Archiwa blogu

Mała księgarnia samotnych serc – Annie Darling. Recenzja

„Mała księgarnia samotnych serc” to lekka, zabawna, momentami uroczo irytująca opowieść o życiu zdominowanym przez książki. Kiedy okazuje się, że to prawdziwe przecieka między palcami i wymaga realnych działań, a nie snucia romantycznych wizji, robi się nerwowo i nieporadnie. W dodatku w powietrzu wisi romans, bo kto się czubi, ten się lubi. U Annie Darling ta mieszanka jest wybuchowa na każdym kroku. I stanowi niezłą rozrywkę dla czytelnika złaknionego książki, która nie wymaga wygibasów umysłu.

Mała księgarnia samotnych sercPosy Morland – główna bohaterka jest nieco karykaturalna w tym swoim romantycznym podejściu do życia. Na ziemię sprowadza ją dopiero konieczność objęcia sterów w księgarni i uratowanie jej od zamknięcia. Czy odnajdzie w sobie wolę walki? Czy potrafi złapać codzienność za barki i stawić czoła Sebastianowi, najbardziej obcesowemu człowiekowi w Londynie, który ma chrapkę na jej biznes?

Książka „Mała księgarnia samotnych serc” to narracja typowo rozrywkowa, w której pobrzmiewa echo nie tyle tęsknoty za wielkim uczuciem, co ogromny pęd do spełnienia marzeń. Co prawda Posy jest w tym wszystkim szalenie nieporadna i wszystko wskazuje na to, że jedyne, co jej dobrze wychodzi, to zatapianie się w lekturze, ale Annie Darling zmusza ją do zmierzenia się z prozą życia, która daleka jest od tego, co znajduje na kartkach ulubionych książek. W dużej mierze ta fabuła ma mocny wydźwięk parodystyczny. Nie sposób się tutaj nie śmiać i nie sposób patrzeć z dużym przymrużeniem oka na to, co wyczyniają wszyscy bohaterowie. O racjonalnych działaniach nie ma tu mowy. Ten koktajl osobowości buzuje intensywnie od początku do końca. A finał? No cóż. Ten może być tylko jeden.

Annie Darling, „Mała księgarnia samotnych serc”, Czarna Owca 2017

Ławeczka pod bzem – Agnieszka Olejnik. Recenzja

Agnieszka Olejnik odeszła od tematów trudnych, którymi do tej pory zaskarbiła sobie moją czytelniczą sympatię. „Ławeczka pod bzem” to lekka opowieść o szukaniu szczęścia. Czy wielka wygrana może je zagwarantować? A może kwestie materialne nie mają tu nic do rzeczy?

Książka Ławeczka pod bzemIga nigdy niczego nie wygrała, więc los sowicie wynagradza jej dotychczasowego pecha. Kiedy na koncie pojawia się pokaźna suma, świat staje otworem, a każde marzenie wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Czy aby na pewno? Myślenie bohaterki początkowo biegnie torem, wedle którego pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak. Błyskawicznie też na jej drodze stają mężczyźni, którym jej pełny portfel bardzo by się przydał. Zanim jednak przejrzy ich plany, będzie musiała borykać się z całą plejadą innych emocji.

Agnieszka Olejnik w dość komediowej oprawie podała opowieść, w której pieniądze stają się katalizatorem zmian znacznie ważniejszych. Tych, które toczą się w głowie, sercu i duszy Igi. Bohaterka podejmuje próbę życia bez kurateli nadopiekuńczej matki, co staje się pasmem niezłych gagów sytuacyjnych. Z miłością też jej jakoś nie po drodze, zresztą uparcie zarzeka się, że do niczego jej to niepotrzebne. Jak wiadomo jednak, prawdziwe uczucie pojawia się w najmniej spodziewanym momencie pod postacią kandydata, który nigdy nie był nawet brany pod uwagę.

Choć książka „Ławeczka pod bzem” odbiega konwencją od wcześniejszych historii stworzonych przez Agnieszkę Olejnik, to bez wątpienia kradnie czytelnicze serce. Wszystko za sprawą kreacji Igi, która jest postacią szalenie realną, uosabiającą marzenia i rozterki wielu kobiet. Autorka dała jej niezłe wyzwanie w postaci wygranej w Lotto, bo wbrew pozorom nie psuje ona jej jako osoby, a daje jej szansę na spełnienie marzeń, które do tej pory stały pod finansowym znakiem zapytania.

To lekka opowieść, ale napisana z pomysłem, dobrze rozłożonymi akcentami i wątkami, które swobodnie się ze sobą zazębiają. Do śmiechu, ale też ku niewielkiej refleksji.

Czy Iga dzielnie stawi czoło temu, co przynosi jej nowa codzienność? Czy pokona zawieruchę w sercu i spełni marzenie o urokliwym domu z ławeczką pod bzem? Zachęcam, żeby się przekonać.

Agnieszka Olejnik, „Ławeczka pod bzem”, Czwarta Strona 2017

Inne książki Agnieszki Olejnik:

Nieobecna

A potem przyszła wiosna

Dziewczyna z porcelany

Wesoła rozwódka – Iwona Czarkowska. Recenzja

„Wesoła rozwódka” to dość szalona komedia, w której absurd goni absurd, a humorystyczna koncepcja ma dobre tempo od początku do końcu. Iwona Czarkowska ucieka od banału, ale czy we właściwą stronę?

Książka Wesoła rozwódkaKsiążka, który skrzy się dowcipem, to dobra odskocznia od każdego innego typu literatury pod warunkiem, że humor nie jest wymuszony, a wypływa naturalnie z rozwoju poszczególnych wątków. W „Wesołej rozwódce” jego katalizatorem jest główna bohaterka Alicja, której daleko do poukładanej. Specyficzna osobowość w zderzeniu z życiem rzucającym pod nogi same kłody może doprowadzić do zaskakujących zwrotów akcji. I takich jest tutaj całkiem sporo.

O sile tej książki stanowi plejada charyzmatycznych postaci, których po prostu nie da się nie lubić nawet jeśli momentami irytują. Tempo narracji jest szybkie, a kolejne epizody są coraz bardziej zaskakujące i szalenie nieprawdopodobne, zważywszy na to, że przytrafiają się jedne osobie. Taka jednak jest konwencja książki Iwony Czarkowskiej, zatem trzeba w nią po prostu wsiąknąć i płynąć z jej nurtem.

W „Wesołej rozwódce” pierwsze skrzypce gra komizm sytuacyjny. Warto potraktować z dystansem niektóre absurdalne wątki, bo to gwarantuje po prostu dobrą zabawę w trakcie lektury tej książki. Autorka z dużym przymrużeniem oka wzięła na warsztat rozwód. Tutaj jawi się on jako powód do dobrej zabawy, a nawet nowego życia zawodowego.

Iwona Czarkowska, „Wesoła rozwódka”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronatem medialnym Książki na czasie!

Wiedziałam, że tak będzie – Kasia Pisarska. Recenzja

Wygrana w lotto – któż o niej nie marzy? Bo mimo że pieniądze ponoć szczęścia nie dają, to jednak pozwalają na stabilność materialną, a co za tym idzie pewne poczucie bezpieczeństwa.  A i zaszaleć nie zaszkodzi, co też czynią bohaterki książki Kasi Pisarskiej pt. „Wiedziałam, że tak będzie”.

Książka Wiedziałam że tak będzieOptymizm buchający z tej książki jest szalenie ekspansywny i trudno się nim nie zarazić. Nie  da się jednak ukryć, że ta lekka opowieść nieco zbyt mocno zakrawa na współczesną bajkę, w którą wcale nie tak łatwo uwierzyć. Autorka mocno popuściła wodze wyobraźni, ale w moim przypadku górę wziął jednak racjonalizm, który sprawił, że w takiej wersji książka nie do końca przypadła mi do gustu. Być może to efekt tego, że gdzieś z tyłu głowy mam fenomenalną  książkę „Lista moich zachcianek” Gregoire’a Delacourta , która traktuje o niespodziewanej wygranie, a w której wszystko jest o wiele bardziej  wysmakowane literacko.

Humorystyczna konwencja, jaką obrała Kasia Pisarska, czyni z książki „Wiedziałam, że tak będzie” lekką komedię. Wyprawa okraszona jest gagami sytuacyjnymi i momentami szaloną nieporadnością kobiet. Motyw podróży ma tutaj kilka wymiarów, bo to nie tylko podążanie za wielką wygraną, ale też zmierzenie się ze swoimi pragnieniami. Czy wszystkie mogą się spełnić dzięki pełnemu portfelowi?

To opowieść zabawna, ale też nieco iluzoryczna o całkiem nowych alternatywach w życiu i spełnianiu marzeń. Bo kto bogatemu zabroni?

Kasia Pisarska, „Wiedziałam, że tak będzie”, Muza SA 2015

Sposób na singielkę – Katarzyna T. Nowak, Ewa Zuberek. Recenzja

„Sposób na singielkę” to szaleńcza komedia uczuciowych pomyłek i felernych strzałów Amora niepozbawiona nadziei na prawdziwe uczucie, choć niby singielce do szczęścia mężczyzny wcale nie potrzeba. Czy rzeczywiście?

Sposób na singielkęRomantyczna na wskroś, nieco zbyt idealistyczna, ale też serwująca wiele prawdy o singielkach i zawodzie freelancera. Taka jest właśnie książka duetu w składzie Katarzyna T. Nowak i Ewa Zuberek. Można się przyczepić do nieco stereotypowego ukazania wolnej kobiety w wolnym zawodzie, która brak zleceń rekompensuje sobie zakupoholizmem i wypijaniem hektolitrów piwa, ale w gruncie rzeczy przymknęłam na to oko i dałam się porwać narracji.

A ta biegnie żwawym rytmem. Nie zagubimy się w nim jednak. Znacznie łatwiej za to pogubić się w emocjonalnych huśtawkach Lilki i Baśki – głównych bohaterek. Ot – taki urok kobiet, które mają 30-stkę na karku, a serce wypełnione rozczarowaniami różnego kalibru. Katarzyna T. Nowak i Ewa Zuberek nie portretują jednak kobiet jako złaknionych miłości. Ta jest dla nich ważna, ale priorytetem są one same i ich wolność, którą wcale nie tak łatwo okiełznać.

Fabuła książki „Sposób na singielkę” oscyluje wokół uczuć bardzo różnorodnych. Z poszczególnych stron wyciekają emocje bohaterek. Co więcej, udzielają się niesamowicie. Lektura bawi, ale też skłania do malutkiej refleksji nad otwartością na drugiego człowieka. Czy fala złych doświadczeń może pójść w zapomnienie, kiedy spróbujemy dać komuś szansę? Czy warto zrezygnować z kawałka siebie dla mężczyzny? Kiedy przychodzi moment, że samotny żywot staje się utrapieniem i czy w ogóle przychodzi? To tylko nieliczne z pytań, które nasuwają się zarówno w trakcie lektury, jak i też tuż po niej.

Nie da się ukryć, że poza funkcją zabawową, „Sposób na singielkę” niesie również nadzieję wszystkim singielkom, że gdzieś tam czai się mężczyzna, któremu warto dać szansę i który nie okaże się zwyczajnym dupkiem. O ile, naprawdę go potrzebują.

Katarzyna T. Nowak, Ewa Zuberek, „Sposób na singielkę”, Pascal 2014

%d blogerów lubi to: