Category Archives: Recenzje książek

Zakłamani – Joanna Dulewicz. Recenzja

Joanna Dulewicz debiutuje kryminalnie, ale bez przytupu. Książka „Zakłamani” jest gęsta od wątków i po prostu poprawna. Fanów gatunku nie zaskoczy.

Jedno trzeba przyznać na wstępie – pomysł fabularny nie jest zły. Oto stajemy się bowiem świadkami mrocznej plątaniny różnych losów, w której jest przemoc, tajemnicze zaginięcie, zagadkowe morderstwo, szemrane układy, a nawet zakazane romanse. Joanna Dulewicz torpeduje główną bohaterkę Erykę sporą ilością ciosów prywatnych i zawodowych i zmusza ją do poważnych zmian w życiu. Kobieta staje właściwie w epicentrum śledztwa w sprawie brutalnego zabójstwa pod jej domem. Szybko okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej pełnej problemów. Kto pod kim kopie tutaj tak naprawdę dołki? Kto jest mistrzem manipulacji, a kto zapłaci karę za naiwność?

Motyw kłamstwa zawsze wydaje się intrygujący, a gdy staje się dominujący w fabule, musi być majstersztykiem. W kryminale „Zakłamani” mijanie się z prawdą jest na porządku dziennym. Kłamie właściwie każdy, bo każdy ma w tym swój interes. I do pewnego momentu przykuwa to uwagę. Z czasem jednak nawarstwia się do takiego stopnia, że zaczyna nudzić. I muszę przyznać, że o wiele lepiej wypada tutaj warstwa obyczajowa niż kryminalna.

„Zakłamani” to nie jest zły kryminał, ale nie jest też zaskakujący, na co z pewnością liczyli fani gatunku. Właściwie można go określić mianem poprawnego. Mam też wrażenie, że Joanna Dulewicz miała problem z wyważeniem proporcji wątków. Dla mnie osobiście było za dużo licznych powiązań, które zamiast dynamizować fabułę, niepotrzebnie ją obciążały. W efekcie czuć było pewne przytłoczenie podczas lektury. Nie do końca satysfakcjonujące jest też zakończenie. Spodziewałam się petardy, ale okazało się, że to trochę niewypał.

Joanna Dulewicz, „Zakłamani”, Czwarta Strona Kryminału 2020

Poranki na Miodowej 1 – Joanna Szarańska. Recenzja

Książka „Poranki na Miodowej 1” Joanny Szarańskiej to wiwisekcja emocjonalnych traum, które zakotwiczają się w człowieku na długie lata i sprawiają, że zakłada maskę, o której wie tylko on sam. Może przy tym krzywdzić innych i generować kolejne traumy, ale może tak mu pisane?

Poranki na Miodowej 1Małgorzatę poznajemy w momencie, gdy dostaje list w sprawie ciotki, od której kiedyś uciekła, by zacząć dorosłe życie. Zostawiła za sobą wyzute z miłości dzieciństwo, ale teraz serce każe jej wrócić i stanąć oko w oko z przeszłością. Szybko okazuje się, że powrót do wspomnień ma dwa oblicza, które się przenikają. Kobieta nagle musi zmierzyć się nie tylko z tym, co przeżyła na ulicy Miodowej, ale też z tym, co dzieje się tu i teraz. A dzieje się całkiem sporo w wielu kwestiach. Czy można wybaczyć, gdy z tyłu głowy wciąż czai się żal?

Joanna Szarańska pokazuje, że nie zawsze prawda, która pozornie jest oczywista, jest tą właściwą. Małgorzata wraca do przeszłości, by poznać tajemnice, które mocno wpłynęły na jej życie. Miota się przygnieciona wieloma mieszanymi uczuciami nie tylko do ciotki, ale też aktualnego partnera, który niby jest, ale jakoś tak bez zaangażowania emocjonalnego. Czy kobieta dojrzy skazę na swoim związku? Dokąd doprowadzi ją prawda, którą pozna? Warto się przekonać.

„Poranki na Miodowej 1” to lekcja wybaczania i dawka wzruszeń. W książce Joanny Szarańskiej nie ma pustosłowia. Wszystko jest tu po coś. Autorka dowodzi, że z pozoru lekka powieść obyczajowa może traktować o ważnych kwestiach. Ta historia zdaje się płynąć prosto z serca i prosto do serca też trafia. Nie trzeba niczego więcej.

Wszystko to sprawia, że oczekiwanie na drugi tom „Popołudnia na Miodowej” będzie bardzo niecierpliwy.

Joanna Szarańska, „Poranki na Miodowej 1”, Czwarta Strona 2020

Labirynt. Alicja w Krainie Schematów – Magdalena Walczak. Recenzja

„Labirynt. Alicja w Krainie Schematów” Magdaleny Walczak to psychologiczna podróż w głąb siebie. Dla każdego czytelnika będzie to bardzo indywidualna wyprawa. A to, co pojawi się w naszej głowie i sercu wraz z jej końcem, zależy tylko od nas i od tego, jak szczerze wobec siebie samych przełożymy treść tej książki na własne życie.

Każdy z nas ma w swoim życiu jakiś labirynt, który musi pokonać, by zacząć żyć całym sobą. Niektórzy tworzą go sobie sami, innym funduje go los i to nie zawsze znienacka. Magdalena Walczak buduje emocjonalną historię tętniącą uniwersalnością. Jej lektura to indywidualna psychoterapia, którą możemy przejść we własnym domowym zaciszu, o ile pozwolimy sobie na głośne nazwanie tego, co nas gryzie i z czym chcielibyśmy się zmierzyć, by osiągnąć wewnętrzny spokój.

Autorka uwypukla pewne mechanizmy, które rządzą naszym życiem, myśleniem, postrzeganiem siebie w relacjach z innymi. Szczególnie to ostatnie często prowadzi nas do emocjonalnych nadinterpretacji, które w pewnym momencie stają się toksyczne i niszczą w nas radość. Książka „Labirynt. Alicja w Krainie Schematów” pozwala spojrzeć na nie z dystansu i zrozumieć, że czasem trzeba pójść całkiem inną ścieżką niż ta, którą wędrowaliśmy do tej pory. Odseparować się na krótszą lub dłuższą chwilę od tego, co spędza nam sen z powiek, bo może się okazać, że rozwiązanie jest nie tylko proste, ale jeszcze w dodatku blisko. A tylko nasz nieuzasadniony lęk pompuje w nas przekonanie, że nic się nie da zrobić.

Magdalena Walczak napisała książkę, która nie jest dla każdego. To mądra duchowo-psychologiczna opowieść dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej o sobie i nie boją się podjąć tego wyzwania. „Labirynt. Alicja w Krainie Schematów” w jakiś zaskakujący sposób wchodzi nie tylko do głowy, ale też do duszy i serca. Taka dyskretna psychoterapia przyda się każdemu. Tę opowieść warto potraktować jako mądrą lekcję bycia sam na sam ze swoimi myślami i oczekiwaniami. Uczciwe zmierzenie się z nimi może nas w efekcie doprowadzić bowiem do zaskakujących wniosków.

Magdalena Walczak, „Labirynt. Alicja w Krainie Schematów”, Wydawnictwo Papierowy Motyl

Do trzech razy miłość – Magdalena Trubowicz. Recenzja

Miłosne perypetie w humorystycznej oprawie to idealna odskocznia od codzienności. Książka „Do trzech razy miłość” Magdaleny Trubowicz bawi, ale w bardzo przewidywalny sposób. Chciałoby się tutaj czegoś więcej niż tylko Amora celującego gdzie popadnie, choć skutecznie.

Tym razem autorka zabiera nas do urokliwego pensjonatu „Zakochlice”, w którym tymczasowo swoje biuro matrymonialne ma dobrze już znana czytelnikom Wanda. Szybko okazuje się, że klienci walą do niej drzwiami i oknami, czego nie można powiedzieć o gościach szukających odpoczynku w głuszy. Przez moment jest to nawet zarzewiem konfliktu z właścicielką Martą, ale taki stan rzeczy nie może mieć miejsca, gdy Amor zaczyna wypuszczać swoje strzały na lewo i prawo. Wtedy zaczyna się dziać.

Miłosne fluidy unoszą się w powietrzu, a na własnej skórze zaczyna je czuć większość bohaterów. I to wcale nie za sprawą zawodowej swatki Wandy, ale wskutek przypadkowych spotkań, których przecież w pensjonacie co niemiara. I tak robi nam się niezły galimatias, w którym nie wszystkie uczucia są szczere, niektóre cechuje wyrachowanie, a jeszcze inne desperacja. Magdalena Trubowicz pokazuje, że pierwszy poryw serca nie zawsze jest udany, ale nie jest też niemożliwy. Serce z rozumem toczy tu wiele konfliktów, co rodzi też komizm sytuacyjny. Mniej lub bardziej udany.

Tak jak cała seria „Kupidyn w spódnicy”, tak i ta książka ma zacięcie humorystyczne. Gagi sytuacyjne dominują, ale w pewnym momencie daje się odczuć przesyt nimi. „Do trzech razy miłość” gdzieniegdzie trąci banałem, a dialogi nie zawsze są naturalne. A mimo wszystko ta opowieść w całym cyklu jest najbardziej udana. Mam wrażenie, że z każdą kolejną Magdalena Trubowicz odrabiała lekcję z komizmu, bo choć nie jest idealnie i zaskakująco, to jest lepiej. Mało wybredny czytelnik będzie zadowolony, bardziej wymagający niekoniecznie.

Magdalena Trubowicz, „Do trzech razy miłość”, Czwarta Strona 2020

Woskowe lalki – Kasia Magiera. Recenzja

Charyzmatyczna komisarz, piekielnie inteligentny seryjny morderca i aspołeczny profiler. To trio sprawia, że kryminał „Woskowe lalki” Kasi Magiery jest niezłą petardą dla fanów gatunku. Do tego intrygujący wątek zabalsamowanych zwłok kobiet, na którym bazuje fabuła, przykuwa uwagę od pierwszej do ostatniej strony. Kto może mieć tak okrutne zapędy mordercze? I czy można zaplanować zbrodnię doskonałą?

Od początku książki ten wątek narzuca tempo fabule, a jednocześnie wprowadza niezły mętlik nie tylko w głowie policjantów, dla których przez chwilę jest ponurym żartem, ale też w głowie czytelnika. Oto bowiem stajemy się świadkami wyrafinowanej gry, w której poznanie prawdy okazuje się nie lada wyzwaniem.

Śledztwo pod dowództwem komisarz Gwiazdowskiej staje się priorytem wydziału. Raptem w ciągu kilku dni na cmentarzu zostają podrzucone zabalsamowane zwłoki pięciu kobiet, których zdjęcie morderca podesłał wcześniej. Miał w tym swój cel, bo ewidentnie chełpi się swoim dziełem. Jak go schwytać, gdy nie zostawia żadnych śladów, a podczas sekcji zwłok z ofiar nie da się nic wyczytać, nawet czasu zgonu?

Ależ się tu dzieje! „Woskowe lalki” nie dają chwili na oddech, bo po pierwsze ciekawość bierze górę, a po drugie – Kasia Magiera genialnie żongluje tropami i nie pozwala wpaść na ten właściwy. Niby razem z policją robimy krok w przód, a okazuje się, że to dwa kroki w tył. I tak przez długi czas. Czy profiler rzeczywiście pomoże schwytać mordercę, jeśli współpraca z nim nie należy do łatwych? Odpowiedź wcale nie jest taka jednoznaczna.

Kasia Magiera tym kryminałem udowadnia, że ten gatunek staje się jej literackim konikiem. To najlepsza książka w jej dorobku. Niebanalna, inteligentna i szalenie dynamiczna. I na pewno nie jest to ostatnie słowo autorki.

„Woskowe lalki” to kryminalna uczta. Po prostu.

Kasia Magiera, „Woskowe lalki”, Wydawnictwo Melanż 2020

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki.

%d blogerów lubi to: