Archiwa blogu

Bosonoga bogini – Iwona Czarkowska. Recenzja

Jak zostać bosonogą boginią w oczach innych? Trochę przypadkiem wziąć udział w reality show, a potem robić wszystko, żeby absolutnie go nie wygrać. A do tego narażać się na nieustanną kompromitację. Mało? Więcej absurdalnego humoru i gagów sytuacyjnych znajdziecie w najnowszej książce Iwony Czarkowskiej.

Komedia Bosonoga bogini„Bosonoga bogini” to już trzecia część przygód Alicji, którą można było poznać w książkach „Wesoła rozwódka” i „Panna z Monidła”. Zastanawiałam się, co też jeszcze może zaserwować autorka i okazało się, że całkiem sporo. Co więcej, ta książka to zdecydowanie najlepsza część w całym cyklu.

Zgodnie z przyjętą koncepcją narracyjną pierwsze skrzypce znów gra komizm, ale w jakiej oprawie! Tym razem główna bohaterka dzięki swoim przyjaciółkom martwiącym się o jej uczuciowy niefart, zostaje uczestniczką matrymonialnego reality show. Podchodzi do tego z dystansem, próbuje wykpić konwencję programu, mimochodem stając się jego liderką.

Perypetie, w jakie wplątuje ją autorka, zakrawają na totalny absurd, ale u Iwony Czarkowskiej jest on szalenie wiarygodny. Krótko mówiąc, wszystko tworzy spójną całość – charyzmatyczna Alicja, grono dość specyficznych osób, które ją otaczają i nawet mężczyźni, z którymi jej jakoś nie po drodze. A wszystko to podane w komediowym stylu, którego ogromną zaletą jest to, że nie sposób go podrobić.

Twórczość Iwony Czarkowskiej jest lekka, łatwa i przyjemna. Idealna, kiedy potrzebujemy dawki humoru. Przekona się o tym każdy, kto sięgnie nie tylko po najnowszą „Bosonogą boginię”, ale też po poprzednie części niecodziennych przygód Alicji.

Iwona Czarkowska, „Bosonoga bogini”, Replika 2018

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Reklamy

Panna z Monidła – Iwona Czarkowska. Recenzja

Iwona Czarkowska znów porywa na humorystyczną wyprawę, w której absurd goni absurd. „Panna z Monidła” to komedia omyłek. W sam raz na totalną kurację odprężającą.

Książka Panna z MonidłaPo lekturze „Wesołej rozwódki” – pierwszej części przygód Alicji zastanawiałam się, czy może ona jeszcze czymś zaskoczyć. I czy będzie to coś nowego, a nie odtwórczego? Okazuje się, że Iwona Czarkowska dobrze rozpisała scenariusz życia swojej bohaterki, dopieszczając jej tendencję do wpadania w tarapaty. I to z jakim wdziękiem!

W „Pannie z Monidła” nie ma miejsca na nudę. Oto ginie eksponat z miejscowego muzeum, więc robi się nie lada sensacja. Choć Alicja początkowo zdaje się być poza tematem, to jednak nie dane jej będzie obserwować poszukiwania z bezpiecznej odległości. Jak to bywa u Iwony Czarkowskiej kobieta mimochodem wpada w sam środek historii i ma z nią bezpośredni związek. Jakby tego było mało, przeprowadza się do domu przyjaciółki z ukochanym Szymonem, a ich spokój burzy nie tylko tajemnicza gosposia, ale też były mąż. Po raz kolejny plejada barwnych postaci nadaje tempo tej książce.

„Panna z Monidła” bawi i to w dobrym stylu. I nie ma co tutaj roztrząsać poszczególnych wątków. Ich absurdalność momentami sięga zenitu, ale autorka konsekwentnie realizuje swoją koncepcję na tę historią. Komizm sytuacyjny nie do podrobienia.

Kolejna część przygód Alicji już w maju pod intrygującym tytułem „Bosonoga bogini”.

Iwona Czarkowska, „Panna z Monidła”, Replika 2018

Zobacz również:
„Wesoła rozwódka” – pierwsza część przygód Alicji

Kącik zagubionych serc – Magdalena Trubowicz. Recenzja

Mam silne poczucie, że książka „Kącik zagubionych serc” Magdaleny Trubowicz to skuteczne remedium na jesienne smutki. Lekka komedia, w której porywy serca idą w parze z budowaniem niezależności.

Kącik zagubionych serc Magdaleny TrubowiczWanda przekroczyła 40-stkę i jej życie wkroczyło na całkiem nowe tory za sprawą męża, który upodobał sobie pozamałżeńskie erotyczne ekscesy. Rozwód, nowy adres i konieczność pójścia do pracy to sporo jak na jedną osobę, ale główna bohaterka dzielnie stawia czoła tym wyzwaniom. A wszystko to okraszone licznymi gagami sytuacyjnymi, które stają się motorem napędowym narracji. Może to nie jest kaliber humorystyczny, do jakiego przyzwyczaiła mnie Mariola Zaczyńska i Małgorzata J. Kursa, ale autorka potrafi rozbawić i nie jest to wymuszone.

Poszczególne wątki płyną dość dynamicznie, a Magdalena Trubowicz nie stopuje ich w najmniej spodziewanym momencie. Każda sytuacja wydaje się być po coś, bo albo jakoś kształtuje Wandę, albo wprawia ją w niezłą konsternację, a że mówi ona, co ślina na język przyniesie, to komicznych momentów rodzi się sporo.

W czasach, kiedy związki rodzą się z internetowych flirtów, agencja matrymonialna wydaje się czymś szalenie archaicznym. Tymczasem w książce „Kącik zagubionych serc” jej funkcjonowanie to swoisty sposób na życie, który wciąż ma wielu zwolenników. Wieloletnich bywalców i nieśmiałych debiutantów szukających miłosnej deski ratunku. Jest to na swój sposób urocze.

Magdalena Trubowicz, „Kącik zagubionych serc”, Czwarta Strona 2017

Najlepsze jest najbliżej – Małgorzata J. Kursa. Recenzja

Od przyjaźni do miłości droga krótka, choć wyboista. Przekonuje o tym Małgorzata J. Kursa w swojej komedii „Najlepsze jest najbliżej”.

Książka Najlepsze jest najbliżejTo ciepła komedia romantyczna, ale sceptycznie nastawionych od razu uprzedzam, że cukierkowego love story tutaj nie dostaniemy. Bo choć książka ocieka humorem, to pod tym płaszczykiem kryje się jednak prawdziwe życie i prawdziwe problemy.

Oto oni. Ona – Aleksandra, pani ginekolog, zwana przez wszystkich Olinką. I on, Andrzej – właściciel miejscowej kawiarni, bardziej znany jako Rambo. I tych dwoje właśnie łączy damsko-męska przyjaźń od dzieciństwa, która nie tyle upada, co próbuje ewoluować w coś poważniejszego. A ewolucji tej towarzyszy plejada perypetii zabawnych, ale też poważnych. Bo ona kocha, ale słowa te nie przejdą jej przez usta. A on musi porzucić swoje wyobrażenia o idealnej kobiecie, by dostrzec, że najlepsze naprawdę jest najbliżej.

Małgorzata J. Kursa serwuje rewelacyjnie skonstruowanych bohaterów. Taki zbiór wyrazistych postaci stanowi mieszankę wybuchową i ogromną siłę komedii „Najlepsze jest najbliżej”. Andrzej to typowy samiec. Męski, zaradny, troskliwy. Taki, któremu z każdą stroną chce się coraz bardziej paść w ramiona. Olinka zaś to kobieta krnąbrna, nie radząca sobie z prozaicznymi czynnościami. Uwierzcie, że zrobienie kanapki naprawdę może być wyczynem! Bohaterka czasem mocno irytuje i czytelnik ma ochotę porządnie trzepnąć ją po głowie. Pod maską sarkazmu i złośliwości kryje się jednak zlękniona kobieta, która sądzi, że na miłość musi zasłużyć. A Andrzej też nie miał łatwej przeszłości. Zawsze są jednak obok siebie i dla siebie. W dobrych i złych chwilach. A ich relacja tętni ciągłymi awanturami, ciepłem i pożądaniem. Nie można nie wspomnieć również o ich przyjaciółce Marcie, która w tej relacji odgrywa ogromną rolę i to z różnych powodów. Z wszystkimi bohaterami można się utożsamić. I to ogromny plus książki. Ich perypetie, emocje, wzloty i upadki mogą z całą pewnością dopaść każdego z nas.

„Najlepsze jest najbliżej” to rewelacyjna książka, która przemyca wiele refleksji. Autorka ukazuje blaski i cienie przyjaźni damsko-męskiej i damsko-damskiej. Obrazuje, jak przeszłość determinuje nasze wybory i decyzje w dorosłym życiu, i jak ważne jest rozliczenie się z nią. Wszystko, co dzieje się między bohaterami uświadamia również nam, że choć gesty w wielu przypadkach znaczą o wiele więcej niż słowa, to słowa naprawdę są potrzebne, by tych gestów nie zrozumieć źle i by niepotrzebnie nie dopowiedzieć sobie zbędnych rzeczy. I najważniejsze: kluczem do udanego związku jest nie tylko przyjaźń, troska, wzajemne zrozumienie, pożądanie itd., ale przede wszystkim rozmowa. Duszenie w sobie niewypowiedzianych uczuć to naprawdę potworny cios wymierzony w samego siebie i potencjalny związek. Warto się nad tym zastanowić.

Małgorzata J. Kursa, „Najlepsze jest najbliżej”, Wydawnictwo Lucky 2017

Mała księgarnia samotnych serc – Annie Darling. Recenzja

„Mała księgarnia samotnych serc” to lekka, zabawna, momentami uroczo irytująca opowieść o życiu zdominowanym przez książki. Kiedy okazuje się, że to prawdziwe przecieka między palcami i wymaga realnych działań, a nie snucia romantycznych wizji, robi się nerwowo i nieporadnie. W dodatku w powietrzu wisi romans, bo kto się czubi, ten się lubi. U Annie Darling ta mieszanka jest wybuchowa na każdym kroku. I stanowi niezłą rozrywkę dla czytelnika złaknionego książki, która nie wymaga wygibasów umysłu.

Mała księgarnia samotnych sercPosy Morland – główna bohaterka jest nieco karykaturalna w tym swoim romantycznym podejściu do życia. Na ziemię sprowadza ją dopiero konieczność objęcia sterów w księgarni i uratowanie jej od zamknięcia. Czy odnajdzie w sobie wolę walki? Czy potrafi złapać codzienność za barki i stawić czoła Sebastianowi, najbardziej obcesowemu człowiekowi w Londynie, który ma chrapkę na jej biznes?

Książka „Mała księgarnia samotnych serc” to narracja typowo rozrywkowa, w której pobrzmiewa echo nie tyle tęsknoty za wielkim uczuciem, co ogromny pęd do spełnienia marzeń. Co prawda Posy jest w tym wszystkim szalenie nieporadna i wszystko wskazuje na to, że jedyne, co jej dobrze wychodzi, to zatapianie się w lekturze, ale Annie Darling zmusza ją do zmierzenia się z prozą życia, która daleka jest od tego, co znajduje na kartkach ulubionych książek. W dużej mierze ta fabuła ma mocny wydźwięk parodystyczny. Nie sposób się tutaj nie śmiać i nie sposób patrzeć z dużym przymrużeniem oka na to, co wyczyniają wszyscy bohaterowie. O racjonalnych działaniach nie ma tu mowy. Ten koktajl osobowości buzuje intensywnie od początku do końca. A finał? No cóż. Ten może być tylko jeden.

Annie Darling, „Mała księgarnia samotnych serc”, Czarna Owca 2017

%d blogerów lubi to: