Archiwa blogu

Podglądaczka – Caroline Eriksson. Recenzja

Thriller psychologiczny „Podglądaczka” Caroline Eriksson jest kapitalny. Po prostu. Gęsta, paranoiczna atmosfera, niewinna obserwacja urastająca do rangi zamachu na życie i umysł, który przestaje oddzielać fakty od wytworów wyobraźni. Co może zrodzić się w głowie, gdy nie ma już nic do stracenia?

PodglądaczkaDawno nie czytałam tak dobrze napisanego thrillera, który zaskakuje do samego końca. Ba! Wprawia nawet w czytelnicze osłupienie, gdy dotrzemy do finału tej historii. Specyficzna konstrukcja „Podglądaczki”, w której narracja przebiega na dwa głosy podsyca ciekawość, ale też zwodzi i to jak!

Oto stajemy się uczestnikami dość smutnego życia pisarki Eleny, którą opuścił nie tylko mąż, ale też wena twórcza. Zaszywa się w wynajętym domu, by napisać nową książkę, ale brakuje jej pomysłu, motywacji, a nawet chęci do życia. Kiedy więc zaczyna podglądać sąsiadów, jej umysł zaczyna pracować w ekspresowym tempie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że źle się u nich dzieje i lada moment dojdzie do zbrodni. Wszystko to staje się dla kobiety katalizatorem do pisania i to w rekordowo krótkim czasie. Ale co tam kilkanaście dni i nocy wyjętych z życia, gdy powstaje bestseller? I to nie byłoby wcale aż tak intrygujące dla czytelnika, bo motyw podglądactwa przewija się w mrocznej literaturze co jakiś czas, gdyby nie fakt, jakie jest jego drugie oblicze.

Czy trans, w jaki wpadła Elena, rzeczywiście jest uzasadniony? Czy życie pisze najlepsze scenariusze? A może kobieta bawi się w mocną nadinterpretację tego co widzi, uciekając przed własnymi demonami? Wszak ma ich całkiem sporo, o czym przekonamy się w trakcie lektury „Podglądaczki”. I jest to nie tylko problem z własną psychiką, ale też wadliwe relacje z prawie byłym mężem i siostrą, która usilnie próbuje ją ratować.

Caroline Eriksson funduje misternie skonstruowaną zagadkę, w której największą rolę grają harce umysłu. Nic tu nie jest takie, jak się wydaje. A finał thrillera „Podglądaczka” udowadnia, że kreatywność tej autorki nie ma granic.

Caroline Eriksson, „Podglądaczka”, Wydawnictwo Marginesy 2020

Pod kluczem – Ruth Ware. Recenzja

Ekskluzywny dom na odludziu naszpikowany elektroniką i owiany złą sławą. Niania, która musi okiełznać nie tylko technologię, ale też dzieci i harce umysłu, które nasilają się z każdym dniem. Co jej się wydaje, a co rzeczywiście się dzieje? Ruth Ware w thrillerze „Pod kluczem” serwuje gęstniejącą atmosferę strachu. Szybsze bicie serca podczas lektury też murowane.

Zaczyna się niewinnie i nieco banalnie. Oto młoda dziewczyna Rowan trafia na żyłę złota w postaci pracy jako niania w domu rodziny Elincourtów. Wysoka pensja ma jej zrekompensować niedogodności – odludzie i nieposłusznych podopiecznych. Na dzień dobry kobieta od pierwszego dnia pracy zostaje zdana sama na siebie, bo pracodawcy wyjeżdżają służbowo. Co może wydarzyć się zaledwie w ciągu kilku dni? Ruth Ware pokazuje, że naprawdę dużo i to złego. Po co tak właściwie Rowan zatrudniła się jako niania? I czy rzeczywiście motyw finansowy był najważniejszy?

Zanim się tego dowiemy, przyjdzie nam poznać cały przebieg pobytu kobiety w domu Elincourtów, bo autorka prowadzi narrację dość nietypowo, w formie retrospekcyjnej. Już na wstępie dowiadujemy się, że Rowan przebywa w więzieniu oskarżona o morderstwo dziecka. Cała fabuła „Pod kluczem” zbliża nas do poznania okoliczności i prawdy, bo kobieta twierdzi, że jest niewinna.

Thriller „Pod kluczem” bardzo współczesny wydźwięk zyskuje za sprawą technologii, którą autorka wplotła w fabułę, a właściwie wyposażyła w nią cały dom. W pewnym momencie takie życie sterowane aplikacjami zaczyna przerażać. A do tego wszystkiego dochodzą jeszcze niepokojące nocne dźwięki w formie kroków i zabudowana część domu, w której ewidentnie coś się dzieje. Napędza to spiralę lęku i u głównej bohaterki, i u czytelnika.

Ruth Ware stopniuje napięcie i robi to naprawdę dobrze. Buduje narrację tak, by czytelnik się nudził, a kolejne wątki wskakują na swoje miejsce w odpowiednim momencie. Nie ma tu zawiłej intrygi, bo sedno tej opowieści leży gdzie indziej. Ot, „Pod kluczem” to po prostu thriller psychologiczny wart przeczytania.

Ruth Ware, „Pod kluczem”, Czwarta Strona Kryminału 2020

Bliżej, niż myślisz – Ewa Przydryga. Recenzja

Jeśli thriller psychologiczny, to taki, w którym szaleje emocjonalny tajfun, a mroczny klimat rodzi się jakby mimochodem. Taki nastrój funduje Ewa Przydryga w debiutanckiej książce „Bliżej, niż myślisz”. Bo czy można wymyślić sobie morderstwo?

Nika jest kobietą po przejściach, które zostawiły trwały ślad w jej psychice. Poznajemy ją, gdy próbuje znów żyć normalnie jako właścicielka niewielkiego pensjonatu. Los sprawia, że staje się świadkiem zabójstwa swojej lokatorki. Tylko czy kobieta naprawdę mieszkała w pensjonacie? A jeśli tak, to czy zmieniła tożsamość? I czy naprawdę ktoś ją zamordował właśnie tutaj? Te pytania nie są bezzasadne, bo Nika balansuje na alkoholowo-lekowej huśtawce i sama nie wie, co jest prawdą, a co wytworem jej wyobraźni. A może klucz do rozwiązania zagadki jest bliżej, niż myśli?

Zanim się tego dowiemy i odkryjemy prawdę razem z bohaterką, przyjdzie nam zmierzyć się z niezłymi harcami psychiki. Mało tego, Ewa Przydryga tak buduje narrację, że w pewnym momencie czuje się epatujące z niej zło, którego nie można zlokalizować. Okazuje się bowiem, że prywatne śledztwo Niki obnaża coraz więcej wątków, które składają się w makabryczną opowieść o próżności. Tylko czy można jej ufać, jeśli nie ufa samej sobie? Im bliżej prawdy, tym więcej tajemniczych zdarzeń. Czy realnych?

Thriller psychologiczny „Bliżej, niż myślisz” ma dobrą dynamikę, intrygujący pomysł fabularny i to konsekwentnie realizowany oraz główną bohaterkę, która budzi mieszane uczucia. Co prawda, Ewa Przydryga próbuje mylić tropy, ale w głowie czytelnika, który żyje thrillerami, od początku pali się czerwona lampka, że to co dostajemy jest tropem zbyt oczywistym i gdzieś czai się fabularny wybuch.

W moim odczuciu jedynie zakończenie budzi niewielkie rozczarowanie. Po tak prowadzonej narracji spodziewałam się bomby, ale koniec okazał się nieco banalny. A szkoda.

Ewa Przydryga, „Bliżej, niż myślisz”, Wydawnictwo Muza SA 2020

Nic o mnie nie wiesz – E.G. Scott. Recenzja

„Nic o mnie nie wiesz” to naprawdę dobry thriller, w którym bohaterami tak naprawdę są kłamstwo i manipulacja. Literacka psychoza udziela się czytelnikowi na każdym kroku. To mroczna łamigłówka, od której nie sposób się oderwać, nim nie dotrze się do finału. A ten jest tu tylko przysłowiową wisienką na torcie.

Obawiałam się, że siła marketingu znów zrobi swoje, a za fasadą promocji skryje się książka, która pozostawi wiele do życzenia. Na szczęście historia, którą serwuje E.G. Scott zasługuje tylko na dobre słowa. A nawet kilka.

Oto bowiem dostajemy fabułę, która odcina od świata zewnętrznego. Thriller „Nic o mnie nie wiesz” od początku jest uzależniający i nie można go ot tak odłożyć, by powrócić do niego później. Głód wiedzy, by poznać rozwój wątek staje się zbyt silny. Zapewne jest tożsamy z tym, który stale czuje Rebecca, główna bohaterka uzależniona od leków, ale w mikroskali. Kobieta zatraca się bowiem w lekomanii do tego stopnia, że w pewnym momencie nie wiemy, co jest wytworem jej otumanionego umysłu, a co prawdą. Szczególnie że prawda jest tu towarem deficytowym.

Głównym wątkiem, a jednocześnie też bohaterem jest bowiem kłamstwo. W parze z nim idzie manipulacja na najwyższym poziomie. Rebecca i Paul są małżeństwem z wieloletnim stażem, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą. Za to my dowiadujemy się całkiem sporo, bo E.G. Scott prowadzi narrację naprzemiennie, z kilku perspektyw. I paradoksalnie im więcej wiemy, tym większy mętlik tworzy się w głowie. Nie sposób bowiem zaufać nikomu. Nie ma tu podziału na dobrych i złych bohaterów. Zbyt wiele każdy ma za uszami, by ocenić go jednoznacznie. A to stale podsyca ciekawość czytelniczą. No i ta zbrodnia, który niby się zdarzyła, ale łatwo w nią zwątpić.

Mocną stroną thrillera „Nic o mnie nie wiesz” są dynamiczne zwroty akcji, które podkręcają napięcie i intryga, której daleko do banalnej. Szczególnie, że motorem napędowym wszystkiego, co się tu dzieje tak naprawdę jest miłość. Takiego jej oblicza na pewno nie znacie.

E.G. Scott, „Nic o mnie nie wiesz”, Wydawnictwo Muza S.A 2020

Kasztanowy ludzik – Søren Sveistrup. Recenzja

„Kasztanowy ludzik” to thriller kapitalny. Mroczna łamigłówka na poziomie dla najbardziej wymagających fanów gatunku. Søren Sveistrup wchodzi na rynek literacki i od razu pokazuje, kto rozdaje karty tej jesieni. Nie przegapcie tej książki.

SveistrupKasztanowyLudzik_RGB

Zemsta wcale nie jest słodka. Jest krwawa i dwuznaczna. A ten, który się mści, zaplanował wszystko tak, by zakpić nie tylko z policji, ale też z działalności ministerstwa spraw społecznych. Morderstwa są tutaj puzzlami, które tworzą makabryczną kompozycję z niewielkim detalem – kasztanowym ludzikiem. Czy ta niepozorna figurka na miejscu zbrodni to kpina ze strony sprawcy, czy przynęta? A może symbol tego, co doprowadziło to aktualnych wydarzeń? Autor splata poszczególne wątki bardzo ciasno i nie jest to splot przypadkowy.

Thriller „Kasztanowy ludzik” od początku powoduje galopadę myśli w głowie czytelnika. Oto bowiem z jednej strony mamy brutalne morderstwa kobiet i okaleczone ciała z kasztanową ozdobą. Z drugiej zaś śledzimy wątek Rosy Hartung – minister spraw społecznych, która właśnie wraca do władzy po traumie związanej z tajemniczym zaginięciem córki. Autor łączy te wątki w dość intrygujący sposób, dając jawny znak, że gdzieś tu tkwi rozwiązanie zagadki. Nie tak prosto jednak rozszyfrować, kim jest morderca. Ba! Søren Sveistrup robi wszystko, by czytelnik do samego końca celował błędnie. I nie pomaga ani czujność fabularna, ani prowadzenie prywatnego śledztwa na równi z książkowym. Dawno nikt mnie tak nie wyprowadził w literackie pole!

Genialny jest tu też kontekst społeczno-polityczny. Wszystko doskonale współgra i jest po coś. Mam wrażenie, że natężenie wątków dobrze zrobiło tej fabule, bo jest precyzyjne. Dzięki temu czytelnik nie odczuwa ciężaru lektury, a nie jest ona lekkim czytadłem. Żyje swoim życiem i wdziera się do głowy w mig. Tak realistycznie to wszystko, że po lekturze „Kasztanowego ludzika” każde spojrzenie w stronę niewinnej figurki podszyte jest obawą.

Poza rewelacyjnym pomysłem na fabułę Søren Sveistrup wyciągnął z rękawa jeszcze jednego asa, a nawet kilka. Thriller ten mógłby mieć całkiem inny wydźwięk, gdyby nie wyraziści bohaterowie, którzy go napędzają. Nie ma tu postaci jednoznacznie dobrych i złych. Każdy ma w życiu jakieś epizody, którym daleko do chwalebnych. A do pewnych zachowań czasem po prostu zmusza sytuacja. Takie nie do końca oczywiste portrety sprawiają, że w głowie wciąż mnożą się pytania, kto z bohaterów mógłby być rzeczywiście zdolny do takich zbrodni i kto ma tak silną potrzebę zemsty? Ten motyw bowiem jest tu dominujący. A finał historii pokazuje, że zło w człowieku może mieć zaskakujące źródło i prowadzić go do szalonych działań.

„Kasztanowy ludzik” to hit tej jesieni.

Søren Sveistrup, „Kasztanowy ludzik”, W.A.B. 2019

%d blogerów lubi to: