Archiwa blogu

Cenny motyw – Małgorzata Rogala. Recenzja

„Cenny motyw” zdecydowanie nie jest kryminałem. To rewelacyjna powieść detektywistyczna, w której najistotniejsza wcale nie jest zbrodnia, ale cała jej otoczka. A ta u Małgorzaty Rogali jest nad wyraz klimatyczna.

I nie może być inaczej, gdy motorem napędowym fabuły staje się kradzież wiekowego i bardzo oryginalnego pierścionka. Taki unikat może wyzwalać w człowieku najgorsze instynkty, szczególnie jeśli się na tym zna i wie, że gra jest warta świeczki. I pomyśleć, że zaczęło się od romansu!

Oto bowiem okazuje się, że rynek handlu antykami to doskonałe miejsce do nielegalnych działań, gigantycznych inwestycji i jeszcze większych wpływów do własnej kieszeni. Kiedy więc w takim pozornie hermetycznym środowisku zaczyna się ferment, a przez ramię zagląda policja, robi się niezłe zamieszanie.

Małgorzata Rogala nie spoczęła na laurach po pierwszej części serii z prywatną detektyw Celiną Stefańską. Ba! Poszła krok dalej i dała swojej bohaterce poszaleć zawodowo, bo to właśnie ona staje się świadkiem przestępstwa, a wkrótce zaczyna prowadzić śledztwo w tej sprawie. W parze z aspiracjami zawodowymi idzie tutaj jednak chęć wyjaśnienia śmierci rodziców, która jest bezpośrednio związana z obrotem dziełami sztuki. Autorka genialnie łączy te dwa wątki. Komplikuje fabułę, ale robi to w bardzo przemyślany sposób. Dzięki temu dostajemy sensacyjną opowieść okraszaną sowicie sztuką w całkowicie nieznanym wydaniu. Świetnie napisaną, intrygującą i lekką.

Podobnie jak w „Kopii doskonałej” tutaj również fabułę dynamizują nagłe zwroty akcji, ale nie da się ukryć, że książka „Cenny motyw” jest po prostu ciekawsza. A Celina Stefańska budzi jeszcze większą sympatię. Tak dużą, że ogromnie trudno się z nią rozstać. Pozostaje więc wypatrywać kolejnego śledztwa z jej udziałem.

Małgorzata Rogala, „Cenny motyw”, Czwarta Strona 2019

Zobacz również:

„Kopia doskonała”

Reklamy

Kryształowi. Łatwy hajs. Joanna Opiat-Bojarska. Recenzja

Joanna Opiat-Bojarska swoją kryminalną trylogią o kryształowych (funkcjonariuszach Biura Spraw Wewnętrznych) rozbija literacki bank. Po raz drugi i to z jeszcze większym impetem. „Kryształowi. Łatwy hajs” to kryminał tak mocny, wulgarny i epatujący seksem, a przy tym tak genialnie napisany, że nie sposób czytać go na raty. Trzeba go sobie zaaplikować jednorazowo.

Kiedy czytałam „Świeżą krew”, byłam pełna podziwu dla odwagi autorki i niemal chirurgicznej precyzji w konstruowaniu fabuły. Nie mówiąc już o wyważeniu drzwi do męskiego brutalnego świata, w którym nie ma miejsca na sentymenty. A teraz mój podziw poszybował jeszcze wyżej, bo Joanna Opiat-Bojarska właśnie spuściła z literackiej smyczy chyba już wszystko, co się dało, bo „Łatwy hajs” kompletnie nie mieści się w ramach gatunku. To prawdziwa żyleta i to nie do podrobienia.

Tym razem znany z pierwszej części Driver jest już funkcjonariuszem BSW. Nie oznacza to jednak, że spoczywa na laurach. Jego motywacja do pracy jest jeszcze większa. A życie w biurze nie ułatwia mu Zofia, koleżanka biurko w biurko. Na celowniku mężczyzny znajduje się jeden z policjantów, który łączy tę funkcję z gangsterką i to z najwyższej półki. Jak jednak zebrać na niego dowody, kiedy ten jest do granic przebiegły? Opcja jest tylko jedna – czekać, aż zgubi go pewność siebie, a ta jest momentami do cna irytująca.

Niewątpliwej mocy akcji dodaje osadzenie jej w szemranym światku klubów go-go i uciech seksualnych w tajemniczych kręgach. Śledzony fusz ma ogromny udział w ich funkcjonowaniu i to na różnych polach. I czuje się przy tym szalenie bezkarny. Dokąd go to zaprowadzi?

Joanna Opiat-Bojarska znów udowadnia, że książka zdominowana przez bohaterów mężczyzn to dla niej błahostka. A niebywałe uznanie należy się jej nie tylko za pomysł na serię o kryształowych, ale przede wszystkim za jego realizację precyzyjną w każdym calu. Jeśli macie odwagę wniknąć do świata przesyconego brutalnością, podwójną moralnością i brakiem wyrzutów sumienia, to śmiało. Dzięki tej trylogii przekonacie się, że polski kryminał ma już całkiem inną twarz.

Joanna Opiat-Bojarska, „Kryształowi. Łatwy hajs”, Muza SA 2019

Zobacz również:

„Kryształowi. Świeża krew”

Światło o poranku – Krystyna Mirek. Recenzja

„Światło o poranku” (druga część cyklu Willa pod Kasztanem) tętni skrajnymi emocjami. Krystyna Mirek daje poszczególnym bohaterom szansę na rozprawienie się z własnymi uczuciami i kieruje ich na ścieżki prowadzące ku dojrzałości, nie tylko tej emocjonalnej. Czy dadzą sobie szansę na lepsze jutro? I czy w ogóle zechcą? Wszak to wiąże się z ryzykiem. A nie ma żadnej gwarancji, że ono się opłaci. Jest tylko to, co dyktuje serce.

Książka Światło o porankuNie łatwo jest ujrzeć światełko w tunelu, szczególnie jeśli na koncie mamy odrzucenie lub upokorzenie. Jeszcze gorzej, kiedy przytrafił nam się taki pakiet. Wtedy, żaden poranek nie napawa optymizmem. Tak dzieje się właśnie u Magdy. Po wydarzeniach z pierwszej części cyklu trudno się jej otrząsnąć. Musi to jednak zrobić i stawić czoła kolejnym dniom. Najbliżsi, którzy udzielają jej wsparcia, też mają swoje rozterki. Krystyna Mirek funduje czytelnikowi niezły galimatias, ale wszystko to jest zaplanowane z głową. Nie ma tu uchybień literackich, które postawiłyby znak zapytania nad realnością fabuły.

Każdy, kto czytał „Światło w Cichą Noc”, doskonale wie, że motywem przewodnim była tam ucieczka nie tylko przed Świętami, ale też samym sobą. W kontynuacji autorka nie zmienia nagle sposobu myślenia i oczekiwań głównych bohaterów. Nie do końca też popycha ich jednoznacznie ku dobremu. Każdy z nich dostaje tutaj indywidualną lekcję – musi nieco wycierpieć, by się otrząsnąć, porzucić niepokój i finalnie poczuć jakąś dawkę szczęścia. To ma jednak kilka twarzy. I to, co dla jednych będzie jego synonimem, dla innych nie będzie znaczyło nic.

Wszystkie dylematy Krystyna Mirek ubiera w codzienność. Nie ma tu spłyconych, stabilnych wątków. Akcja książki „Światło o poranku” dynamicznie brnie do przodu, ale nie jest to też galop zmierzający prosto do spektakularnego finału. Bo tak jak w życiu, tak i w przygodach bohaterów ich decyzje burzą spokój wewnętrzny, a przy okazji bliskich. Takie kierowanie opowieścią uwiarygadnia ją, ale u tej autorki historie zawsze wyssane są z życia, a nie z palca. To się czuje i to się ceni. I oby tak dalej.

Krystyna Mirek, „Światło o poranku”, Edipresse Książki 2018

Wszystkie pory uczuć. Zima – Magdalena Majcher. Recenzja

„Wszystkie pory uczuć. Zima” to emocjonalna opowieść naznaczona tajemnicą. Magdalena Majcher znów wskazuje level wyżej na rynku literatury obyczajowej. Ta historia ma bowiem znamiona dramatu psychologicznego. A to nie lada sztuka, by skroić taką narrację i to w tak świetnym stylu.

Książka Wszystkie pory uczuć zimaTajemnice mają to do siebie, że pchają się na światło dzienne nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że już nie mają prawa, bo się przedawniły i ucichły. Tymczasem te o dużym ciężarze emocjonalnym potrafią upomnieć się o prawo głosu w najmniej spodziewanym momencie. I motyw ten doskonale wykorzystuje Magdalena Majcher w drugiej części cyklu „Cztery pory roku”.

Róża ma swoje lata i właśnie zostaje panną młodą. To milowy krok i próba zaznania szczęścia w momencie, kiedy wydaje się, że życie zbliża się już ku końcowi. Aby jednak w pełni się nim cieszyć, bohaterka musi stawić czoła demonom, które pielęgnuje w sobie od lat. Czy nosząc na barkach niewyjaśnioną historię, może ruszyć do przodu? Okazuje się, że kiedy w grę wchodzą szczere uczucia, zmianie ulega wszystko.

Pomyli się jednak ten, kto z góry założy, że książka „Wszystkie pory uczuć. Zima” traktuje wyłącznie o kulisach dojrzałej relacji. Motyw miłości ma tu bowiem kilka twarzy. Ta między Różą a jej mężem jest tylko katalizatorem do zweryfikowania uczuć nią a jej siostrą. A te są niczym bomba z opóźnionym zapłonem, który żarzy się od lat, ale nie doprowadza do wybuchu.

To specyficzna relacja, w której Róża pełni rolę opiekunki dla siostry. Ale czy ta na to zasługuje? Jaki wymiar mam jej miłość, jeśli całe życie nosi w sobie historię, o której uparcie milczy? Czy jej choroba to tylko wygodna wymówka? Nie da się bowiem ukryć, że Miłka prowadzi jakąś grę. Dokąd doprowadzi to bohaterów? Czy przeszłość upomni się o swoje?

Książką „Wszystkie pory uczuć. Zima” Magdalena Majcher udowadnia, że jej kreatywność literacka ewidentnie ma tendencję wzrostową. Autorka nie spoczywa na laurach i śmiało sięga po intrygujące tematy, które nie tylko zaciekawią, ale też poruszą czytelnika. I to się ceni. I na takie opowieści czeka się z niecierpliwością.

Magdalena Majcher, „Wszystkie pory uczuć. Zima”, Pascal 2017

Premiera książki 17.01.2018 r.

Zobacz również:
Wszystkie pory uczuć. Jesień

Więcej czerwieni – Katarzyna Puzyńska. Recenzja

Bez owijania w bawełnę – „Więcej czerwieni” to rewelacyjny kryminał pod każdym względem.

Więcej czerwieniCzekałam z niecierpliwością na kontynuację „Motylka”, ale też z pewnym lękiem, że druga część serii o policjantach z Lipowa nie zachwyci już tak jak poprzednia. Tymczasem Katarzyna Puzyńska nadal trzyma wysoko poprzeczkę, którą postawiła sobie przy debiucie. Co więcej, skłonna jestem przyznać, że pułap dla niej jest coraz wyższy. A to, co dostajemy w drugiej części, wcale jeszcze nie jest jeszcze szczytem literackich umiejętności autorki. Nic – tylko czekać na więcej.

W „Więcej czerwieni” wracamy do znanego już dobrze Lipowa. Prowincjonalną codzienność i spokój po zbrodniach znanych z „Motylka” przerywa kolejna fala śmierci. Tym razem jednak skala zbrodni jest o wiele bardziej okrutna. Ofiar przybywa, a każda  z nich traktowana jest przez mordercę brutalnie. Rośnie przerażenie i znika spokój, zwłaszcza że wszystko znów toczy się w małej społeczności, która tylko pozornie wiedzie banalne życie pozbawione ekscesów. Nowe zbrodnie stają się wyzwaniem dla lokalnej policji, szczególnie, że morderca prowadzi precyzyjnie swoją grę, wywodzi na manowce, by za moment znów uderzyć. Kto i dlaczego zabija? Zapewniam, że ta zagadka wcale nie jest prosta.

W moim odczuciu Katarzyna Puzyńska dała w książce „Więcej czerwieni” ogromny upust swojej wiedzy psychologicznej. Znów kupiła mnie całkowicie konstrukcją psychiki bohaterów. Mieszkańcy grają cicho w swoje gierki, ale każda przebiegłość kiedyś się kończy. Nikt nie jest bowiem na tyle cwany, by w pewnym momencie nie powinęła mu się noga. W tej części na pierwszy plan wysuwa się ekscentryczna komisarz Klementyna Kopp, której nie sposób nie polubić, mimo jej dość osobliwej natury i podejścia do pracy. W duecie z aspirantem Danielem Podgórskim są w stanie zdziałać wiele. Warto się przekonać.

Mój zachwyt nad twórczością Katarzyny Puzyńskiej trwa. A apetyt na kolejną część sagi kryminalnej  – „Trzydziesta pierwsza” wzrósł niesamowicie. Pozostaje zatem cierpliwie czekać z ufnością, że znów w niedługim czasie będzie okazja do kryminalnej uczty literackiej.

Katarzyna Puzyńska, „Więcej czerwieni”, Prószyński i S-ka 2014

 

Przeczytaj również:

Recenzja „Motylka”

%d blogerów lubi to: