Category Archives: Recenzje książek

Komisarz – Paulina Świst. Recenzja

„Prokurator” był temperamentny. „Komisarz” jest jego znakomitą pikantno-gangsterską kontynuacją. A odważne pióro Pauliny Świst broni się samo. Nie można przegapić.

Komisarz Paulina ŚwistBohaterowie, którzy doskonale dali się już poznać w pierwszej części, powracają nieco w roli drugoplanowej. Pierwsze skrzypce tym razem gra wątek komisarza Radosława Wyrwy i Zuzanny Kadziewicz – córki jednego z biznesmenów zamieszanego w handel ludźmi. Autorka znów balansuje między poszczególnymi warstwami fabularnymi, ciasno splatając relacje służbowe i prywatne w jedno. Komisarz i figurantka działają na siebie nawzajem niczym czerwona płachta na byka, więc o ogień w tej relacji nietrudno. Od początku do końca.

Kryminalny motyw nabiera rozpędu, bo do gry wraca „Szary”. Więzienne mury w niczym mu nie przeszkadzają. Prokurator Zimnicki i mecenas Kinga Błońska nie zaznają spokoju i tym razem, szczególnie że wszystkie wątki krążą wokół tego gangstera. Kto kogo wykiwa? Kto ujdzie z życiem? A kto poniesie klęskę? Paulina Świst torpeduje intensywnymi emocjami.

O ile w „Prokuratorze” proporcje warstwy erotycznej z kryminalną były mniej więcej równe, o tyle teraz Paulina Świst bardziej eksploruje motyw przestępczego światka. I to działa na korzyść „Komisarza”, bo obawiałam się, że autorka pójdzie za ciosem i w kolejnej odsłonie spłyci go maksymalnie na rzecz seksu. Tymczasem jest dobrze. Intrygująco, niepokojąco i lubieżnie. Erotyka nie jest tutaj podana subtelnie, ale taki też jest styl tej książki. Zatem jeśli ktoś spodziewa się romantycznych uniesień, to od razu powinien sięgnąć po inny tytuł.

Paulina Świst, „Komisarz”, Wydawnictwo Akurat 2017

Premiera książki 22.11.2017 r.

Zobacz również:
Prokurator

Reklamy

Grzech – Max Czornyj. Recenzja

Dobrze jest grzeszyć literacko tak, żeby nie mieć później żadnych wyrzutów sumienia lub mieć minimalne. Max Czornyj w swoim mrocznym debiucie zadbał o to doskonale. Fabuła „Grzechu” mocno galopuje i nie sposób się od niej oderwać.

Autor oparł ją na motywie religijnym. Mamy więc kilka zbezczeszczonych symbolicznie zwłok kobiet, które sugerują, że oprawca ma jakąś fiksację w tym temacie. Aby go wytropić, komisarz Eryk Deryło zaczyna działać na własną rękę. Kolejne tropy nie pozostawiają złudzeń, że Lublin ma czego się bać. Trzeba je połączyć w sensowną całość, ale nie jest to wcale proste, bo morderca cechuje się wybitnym sprytem. Czy pewność siebie doprowadzi go w końcu do zguby?

Max Czornyj stworzył narrację szalenie makabryczną. Realistyczne opisy tortur szybko rodzą w głowie nieprzyjemne obrazy. A te nie chcą z niej wcale zniknąć. To działa na korzyść „Grzechu”. Akcja pędzi na złamanie karku, ale momentami nagle zwalnia, by za chwilę znów porwać czytelnika. Autor stara się, żeby cały czas było intrygująco i udaje mu się to, ale to nie jest kryminał, który bezapelacyjnie zasługuje na laurkę.

„Grzech” ma kilka mankamentów. Po pierwsze, autor za mało w moim odczuciu skupił się na postaci profilera Miłosza Tracza. Jego udział w śledztwie jest nikły i aż prosi się, żeby dać mu więcej przestrzeni do działania, szczególnie że zbrodnie są tak nietypowe. Traci na tym nieco wiarygodność kolejnych kroków policji, bo profiler powinien je wyznaczać. Po drugie, zabrakło mi głębszego portretu psychologicznego sprawcy. I po trzecie, nie przekonuje mnie zakończenie. Finisz wydaje się być wykreowany trochę po omacku.

Mimo to kryminał „Grzech” to kolejny przykład na to, że pierwsze kroki w branży mogą okazać się milowe. Jestem przekonana, że tak właśnie będzie w przypadku Maxa Czornyja, bo potencjał jest ewidentny. Trzeba go tylko dobrze wykorzystać.

Max Czornyj, „Grzech”, Filia Mroczna Strona 2017

Głód miłości. Natalia Nowak-Lewandowska. Recenzja

Tytułowy głód miłości w nowej książce Natalii Nowak-Lewandowskiej jest bardzo destrukcyjny. Czy związek, w którym jedna osoba cierpi na borderline, ma w ogóle szansę? Gęsto tu od skrajnych emocji.

głód miłości Natalia Nowak-LewandowskaDawid i Marta. Ich przypadkowe i niefortunne spotkanie staje się początkiem relacji, której daleko do romantycznej historii. On otwiera swoje serce na uczucie. Ona raz go chce, raz odpycha, co frustruje mężczyznę i rodzi w jego głowie coraz więcej pytań. W zachowaniu Marty nie ma jednak żadnej przebiegłości, zabawy w kotka i myszkę. Steruje nią przypadłość, do której wstydzi się przyznać. Czy ogromna potrzeba kochania pozwoli jej wreszcie coś zbudować?

Natalia Nowak-Lewandowska dobrze portretuje główną bohaterkę, ukazując całe spektrum jej zachowań, których nie jest w stanie kontrolować. Życiem Marty rządzi specyficzna chwiejność emocjonalna. Jako osobowość borderline zaskakująco błyskawiczne uruchamia w sobie pokłady agresji, by za chwilę być całkowicie potulną. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Czy Dawid dowie się w końcu prawdy? I czy ją udźwignie?

Mam wrażenie, że niebanalność fabularna staje się wyznacznikiem twórczości Natalii Nowak-Lewandowskiej. W „Pozorności” serwowała nam kulisy toksycznego związku. W książce „Głód miłości” prezentuje relację, która przypomina emocjonalny huragan i też jest w jakiś sposób wyniszczająca, ale jej fundamenty są szalenie kruche, a przyszłość obarczona gigantyczną odpowiedzialnością. Jeśli polska literatura obyczajowa ma poruszać tematy tabu, a przez to pozwalać poznawać je głębiej i oswajać, to ja jestem bardzo na tak. I oby więcej było takich książek, w których na banał nie ma absolutnie miejsca.

Natalia Nowak-Lewandowska, „Głód miłości”, Replika 2017

Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski. Recenzja

Książka „Jak zawsze” to refleksyjna podróż w stylu „co by było, gdyby…”? Tyle, że tutaj gdybanie nie jest wyłącznie teoretyczne. Zygmunt Miłoszewski konfrontuje swoich bohaterów z życiem, które mogło mieć całkiem odmienny scenariusz. Czy warto tęsknić za czymś, czego nie przeżyliśmy, bo obraliśmy inny kierunek? A co, jeśli wybory, których dokonaliśmy, skierowały naszą codzienność na najlepszą z możliwych ścieżek? Czy ewentualne błędy przeszłości powinny w ogóle dojść do głosu?

Nowa książka Zygmunta MiłoszewskiegoOna i on. Za nimi już wiele, w tym 50 lat związku. Sędziwy wiek i wszystkie jego „uroki” nie przeszkadzają im jednak choćby cieszyć się seksem. Kolejna rocznica to dla Grażyny i Ludwika nie tylko czas na wspominanie tego, co dobre, ale też refleksję nad tym, co mogli zrobić, a nie zrobili. To pragnienie ma u Zygmunta Miłoszewskiego ogromną moc sprawczą, bo pozwala obudzić się bohaterom w latach młodości. I wtedy zaczyna się dziać.

Bo oto znów są w sile wielu, a cały świat stoi przed nimi otworem, ale Polska, do której wracają, jest inna. Autor zabiera ich w podróż do alternatywnego kraju, na który mogą spojrzeć z dystansem, mając większość wydarzeń za sobą. Tyle że teraz wszystko jest jakieś absurdalne, zmierzające w dziwną stronę, a tu jeszcze trzeba walczyć o miłość.

Książka „Jak zawsze” w pewien sposób uosabia niepokoje wszystkich. Bez wyjątku. Nie ma chyba osoby, której nigdy nie przemknęło przez głowę, co by się stało, gdyby postąpiła inaczej, pokochała kogoś innego. Patrząc na bohaterów, można zerknąć przy okazji na swoje życie i bardziej docenić to, co się ma. Czy warto kusić los i próbować go oszukać?

Narracja prowadzona z dwóch perspektyw uwypukla emocje każdej postaci z osobna, w efekcie tworząc jednak emocjonalny portret pary, która próbuje zaznać czegoś, co kiedyś porzuciła, by być razem. Dokąd doprowadzi ich ta szansa? Czy zrzucą z siebie uczucie, które łączyło ich przez 50 lat i znajdą szczęście u boku kogoś innego? Zygmunt Miłoszewski książką „Jak zawsze” kreuje literackie novum w mówieniu o bliskości. I trafia to do mnie. I porusza. I chciałabym więcej.

Zygmunt Miłoszewski, „Jak zawsze”, W.A.B 2017

Malinowa Trufla – Iwona Walczak. Recenzja

Czy deficyt miłości można jakoś wypełnić? „Malinowa Trufla” to słodko-gorzka opowieść o emocjonalnej pustce zafundowanej przez życie. Dokąd przed nią uciec? I czy to na pewno najlepsza alternatywa? Iwona Walczak snuje narrację melancholijną, ale nie ckliwą. Ku refleksji.

Książka Malinowa TruflaKobieta, która utrzymuje dom, przestaje być novum. Ale co innego, gdy z takim stanem rzeczy wiąże się przejściowe bezrobocie partnera, a co innego, kiedy jest on pospolitym wygodnickim leniem, któremu taka sytuacja wyraźnie odpowiada.

Elżbieta, bohaterka książki „Malinowa Trufla”, niestety musi egzystować z tym drugim właśnie. Boguś to facet, którego naprawdę chciałoby się w pewnym momencie rozszarpać. Jakby tego było mało, nerwy skutecznie szarpie jej także toksyczna matka. Zrzędliwa, chamska i zwyczajnie podła nie ma w sobie nic z łagodnej starszej pani. Wyraźnie faworyzuje siostrę Elżbiety, która w przeciwieństwie do niej do czegoś w życiu doszła.

Taka kumulacja negatywnych emocji pod jednym dachem to zdecydowanie za dużo. Nie da się normalnie żyć, gdy nieuzasadnione pretensje i fanaberie piętrzą się w tempie ekspresowym. A dobre słowo i gest stają się deficytem. Elżbieta doświadcza tego boleśnie i nie jest jej z tym lekko. Haruje na utrzymanie domu, licząc grosz do grosza. Czasem zdarzy jej się uronić łzy bezsilności, ale zaraz szybko je ociera i biegnie do pracy, której nie lubi. Naprawdę, czytelnicze współczucie rodzi się błyskawicznie. Zaczynamy jej kibicować w zmaganiach z codziennością, utożsamiamy się z nią i być może dlatego właśnie rozgrzeszamy ją z tego, że wdaje się w romans.

Owszem, można zarzucić bohaterce książki „Malinowa Trufla”, że kusi ją inne życie (czy lepsze?), ale w gruncie rzeczy za jej decyzją stoi tłumione od lat wołanie o chwilę uwagi, odrobinę wdzięczności, akceptacji i miłości. Relacja z innym mężczyzną sprawia, że Elżbieta doświadcza tego wszystkiego, zaczyna wreszcie żyć i myśleć o sobie. Może i postępuje egoistycznie, może i niemoralnie… I co z tego? Chwile radości i świętego spokoju to i tak niewielka rekompensata za codzienne poniżanie.

„Malinowa Trufla” to książka o niezwykłej wewnętrznej sile tkwiącej w kobiecie. Sile, która staje się motorem napędowym do zmagań z prozą dnia codziennego. To także lektura, która udowadnia, że nawet najtwardsza skała z czasem pęka, a brak stabilizacji materialno-uczuciowej może mocno zachwiać życiem. Emocjonalne tornado, które funduje Iwona Walczak, pokazuje też, że codzienność trzeba okrasić porcją zdrowego egoizmu. Żeby nie zwariować i żeby uwierzyć w sens tego, co się czuje i robi.

 

 Iwona Walczak, „Malinowa Trufla”, Replika 2017

 Premiera książki 14.11.2017 r.

 Uwaga! „Malinowa Trufla” to poprawione wydanie „Nagich myśli”.

 Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki.

 

Zobacz również inne książki Iwony Walczak:

„Śniadanie na skale”

 

%d blogerów lubi to: