Archiwa blogu

Kącik zagubionych serc – Magdalena Trubowicz. Recenzja

Mam silne poczucie, że książka „Kącik zagubionych serc” Magdaleny Trubowicz to skuteczne remedium na jesienne smutki. Lekka komedia, w której porywy serca idą w parze z budowaniem niezależności.

Kącik zagubionych serc Magdaleny TrubowiczWanda przekroczyła 40-stkę i jej życie wkroczyło na całkiem nowe tory za sprawą męża, który upodobał sobie pozamałżeńskie erotyczne ekscesy. Rozwód, nowy adres i konieczność pójścia do pracy to sporo jak na jedną osobę, ale główna bohaterka dzielnie stawia czoła tym wyzwaniom. A wszystko to okraszone licznymi gagami sytuacyjnymi, które stają się motorem napędowym narracji. Może to nie jest kaliber humorystyczny, do jakiego przyzwyczaiła mnie Mariola Zaczyńska i Małgorzata J. Kursa, ale autorka potrafi rozbawić i nie jest to wymuszone.

Poszczególne wątki płyną dość dynamicznie, a Magdalena Trubowicz nie stopuje ich w najmniej spodziewanym momencie. Każda sytuacja wydaje się być po coś, bo albo jakoś kształtuje Wandę, albo wprawia ją w niezłą konsternację, a że mówi ona, co ślina na język przyniesie, to komicznych momentów rodzi się sporo.

W czasach, kiedy związki rodzą się z internetowych flirtów, agencja matrymonialna wydaje się czymś szalenie archaicznym. Tymczasem w książce „Kącik zagubionych serc” jej funkcjonowanie to swoisty sposób na życie, który wciąż ma wielu zwolenników. Wieloletnich bywalców i nieśmiałych debiutantów szukających miłosnej deski ratunku. Jest to na swój sposób urocze.

Magdalena Trubowicz, „Kącik zagubionych serc”, Czwarta Strona 2017

Reklamy

Najlepsze jest najbliżej – Małgorzata J. Kursa. Recenzja

Od przyjaźni do miłości droga krótka, choć wyboista. Przekonuje o tym Małgorzata J. Kursa w swojej komedii „Najlepsze jest najbliżej”.

Książka Najlepsze jest najbliżejTo ciepła komedia romantyczna, ale sceptycznie nastawionych od razu uprzedzam, że cukierkowego love story tutaj nie dostaniemy. Bo choć książka ocieka humorem, to pod tym płaszczykiem kryje się jednak prawdziwe życie i prawdziwe problemy.

Oto oni. Ona – Aleksandra, pani ginekolog, zwana przez wszystkich Olinką. I on, Andrzej – właściciel miejscowej kawiarni, bardziej znany jako Rambo. I tych dwoje właśnie łączy damsko-męska przyjaźń od dzieciństwa, która nie tyle upada, co próbuje ewoluować w coś poważniejszego. A ewolucji tej towarzyszy plejada perypetii zabawnych, ale też poważnych. Bo ona kocha, ale słowa te nie przejdą jej przez usta. A on musi porzucić swoje wyobrażenia o idealnej kobiecie, by dostrzec, że najlepsze naprawdę jest najbliżej.

Małgorzata J. Kursa serwuje rewelacyjnie skonstruowanych bohaterów. Taki zbiór wyrazistych postaci stanowi mieszankę wybuchową i ogromną siłę komedii „Najlepsze jest najbliżej”. Andrzej to typowy samiec. Męski, zaradny, troskliwy. Taki, któremu z każdą stroną chce się coraz bardziej paść w ramiona. Olinka zaś to kobieta krnąbrna, nie radząca sobie z prozaicznymi czynnościami. Uwierzcie, że zrobienie kanapki naprawdę może być wyczynem! Bohaterka czasem mocno irytuje i czytelnik ma ochotę porządnie trzepnąć ją po głowie. Pod maską sarkazmu i złośliwości kryje się jednak zlękniona kobieta, która sądzi, że na miłość musi zasłużyć. A Andrzej też nie miał łatwej przeszłości. Zawsze są jednak obok siebie i dla siebie. W dobrych i złych chwilach. A ich relacja tętni ciągłymi awanturami, ciepłem i pożądaniem. Nie można nie wspomnieć również o ich przyjaciółce Marcie, która w tej relacji odgrywa ogromną rolę i to z różnych powodów. Z wszystkimi bohaterami można się utożsamić. I to ogromny plus książki. Ich perypetie, emocje, wzloty i upadki mogą z całą pewnością dopaść każdego z nas.

„Najlepsze jest najbliżej” to rewelacyjna książka, która przemyca wiele refleksji. Autorka ukazuje blaski i cienie przyjaźni damsko-męskiej i damsko-damskiej. Obrazuje, jak przeszłość determinuje nasze wybory i decyzje w dorosłym życiu, i jak ważne jest rozliczenie się z nią. Wszystko, co dzieje się między bohaterami uświadamia również nam, że choć gesty w wielu przypadkach znaczą o wiele więcej niż słowa, to słowa naprawdę są potrzebne, by tych gestów nie zrozumieć źle i by niepotrzebnie nie dopowiedzieć sobie zbędnych rzeczy. I najważniejsze: kluczem do udanego związku jest nie tylko przyjaźń, troska, wzajemne zrozumienie, pożądanie itd., ale przede wszystkim rozmowa. Duszenie w sobie niewypowiedzianych uczuć to naprawdę potworny cios wymierzony w samego siebie i potencjalny związek. Warto się nad tym zastanowić.

Małgorzata J. Kursa, „Najlepsze jest najbliżej”, Wydawnictwo Lucky 2017

Mała księgarnia samotnych serc – Annie Darling. Recenzja

„Mała księgarnia samotnych serc” to lekka, zabawna, momentami uroczo irytująca opowieść o życiu zdominowanym przez książki. Kiedy okazuje się, że to prawdziwe przecieka między palcami i wymaga realnych działań, a nie snucia romantycznych wizji, robi się nerwowo i nieporadnie. W dodatku w powietrzu wisi romans, bo kto się czubi, ten się lubi. U Annie Darling ta mieszanka jest wybuchowa na każdym kroku. I stanowi niezłą rozrywkę dla czytelnika złaknionego książki, która nie wymaga wygibasów umysłu.

Mała księgarnia samotnych sercPosy Morland – główna bohaterka jest nieco karykaturalna w tym swoim romantycznym podejściu do życia. Na ziemię sprowadza ją dopiero konieczność objęcia sterów w księgarni i uratowanie jej od zamknięcia. Czy odnajdzie w sobie wolę walki? Czy potrafi złapać codzienność za barki i stawić czoła Sebastianowi, najbardziej obcesowemu człowiekowi w Londynie, który ma chrapkę na jej biznes?

Książka „Mała księgarnia samotnych serc” to narracja typowo rozrywkowa, w której pobrzmiewa echo nie tyle tęsknoty za wielkim uczuciem, co ogromny pęd do spełnienia marzeń. Co prawda Posy jest w tym wszystkim szalenie nieporadna i wszystko wskazuje na to, że jedyne, co jej dobrze wychodzi, to zatapianie się w lekturze, ale Annie Darling zmusza ją do zmierzenia się z prozą życia, która daleka jest od tego, co znajduje na kartkach ulubionych książek. W dużej mierze ta fabuła ma mocny wydźwięk parodystyczny. Nie sposób się tutaj nie śmiać i nie sposób patrzeć z dużym przymrużeniem oka na to, co wyczyniają wszyscy bohaterowie. O racjonalnych działaniach nie ma tu mowy. Ten koktajl osobowości buzuje intensywnie od początku do końca. A finał? No cóż. Ten może być tylko jeden.

Annie Darling, „Mała księgarnia samotnych serc”, Czarna Owca 2017

Ławeczka pod bzem – Agnieszka Olejnik. Recenzja

Agnieszka Olejnik odeszła od tematów trudnych, którymi do tej pory zaskarbiła sobie moją czytelniczą sympatię. „Ławeczka pod bzem” to lekka opowieść o szukaniu szczęścia. Czy wielka wygrana może je zagwarantować? A może kwestie materialne nie mają tu nic do rzeczy?

Książka Ławeczka pod bzemIga nigdy niczego nie wygrała, więc los sowicie wynagradza jej dotychczasowego pecha. Kiedy na koncie pojawia się pokaźna suma, świat staje otworem, a każde marzenie wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Czy aby na pewno? Myślenie bohaterki początkowo biegnie torem, wedle którego pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak. Błyskawicznie też na jej drodze stają mężczyźni, którym jej pełny portfel bardzo by się przydał. Zanim jednak przejrzy ich plany, będzie musiała borykać się z całą plejadą innych emocji.

Agnieszka Olejnik w dość komediowej oprawie podała opowieść, w której pieniądze stają się katalizatorem zmian znacznie ważniejszych. Tych, które toczą się w głowie, sercu i duszy Igi. Bohaterka podejmuje próbę życia bez kurateli nadopiekuńczej matki, co staje się pasmem niezłych gagów sytuacyjnych. Z miłością też jej jakoś nie po drodze, zresztą uparcie zarzeka się, że do niczego jej to niepotrzebne. Jak wiadomo jednak, prawdziwe uczucie pojawia się w najmniej spodziewanym momencie pod postacią kandydata, który nigdy nie był nawet brany pod uwagę.

Choć książka „Ławeczka pod bzem” odbiega konwencją od wcześniejszych historii stworzonych przez Agnieszkę Olejnik, to bez wątpienia kradnie czytelnicze serce. Wszystko za sprawą kreacji Igi, która jest postacią szalenie realną, uosabiającą marzenia i rozterki wielu kobiet. Autorka dała jej niezłe wyzwanie w postaci wygranej w Lotto, bo wbrew pozorom nie psuje ona jej jako osoby, a daje jej szansę na spełnienie marzeń, które do tej pory stały pod finansowym znakiem zapytania.

To lekka opowieść, ale napisana z pomysłem, dobrze rozłożonymi akcentami i wątkami, które swobodnie się ze sobą zazębiają. Do śmiechu, ale też ku niewielkiej refleksji.

Czy Iga dzielnie stawi czoło temu, co przynosi jej nowa codzienność? Czy pokona zawieruchę w sercu i spełni marzenie o urokliwym domu z ławeczką pod bzem? Zachęcam, żeby się przekonać.

Agnieszka Olejnik, „Ławeczka pod bzem”, Czwarta Strona 2017

Inne książki Agnieszki Olejnik:

Nieobecna

A potem przyszła wiosna

Dziewczyna z porcelany

Wesoła rozwódka – Iwona Czarkowska. Recenzja

„Wesoła rozwódka” to dość szalona komedia, w której absurd goni absurd, a humorystyczna koncepcja ma dobre tempo od początku do końcu. Iwona Czarkowska ucieka od banału, ale czy we właściwą stronę?

Książka Wesoła rozwódkaKsiążka, który skrzy się dowcipem, to dobra odskocznia od każdego innego typu literatury pod warunkiem, że humor nie jest wymuszony, a wypływa naturalnie z rozwoju poszczególnych wątków. W „Wesołej rozwódce” jego katalizatorem jest główna bohaterka Alicja, której daleko do poukładanej. Specyficzna osobowość w zderzeniu z życiem rzucającym pod nogi same kłody może doprowadzić do zaskakujących zwrotów akcji. I takich jest tutaj całkiem sporo.

O sile tej książki stanowi plejada charyzmatycznych postaci, których po prostu nie da się nie lubić nawet jeśli momentami irytują. Tempo narracji jest szybkie, a kolejne epizody są coraz bardziej zaskakujące i szalenie nieprawdopodobne, zważywszy na to, że przytrafiają się jedne osobie. Taka jednak jest konwencja książki Iwony Czarkowskiej, zatem trzeba w nią po prostu wsiąknąć i płynąć z jej nurtem.

W „Wesołej rozwódce” pierwsze skrzypce gra komizm sytuacyjny. Warto potraktować z dystansem niektóre absurdalne wątki, bo to gwarantuje po prostu dobrą zabawę w trakcie lektury tej książki. Autorka z dużym przymrużeniem oka wzięła na warsztat rozwód. Tutaj jawi się on jako powód do dobrej zabawy, a nawet nowego życia zawodowego.

Iwona Czarkowska, „Wesoła rozwódka”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronatem medialnym Książki na czasie!

%d blogerów lubi to: