28 sierpnia 2017, in Recenzje książek and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: