Archiwa blogu

Melodia zapomnianych miłości – Dorota Gąsiorowska. Recenzja

„Melodia zapomnianych miłości” Doroty Gąsiorowskiej to opowieść klimatyczna, pełna tajemnic i mocno akcentująca wrażliwość.

Melodia zapomnianych milościTym razem autorka postawiła na historię dość nietypową. Bianka podejmuje się zlecenia, które ma być finansowym zastrzykiem. Trafia do mrocznego domu w Kazimierzu Dolnym, gdzie ma zajmować się niewidomym Samuelem. Jaka naprawdę jest jej rola? Dlaczego matka mężczyzny jest tak obcesowa i antypatyczna? To dopiero początek znaków zapytania, które stawia czytelnikowi Dorota Gąsiorowska. Bianka bowiem ma na głowie jeszcze jeden dylemat związany ze skrzypcami odziedziczonymi po babce Walentynie. W futerale znalazła zdjęcie tajemniczej Wandy i wszystko wskazuje na to, że nie znalazło się ono tam przypadkowo. A jego los jest ściśle związany właśnie z Kazimierzem Dolnym. Wszystko to jest skrojone w dobrych proporcjach, dzięki czemu „Melodia zapomnianych miłości” intryguje, a nawet trzyma w napięciu.

Dorota Gąsiorowska świetnie wykreowała bohaterów i kompletnie odeszła od bazowania na przypadkowości zdarzeń.  Mam wrażenie, że z każdą kolejną książką coraz odważniej spuszcza ze smyczy swoją literacką kreatywność. Przejawia się to ewidentnie w narracji, która jest dobrze dopracowana. Poszczególne wątki zazębiają się intrygująco, a bohaterowie nie są miałcy. W „Melodii zapomnianych miłości” na plan pierwszy wysuwa się też motyw tajemnicy. To, że ma kilka odsłon, a autorka żadnej z nich nie zdradza, podsycając czytelniczą ciekawość, to duży walor tej opowieści. Przez nią się płynie z poczuciem, że mamy do czynienia z całkiem niezłą prozą.

Dorota Gąsiorowska, „Melodia zapomnianych miłości”, Między Słowami 2017

Inne książki Doroty Gąsiorowskiej:

Antykwariat spełnionych marzeń

Primabalerina

Czas na miłość, czas na śmierć – Agnieszka Pietrzyk. Recenzja

Dynamiczna. Nietypowa. Zaskakująca. Nieprzewidywalna. Taka jest książka „Czas na miłość, czas na śmierć”. Agnieszka Pietrzyk pokazuje doskonałą, kreatywną kondycję literacką i absolutny brak lęku przed tematami trudnymi moralnie.

Książka Czas na miłość czas na śmierćDawno żadna powieść tak mnie nie zaskoczyła. Fabuła, na którą porwała się autorka, to świetna gra, w którą wsiąknęłam błyskawicznie i którą żal było opuszczać. Miłość idzie tu w parze ze śmiercią. A ani przed jednym, ani przed drugim nie sposób się obronić. Cena jest naprawdę wysoka. Czy warto ją zapłacić?

Kiedy Zora Radke traci głowę i serce dla przystojnego, skromnego Sebastiana, nie zdaje sobie sprawy, że właśnie wdepnęła na życiową minę. Hardość, którą emanuje, topnieje. A dekoncentracja zawodowa w jej przypadku nie może mieć miejsca, bo kobieta nie tylko prowadzi strzelnicę, ale też trudni się dodatkowym nielegalnym zajęciem. Chylę czoła Agnieszce Pietrzyk za ten rewelacyjny wątek! Co na to ukochany? W oparach miłości trudno dostrzec niepokojące przebłyski. Okazuje się, że swoje tajemnice ma nie tylko Zora, ale też jej wybranek. Ich kaliber jest nieporównywalny, ale stawia pod znakiem zapytania wszystko.

Mocną osią książki „Czas na miłość, czas na śmierć” są bohaterowie. Bez wyjątku, z impetem brną w kłamstwo, kreując wokół siebie siatkę pozorów. Co musi się stać, by ktoś stracił czujność i wpadł w pułapkę? Dodam tylko, że ta emocjonalna jest tutaj najmniej dotkliwa. Autorka mistrzowsko łączy poszczególne wątki, dbając o ich spójność. Trudno tu dokładnie przewidzieć kolejny krok. I chwała za to, bo dzięki temu ta historia staje się niezłą torpedą.

Nie wciskałabym jednak tej książki w ramy kryminału. To świetna powieść sensacyjna, której nie trzeba nadawać marketingowych łatek, żeby się obroniła. Po prostu.

Agnieszka Pietrzyk, „Czas na miłość, czas na śmierć”, Rebis 2017

Dom samotnych – Joanna Kruszewska. Recenzja

Ile twarzy ma samotność? Gdzie jest jej kres? Czy cena, którą trzeba za nią płacić, zawsze ma sens? W książce „Dom samotnych” Joanny Kruszewskiej emanuje ona w różnych kierunkach, ale zawsze jest konsekwencją pewnych decyzji, mniej lub bardziej koniecznych. Ale czy wszystkim jest z nią dobrze?

Książka Dom samotnychZdradzona żona, porzucona kochanka topiąca smutki w alkoholu, kobieta osamotniona w małżeństwie. Mało? Autorka do kompletu dorzuca jeszcze kilku wyjątkowo empatycznych mężczyzn, którzy popełniają błędy i próbują odrobić życiowe lekcje. Ta przeplatanka losów stanowi swoisty galimatias, ale jaki sensowny. A do tego w wariancie bardzo realnym, co pozwala zżyć się z bohaterami i odczuwać ich emocje.

Joanna Kruszewska zaskoczyła mnie podejściem do tematu. Motyw samotności został tutaj potraktowany nad wyraz wnikliwie, a przy tym na pewno nie wyeksploatowany, bo uczucie to co rusz odsłania swoją kolejną twarz zarówno na kartkach książki „Dom samotnych”, jak i w życiu. Uznanie należy się autorce również za kreację poszczególnych bohaterów. Daleko im do papierowych postaci. A poszczególne wątki mocno zapadają w pamięć, bo prawdopodobieństwo takich wydarzeń jest bardzo wysokie. Karuzela emocji nakręca się tutaj samoistnie. Jaki będzie jej finał? Komu samotność zacznie przeszkadzać, a kto ją doceni?

„Dom samotnych” to książka niebywale dojrzała, w której na pierwszy plan wysuwają się dość destrukcyjne rozterki. Każdy z bohaterów w jakiś sposób walczy z uczuciami, a te nijak nie chcą słuchać racjonalnych podszeptów. Żyją swoją życiem, zmuszając poszczególne postaci do impulsywnych działań i tłumienia prawdziwych potrzeb. Niestety, nie da się długo siłować z potrzebami serca.

Joanna Kruszewska, „Dom samotnych”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Lokatorka – JP Delaney. Recenzja

Zbrodnia doskonała? Perfekcyjny plan? A może to tylko złudzenie? Thriller psychologiczny „Lokatorka” to osobliwe studium manipulacji na świetnym poziomie.

Thriller LokatorkaMuszę przyznać, że pomysł na konstrukcję fabuły JP Delaney miał dobry. Rozbicie narracji na dwie odrębne historie mające swój czas w nietypowym domu przy Folgate Street 1 uwypukla wszystko, co odpowiada tutaj za budowanie napięcia. Spoiwem jest nie tylko mieszkanie obarczone gigantyczną listów zakazów, ale też sam właściciel. Mroczny i władczy szybko zyskuje w oczach czytelnika łatkę psychopaty. Czy słusznie?

Śledzenie jednocześnie dwóch opowieści, z których ta dziejąca się teraz jest próbą wyjaśnienia poprzedniej może namieszać w głowie. Autor lawiruje jednak między nimi umiejętnie, dzięki czemu nie ma mowy o zgubieniu wątku. Wszystko tu jest po coś. Taka konsekwencja ma tutaj też tę zaletę, że bardzo szybko pozwala dostrzec, a później już tylko obserwować pewne powtarzalne mechanizmy zachowań.

Thriller „Lokatorka” to historia dwóch kobiet, które z osobna uległy temu samemu złudzeniu i stały się doskonałym materiałem do manipulacji. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że ta rozbiega się tutaj we wszystkie strony. I w pewnym momencie granica między ofiarą a psychicznym oprawcą nie jest już tak oczywista. Potęguje to fakt, że JP Delaney wykreował mocnych bohaterów, z których żaden nie jest absolutnie dobry lub zły. Są szalenie dualni i pokręceni w emocjach, a to może prowadzić do zguby. Każdego z nich z osobna.

Kto tu kim tak naprawdę manipuluje? Kto sprytnie pogrywa? Bardzo łatwo można tutaj dać się wyprowadzić na manowce. Zalecam czujność, bo nic tu nie jest takim, jak się początkowo wydaje.

Książka „Lokatorka” to łakomy kąsek dla czytelnika, ale do pełnej satysfakcji zabrakło mi spektakularnego finału. Emocje, które autor tak solidnie dawkował przez całą książkę, poszybowały gigantycznie w dół wraz z jej końcem. Osobiście czuję mały niedosyt.

JP Delaney, „Lokatorka”, Wydawnictwo Otwarte 2017

Eksplozje – Janusz L. Wiśniewski. Recenzja

Niezwykła podróż do męskiego świata, w którym dominuje nie testosteron, a wrażliwość. I śmiało mogę rzec, że „Eksplozje” uwiodły mnie literacko.

Sięgając po twórczość Janusza L. Wiśniewskiego, zawsze mam pewność, że obcowanie ze słowem będzie niezwykłą ucztą. Tym razem uczucie to zostało mocno spotęgowane. „Eksplozje” to miszmasz osobowości i historii, które można złapać za jakiś fragment i ugryźć całkiem inaczej. Podać, przenosząc punkt ciężkości w inne miejsce. I to wszystko dzieje się w tej książce. I dzieje się niezwykle subtelnie, szczerze i z daleka od banału.

Janusz L. Wiśniewski i jego kompani od kreowania świata na kartkach papieru mogą być z siebie dumni. Ich spojrzenie na związki, uczucia, relacje damsko-męskie na różnym gruncie dowodzą, że w operowaniu emocjami zmierzają na literacki szczyt. W „Eksplozjach” znajdziemy bowiem kilkanaście historii rozpisanych na dwa głosy. Każdorazowo punktem wyjścia dla danego autora jest narracja Janusza L. Wiśniewskiego. To, co dzieje się z nią później, zaskakuje i udowadnia, że o ludzkim losie można mówić i mówić, szczególnie jeśli podejmie się próbę spojrzenia na sytuację jednostki przez pryzmat osób jej bliskich. Każdy wątek może być zinterpretowany inaczej, jeśli usłyszymy ciut więcej na temat jego bohaterów.

Mocnym walorem tej narracji jest to, że składają się na nią wyłącznie krótkie formy. Napisać dobre, sensowne opowiadanie, które przykuje uwagę, zaintryguje i pozostawi z refleksją, nie jest łatwo. Dlatego też takie treści doceniam bardziej.

Krótko mówiąc, to dojrzała emocjonalnie, tętniąca wrażliwością eksplozja dobrej prozy. Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować wszystkim autorom za tak trafiony literacki podarunek.

Janusz L. Wiśniewski, „Eksplozje”, Wielka Litera 2017

%d blogerów lubi to: