Category Archives: Recenzje książek

Postaw na miłość – Karolina Kubilus. Recenzja

Czy zawsze warto postawić na miłość? Oto opowieść, w której prym wiodą złudzenia. A życie pod ich dyktando to gra pozorów, którą trudno przerwać. Karolina Kubilus w kolejnej odsłonie literackiej.

Postaw na miłość Karolina KubilusKażdy ma w życiu moment (a nawet kilka), kiedy po głowie kołacze się mu pytanie – czy warto postawić na miłość? Na tę jedną, konkretną, która nie jest idealna, ale odsuwa widmo samotności na jakiś czas. A może na zawsze? Karolina Kubilus przed takim dylematem stawia wszystkie swoje bohaterki. Żadna z nich nie podejmie pochopnej decyzji, bo wiele już przeżyły i doskonale wiedzą, że ryzyko nie zawsze się opłaca.

Karolina Kubilus w książce „Postaw na miłość” kreśli portrety trzech dojrzałych kobiet, ale żyjących na emocjonalnych huśtawkach. Każda z nich musi zmierzyć się ze swoimi problemami i złudzeniami, które choć popychają codzienność to przodu, to nie zawsze przynoszą coś dobrego. Marta, Bogna i Dominika mimo deklarowanej przyjaźni skrzętnie skrywają przed sobą nawzajem to, co mogłoby wpłynąć na ich wizerunek. Nie ma między nimi pełnego zaufania, ale nie oznacza to, że nie są dla siebie wsparciem. Bardziej traktowałabym to w kategoriach zachowawczych. Niektóre kwestie są poruszane w tym gronie pobieżnie. Być może to próba ochrony kawałka prywatności.

Nie da się jednak ukryć, że wszystkie kobiety Karolina Kubilus wplątała w grę pozorów. Czy tak utkane życie może nie rozczarować? Na tle miłosnych zwątpień każda z nich w pewien sposób walczy o to, by zachować szacunek wobec siebie samej. Z jakim skutkiem?

„Postaw na miłość” to książka dojrzała, traktująca o uczuciach w sposób mądry, ale jednocześnie pokazująca, że bez względu na wiek mogą one być wulkanem różnorodnych emocji. Co, kiedy znajdą się na granicy wybuchu? Warto się przekonać.

Karolina Kubilus, „Postaw na miłość”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Melodia zapomnianych miłości – Dorota Gąsiorowska. Recenzja

„Melodia zapomnianych miłości” Doroty Gąsiorowskiej to opowieść klimatyczna, pełna tajemnic i mocno akcentująca wrażliwość.

Melodia zapomnianych milościTym razem autorka postawiła na historię dość nietypową. Bianka podejmuje się zlecenia, które ma być finansowym zastrzykiem. Trafia do mrocznego domu w Kazimierzu Dolnym, gdzie ma zajmować się niewidomym Samuelem. Jaka naprawdę jest jej rola? Dlaczego matka mężczyzny jest tak obcesowa i antypatyczna? To dopiero początek znaków zapytania, które stawia czytelnikowi Dorota Gąsiorowska. Bianka bowiem ma na głowie jeszcze jeden dylemat związany ze skrzypcami odziedziczonymi po babce Walentynie. W futerale znalazła zdjęcie tajemniczej Wandy i wszystko wskazuje na to, że nie znalazło się ono tam przypadkowo. A jego los jest ściśle związany właśnie z Kazimierzem Dolnym. Wszystko to jest skrojone w dobrych proporcjach, dzięki czemu „Melodia zapomnianych miłości” intryguje, a nawet trzyma w napięciu.

Dorota Gąsiorowska świetnie wykreowała bohaterów i kompletnie odeszła od bazowania na przypadkowości zdarzeń.  Mam wrażenie, że z każdą kolejną książką coraz odważniej spuszcza ze smyczy swoją literacką kreatywność. Przejawia się to ewidentnie w narracji, która jest dobrze dopracowana. Poszczególne wątki zazębiają się intrygująco, a bohaterowie nie są miałcy. W „Melodii zapomnianych miłości” na plan pierwszy wysuwa się też motyw tajemnicy. To, że ma kilka odsłon, a autorka żadnej z nich nie zdradza, podsycając czytelniczą ciekawość, to duży walor tej opowieści. Przez nią się płynie z poczuciem, że mamy do czynienia z całkiem niezłą prozą.

Dorota Gąsiorowska, „Melodia zapomnianych miłości”, Między Słowami 2017

Inne książki Doroty Gąsiorowskiej:

Antykwariat spełnionych marzeń

Primabalerina

Powrót do starego domu – Ilona Gołębiewska. Recenzja

Ale to już było. Te słowa towarzyszyły mi w trakcie lektury książki „Powrót do starego domu” i zostały ze mną po jej zakończeniu. Ilona Gołębiewska, niestety, ale nie zaskoczyła mnie niczym nowym.

Książka Powrót do starego domuFabuła jest prosta. Alicja traci prawie wszystko – związek, pracę, nadzieję na macierzyństwo. A co robi kobieta w takim stanie w polskiej literaturze? Zwiewa do małej miejscowości, najlepiej na wieś, gdzie może ukoić poharatane serce i zacząć wszystko od nowa. O dziwo, zawsze udaje się jej to z zaskakującą lekkością. Nie inaczej jest i w tym przypadku, bo główna bohaterka wraca do korzeni i wspomnień, a jej celem staje się ich realne odbudowanie w postaci remontu starego domu. W międzyczasie pojawia się jeszcze kilku zalotników, więc Alicja musi dodatkowo zmierzyć się z porywami serca i kogoś wybrać.

Kilka lat temu książka z taką narracją pewnie by zaintrygowała. Dziś, w natłoku literatury obyczajowej dla kobiet, a także niestety w zalewie coraz bardziej powtarzalnych pomysłów na fabułę, ogromnie trudno przyklasnąć Ilonie Gołębiewskiej za innowacyjność. Książka „Powrót do starego domu” to chick lit oparty na schemacie. Rozpadające się małżeństwo, ucieczka na wieś i cudownie otwierające się wrota nowego uczucia, które tylko czekało, by po nie sięgnąć. Po drodze do szczęścia kilka małych kolein, ale tylko po to, by nie było zbyt cukierkowo. No i cała fabuła zmierza do oczywistego finału. Dla mnie to o wiele za mało.

Autorka kompletnie niepotrzebnie przesłodziła fabułę, stawiając na epatowanie zdrobnieniami imion. Taki zabieg się sprzeda, jeśli pojawia się sporadycznie w celu podkreślenia zażyłości między bohaterami. Natomiast w takim natężeniu, w dodatku w wydaniu dorosłych osób, wydaje się być szalenie infantylny.

Jedyny wątek, który przykuł moją uwagę i sprawił, że lektura jako tako zaciekawiła, była historia tajemniczego Dziada sięgająca do przeszłości. Poboczna opowieść nie mogła jednak nadać tempa całości. I nie nadała. Mam więc wrażenie, że książka „Powrót do starego domu” przypadnie do gustu jedynie tym, którzy dopiero szukają literatury dla siebie. Albo czytają wszystko, jak leci, nie mając prywatnych ambicji czytelniczych. Jeśli ktoś ma jednak za sobą już wiele książek zwłaszcza w polskim wydaniu, oczekuje czegoś więcej. I tak właśnie jest ze mną.

Ilona Gołębiewska, „Powrót do starego domu”, Muza SA 2017

Ławeczka pod bzem – Agnieszka Olejnik. Recenzja

Agnieszka Olejnik odeszła od tematów trudnych, którymi do tej pory zaskarbiła sobie moją czytelniczą sympatię. „Ławeczka pod bzem” to lekka opowieść o szukaniu szczęścia. Czy wielka wygrana może je zagwarantować? A może kwestie materialne nie mają tu nic do rzeczy?

Książka Ławeczka pod bzemIga nigdy niczego nie wygrała, więc los sowicie wynagradza jej dotychczasowego pecha. Kiedy na koncie pojawia się pokaźna suma, świat staje otworem, a każde marzenie wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Czy aby na pewno? Myślenie bohaterki początkowo biegnie torem, wedle którego pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak. Błyskawicznie też na jej drodze stają mężczyźni, którym jej pełny portfel bardzo by się przydał. Zanim jednak przejrzy ich plany, będzie musiała borykać się z całą plejadą innych emocji.

Agnieszka Olejnik w dość komediowej oprawie podała opowieść, w której pieniądze stają się katalizatorem zmian znacznie ważniejszych. Tych, które toczą się w głowie, sercu i duszy Igi. Bohaterka podejmuje próbę życia bez kurateli nadopiekuńczej matki, co staje się pasmem niezłych gagów sytuacyjnych. Z miłością też jej jakoś nie po drodze, zresztą uparcie zarzeka się, że do niczego jej to niepotrzebne. Jak wiadomo jednak, prawdziwe uczucie pojawia się w najmniej spodziewanym momencie pod postacią kandydata, który nigdy nie był nawet brany pod uwagę.

Choć książka „Ławeczka pod bzem” odbiega konwencją od wcześniejszych historii stworzonych przez Agnieszkę Olejnik, to bez wątpienia kradnie czytelnicze serce. Wszystko za sprawą kreacji Igi, która jest postacią szalenie realną, uosabiającą marzenia i rozterki wielu kobiet. Autorka dała jej niezłe wyzwanie w postaci wygranej w Lotto, bo wbrew pozorom nie psuje ona jej jako osoby, a daje jej szansę na spełnienie marzeń, które do tej pory stały pod finansowym znakiem zapytania.

To lekka opowieść, ale napisana z pomysłem, dobrze rozłożonymi akcentami i wątkami, które swobodnie się ze sobą zazębiają. Do śmiechu, ale też ku niewielkiej refleksji.

Czy Iga dzielnie stawi czoło temu, co przynosi jej nowa codzienność? Czy pokona zawieruchę w sercu i spełni marzenie o urokliwym domu z ławeczką pod bzem? Zachęcam, żeby się przekonać.

Agnieszka Olejnik, „Ławeczka pod bzem”, Czwarta Strona 2017

Inne książki Agnieszki Olejnik:

Nieobecna

A potem przyszła wiosna

Dziewczyna z porcelany

Koń, który mnie wybrał – Susan Richards. Recenzja

Opowieść Susan Richards to swoista hipoterapia duszy, która udowadnia, że człowiek i zwierzę mogą być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi.

Książka Koń który mnie wybrał„Koń, który mnie wybrał” to książka, która podbije serca wszystkich miłośników zwierząt. Z góry jednak uprzedzam, że jest to historia dość smutna i refleksyjna, grająca na czytelniczej wrażliwości. Gdyby nie to, że stanowi zapis realnych wydarzeń, można by uznać, że autorka poszła w banalną stronę. A tak, stajemy się świadkami kawałka życia Susan Richards.

Przyjaźń między człowiekiem a zwierzętami to uczucie, które nie zawsze rodzi się na dobrym gruncie. Czasem obie strony muszą mieć za sobą złe doświadczenia, by wspólnie zbudować wartościową relację opartą na zaufaniu. Tak jest właśnie w przypadku Susan Richards. Kiedy do jej posiadłości trafia wycieńczona klacz, kobieta podchodzi do niej z sercem na dłoni. Dobro emanuje z książki „Koń, który mnie wybrał” z dużą siłą, dlatego tę historię się przeżywa. Narracja nie jest odarta z emocji. Wręcz przeciwnie, ale nie są one wydumane. Rodzą się krok po kroku w wyniku różnych sytuacji, którym daleko do fałszywych uczuć zbudowanych na potrzeby fabuły. Nie doświadczymy tutaj gwałtownych zwrotów akcji, a mimo to historia ta zakotwicza się nie tylko w głowie.

Jedyne, co jakoś mierzi w przypadku tej książki, to jej tytuł. Taka dosłowność i forma jakoś do mnie nie trafia. Myślę, że subtelniejsza wersja korespondująca z okładką byłaby w punkt. Ale może to tylko kwestia gustu.

Susan Richards, „Koń, który mnie wybrał”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

%d blogerów lubi to: