Radocha blues – Aurelia Es. Recenzja

Od groteski do makabry. Tak w skrócie można podsumować książkę „Radocha blues”. I powiem szczerze, że dawno nie miałam w rękach opowieści, która by tak pozytywnie zaskoczyła i to pod wieloma względami. Takiego oblicza wsi jeszcze nie znacie. A już na pewno nie chcecie poznać na własnej skórze.

książka Radocha bluesUtarło się już w literaturze obyczajowej, że wieś traktowana jest jako swoista enklawa, do której ucieka się przed problemami w wielkim mieście i w której zaczyna się nowe życie. Lekko i przy gigantycznym wsparciu miejscowych. I choć pierwsze kilka stron książki „Radocha blues” sugeruje, że może oto znów mamy identyczny motyw ubrany w słowa, to na szczęście ta myśl zaraz ginie. Aurelia Es dzięki głównej bohaterce Stokrotce zabiera nas powiem w sam środek niewielkiej społeczności, która z dnia na dzień zostaje odcięta od świata za sprawą zimy, która przychodzi gwałtownie jesienią. I wtedy się zaczyna.

Autorka mocno punktuje bardzo detalicznym ukazaniem nie tylko lokalnego kolorytu, ale też mentalności. Świat, który przedstawia jest mi szalenie bliski, więc byłam wyjątkowo wyczulona na wszelkie nieścisłości. Ku mojej uciesze zabrakło ich. Z tego sama powodu byłam też ciekawa, jak popłynie narracja. Czy chodzi tylko o groteskowe ukazanie mieszkańców czy coś więcej. Okazało się, że owo więcej pogalopowało w dramatyczną stronę.

Odcięcie od świata, którego doświadczyli mieszkańcy Radochy, mogło wpłynąć na nich dwojako. Zjednoczyć w obliczy klęski żywiołowej lub wyzwolić najgorsze instynkty. Aurelia Es ukazuje obie opcje, tworzy z nich przerażającą kompilację. Oto bowiem staje się świadkami zachowań, które zaskakują każdego z osobna i wszystkich razem. Dopóki spiżarnie są pełne i nie brakuje opału, walka z aurą nie wydaje się trudna. Trzeba przeczekać. Kiedy jednak zapasy topnieją, a poprawy pogody nie widać, budzi się wola przetrwania. A ta może prowadzić ślepymi ścieżkami, odurzać i zmuszać do działań, których nie da się cofnąć.

Tak właśnie dzieje się we wsi Radocha. Ciemność spowodowana brakiem prądu staje się sprzymierzeńcem tego, kto plądruje okoliczne domy i co najgorsze – w bestialski sposób morduje mieszkańców. Wszyscy mają świadomość, że to ktoś z nich. Spirala nieufności rośnie w błyskawicznym tempie. Nawet jeśli kataklizm minie, to nikt nie będzie już taki sam.

Wieś nie jawi w książce „Radocha blues” jako sielankowe miejsce do życia. To hermetyczna społeczność o specyficznej mentalności. Zaradna i zdolna do walki o siebie. Jednak w obliczu zagrożenia pełna nowych emocji i zachowań. Autorce udało się świetnie sportretować mieszkańców, ukazać ich zalety i wady. A dzięki świetnemu pomysłowi na budowę fabuły zafundować historię, od której cierpnie skóra. Brawo!

Aurelia Es, „Radocha blues”, Wydawnictwo Papierowy Motyl 2018

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Posted on 24 stycznia 2019, in Recenzje książek. Bookmark the permalink. 1 komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: