Śniadanie na skale – Iwona Walczak. Recenzja

Czy można zrobić detoks od życia? Zostawić wszystko i uciec? A potem przekoziołkować do innego jutra bez konsekwencji? Co naprawdę jest luksusem w życiu? Czy da się wypełnić emocjonalną próżnię? Iwona Walczak w swojej najnowszej książce „Śniadanie na skale” stawia mnóstwo pytań, dając ogromne pole do refleksji.

Książka Śniadanie na skaleSiedmiu bohaterów. Nie znają się, mają różne pomysły na życie i wykonują różne manewry uczuciowe. Łączy ich jedno – palące uczucie, że coś się rozjechało, nie wyszło oraz poczucie swoistego odrętwienia, że życie nie mija tak, jakby tego naprawdę chcieli. Że dni nie niosą zaskoczenia, a jedynie marazm, który zaczyna boleśnie uwierać. I ta rozpaczliwe tłumiona samotność! Rozmaite próby radzenia sobie z nią wydają się być konsekwentnie skazane na porażkę. A to, co serwuje autorka swoim bohaterom, wzbudza multum emocji.

Wszystko ulega zmianie, gdy każdy z nich na własne życzenie ląduje w pensjonacie „Raj” u stóp Śnieżnika. Czy ta osobliwa samotnia przyniesie im oczyszczenie? Jedno jest pewne – w takim skupisku odmiennych doświadczeń nie może być nudno. I ta lekcja okaże się cenna dla każdego w inny sposób.

Liczne przeskoki między poszczególnymi postaciami zmuszają do stałej koncentracji, by nic nie umknęło, ale język „Śniadania na skale” jest na tyle lekki, że nie stanowi to problemu. Co więcej, zanurzenie się w tę fabułę i pochłonięcie jej bez odkładania na później sprzyja lepszemu odbiorowi.

Nie da się ukryć, że spod pióra Iwony Walczak wyszła cudowna, mądra opowieść, w której każdy odnajdzie ślady swoich zwątpień. Wszyscy są tu niby szczęśliwi, niby poukładani, ale to tylko pozory. W życiu każdego z bohaterów coś poszło mocno nie tak, bo brnęli pod dyktando tego, co podtykał im los, nie zadając sobie trudu, by jakoś go kształtować, kiedy jeszcze mogło to być łatwym zadaniem. Jak oderwanie się od codzienności może zmienić wszystko? Czy można obudzić się do życia? Warto się przekonać. Książka „Śniadanie na skale” otwiera oczy na wiele spraw.

Iwona Walczak, „Śniadanie na skale”, Replika 2017

Premiera książki 16.05.2017 r.

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Cena szczęścia -Krystyna Mirek. Recenzja

Jaka jest cena szczęścia? Okazuje się, że może ona mieć bardzo różną wartość uzależnioną od oczekiwań. W drugim tomie sagi rodu Cantendorfów Krystyny Mirek bohaterowie zaczynają porachunki z losem i uczuciami. Dokąd ich to zaprowadzi?

Książka Cena szczęściaMuszę przyznać, że książka „Cena szczęścia” to doskonała kontynuacja „Tajemnicy zamku”. Co więcej, w moim odczuciu jest też znacznie lepiej skrojona pod względem proporcji poszczególnych wątków i o wiele bardziej dynamiczna. Krótko mówiąc, dzieje się tutaj sporo, a emocjonalna huśtawka niebezpiecznie szybuje w górę.

Jeśli ktoś spodziewał się, że Aleksander i Kate zaczną sielankowe życie, to się pomylił. Ich uczucie ma mocno pod górkę, choć wszystko wskazuje na to, że jego podwaliny nie skruszeją tak łatwo pod naciskiem różnych stron. Iskry w tej wybuchowej mieszance są jednak na porządku dziennym.

Na tle malowniczej scenerii w książce „Cena szczęścia” Krystyny Mirek mają miejsce rzeczy zaskakujące, a przeszłość zaczyna dopominać się o ujawnienie prawdy. Ciężar tajemnic uwiera tutaj niebywale i nie każdy może zrzucić ten balast tak po prostu. Wręcz przeciwnie, może one nagle urosnąć.

Intrygi, tajemnice, niecne plany – a wszystko to w walce o miłość i to o serce jednego mężczyzny. I nic dziwnego, kiedy łakomym kąskiem jest taka doskonała partia, jak hrabia Aleksander. Bitwa o jego uczucia toczy się tuż obok, ale on sam zaczyna się gubić w swoich emocjach. Niby kocha Kate, ale w obliczu zaskakujących wydarzeń, wszystko to staje pod znakiem zapytania.

Czy uczucie, które śledzimy, znajdzie swój szczęśliwy finał? To okaże się w trzecim tomie pod tytułem „Prawdziwa miłość”. Jestem pewna, że warto czekać na kontynuację sagi rodu Cantendorfów.

Krystyna Mirek, „Cena szczęścia”, Edipresse Książki 2017

Zobacz również:

Pierwszy tom sagi rodu Cantendorfów „Tajemnica zamku”

Odezwij się – Magdalena Zimniak. Recenzja

„Odezwij się” to książka dla tych, którzy lubią zakradać się w zakamarki ludzkiej psychiki, zgłębiać to, co nie jest ich codziennością lub jest, ale potrzebują punktu odniesienia. Magdalena Zimniak powraca w dobrym stylu z kolejnym thrillerem psychologicznym.

Książka Odewzij sięMocny ładunek emocjonalny autorka serwuje już na wstępie, wprowadzając nas w świat pewnej odmiany nerwicy natręctw, która jest tutaj pokazana bardzo wiarygodnie. Wątek ten uderza ze wzmocnioną siłą z racji tego, że dotyczy nastoletniej Ady, która ewidentnie nie radzi sobie ze światem. Szuka różnych dróg, przemierza kilometry we własnym pokoju, a mimo to lęki nie maleją. Jakie figle spłata jej psychika w obliczu dramatu, którego stanie się bohaterką? Czy będzie w stanie myśleć o innych?

Wiele tu cierpienia, dramatów w różnej skali, które każdy z bohaterów przeżywa z osobna, choć oscylują one wokół jednego motywu. Wiele też kruszejących uczuć, które nie są w stanie przetrwać ciężkiej próby. I wiele też rozpaczy, która nie może znaleźć ujścia. Magdalena Zimniak doskonale portretuje zarówno rodziców, jak i samą Adę. Krok po kroku odkrywa rysy rzutujące na relacje w tej rodzinie i kolejny raz pokazuje, że człowiek człowiekowi może być najgorszym wrogiem, choć źródła tego są różnorodne.

Podczas lektury książki „Odezwij się” cały czas miałam poczucie, że autorka tym razem nie przechytrzy czytelników zaprawionych w  obcowaniu z opowieściami tego typu. Tak było ze mną. Przemierzenie kolejnych stron stało się dla mnie próbą udowodnienia tezy, którą postawiłam dość szybko i nie pomyliłam się. W żadnym razie nie decyduje to jednak o jakości tego thrillera psychologicznego. Magdalena Zimniak wielokrotnie udowadniała już, że pieczołowicie utkane wątki bazujące na często skrajnych emocjach, to jej literacki konik. Nie inaczej jest i tym razem, dlatego największe czytelnicze poruszenie obezwładni tych, którzy nie są jeszcze zaznajomieni z twórczością tej autorki.

Magdalena Zimniak, „Odezwij się”, Prozami 2017

Zobacz również:

„Białe róże dla Matyldy” Magdaleny Zimniak

Ziemia kłamstw – Anne B. Ragde. Recenzja

Co ma za uszami rodzina Neshov? Dlaczego bracia nie utrzymują ze sobą kontaktu? Oto norweska saga Anne B. Ragde, w której nie ma ani grama ciepłych uczuć. Jest za to brud, chłód, dystans, wewnętrzne dramaty i dawka czarnego humoru. Taka kompilacja winduje książkę „Ziemia kłamstw” na wysoką pozycję w moim czytelniczym dorobku.

Książka Ziemia kłamstwSaga rodziny Neshov to nietypowa opowieść całkowicie wymykająca się ramom gatunku. Wszystkie współczesne wariacje literackie tego typu, z którymi miałam do czynienia, koncentrowały się na ukazaniu siły rodziny w sielankowym otoczeniu. Anna B. Ragde poszła natomiast w całkiem inną stronę, stawiając na pierwszym planie to, co zamiata się pod dywan – niewyjaśnione spory, tajemnice rzutujące na kolejne pokolenia, choć nie mówi się o nich głośno i co najbardziej uderzające, absolutny brak ciepłych uczuć w obrębie jednej rodziny. A to dopiero preludium tego, co serwuje autorka w pierwszym tomie norweskiej sagi pt. „Ziemia kłamstw”. I wszystko jest tym bardziej uderzające, że fabuła została oparta na prawdziwych wydarzeniach.

Zaczyna się klasycznie – nagła choroba seniorki rodu staje się dla jej synów powodem do spotkania po latach. To, że żadnemu ten pomył nie przypada do gustu, to mało powiedziane. Bronią się przed nim, ale kiedy los decyduje za nich, my stajemy się świadkami osobliwych relacji. Narracja prowadzona z kilku perspektyw doskonale spełnia swoją rolę i dobitnie ukazuje gigantyczne różnice między braćmi. Autorka kreśli fenomenalne portrety, obnażając lęki, nadzieje i tęsknoty. W obliczu konfrontacji to, co każdy mężczyzna budował latami, rozpada się w mig.

Tak naprawdę to, że Anne B. Ragde odarła fabułę z banalnego rytmu wątków, sprawiło, że książka „Ziemia kłamstw” stała się wnikliwą wiwisekcją zakamarków duszy ludzkiej. Historia braci Neshov stanowi jednocześnie katalizator do refleksji nad kondycją relacji rodzinnych. Okazuje się bowiem, że więzy krwi wcale nie generują automatycznie bliskości. Mogą za to stać się źródłem niepohamowanej obcości, którą niezwykle trudno załagodzić, jeśli nikt nie ma na to ochoty.

Prawdziwą wisienką na torcie jest tutaj jednak zakończenie. Zaskakujące, niespodziewane i tak intrygujące, że grzechem byłoby nie sięgnąć po drugi tom sagi rodu Neshov pt. „Raki pustelniki”.

Anne B. Ragde, „Ziemia kłamstw” (saga rodziny Neshov, tom 1), Smak Słowa 2017

Premiera książki 8.05.2017r.

Wszystkie moje zmartwychwstania – Iwona Żytkowiak. Recenzja

„Wszystkie moje zmartwychwstania” to dramat rozpisany na trzy głosy. Żaden nie jest donośny, a każdy staje się cichym wołaniem o uczucie i choćby okruchy czułości. Po prostu.

książka Wszystkie moje zmartwychwstaniaCo musi się stać, by dostrzec takie deficyty? Iwona Żytkowiak na dzień dobry torpeduje mocnym problemem. Szybko wprowadza w spaczone relacje nie tylko na linii rodzice-córka, ale też mąż-żona. Brak dialogu to tutaj prosta droga do destrukcyjnych zachowań, z których największy kaliber ma narkomania nastoletniej Marty. Długo ukrywana, co tylko świadczy o tym, że nikt w tej rodzinie tak naprawdę nie zwraca do końca uwagi na bliskie osoby. Gdyby tak było, wszystko toczyłoby się inaczej. Kto tu naprawdę cierpi najbardziej?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka jednoznaczna. Nikt tu bowiem nie jest bez winy. Każdy na swój sposób podejmuje nikłą próbę odnalezienia się w tym całym galimatiasie. Magda walczy z poczuciem wewnętrznej pustki, ale jak przekonujemy się w trakcie lektury książki „Wszystkie moje zmartwychwstania” nie jest w tym sama. Dostajemy więc solidną dawkę skrajnych emocji. I tak naprawdę każda z nich jest uzasadniona. Motyw narkomanii nie jest tu nachalny. Iwona Żytkowiak nie epatuje brutalnymi scenami. Uzależnienie jest tutaj tylko pewną konsekwencją, a problem tkwi głębiej.

Iwona Żytkowiak postawiła na nietypowe podejście do tematu. Szarpana narracja balansująca między tu i teraz a wspomnieniami głównej bohaterki uwypukla jej próbę rozliczeniami się z tym, co doprowadziło ją do aktualnego momentu w życiu. Czy myśli przeobrażą się w czyny?

„Wszystkie moje zmartwychwstania” to książka smutna, lustrzane odbicie wielu rodzin, w których gdzieś gubi się chęć bycia razem. U Iwony Żytkowiak konsekwencje takiej relacji mają gorzki finał.

Iwona Żytkowiak, „Wszystkie moje zmartwychwstania”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Zobacz również:
„Tam, gdzie twój dom” Iwona Żytkowiak

%d bloggers like this: