Archiwa blogu

Uśpione królowe – Hanna Greń. Recenzja

„Uśpione królowe” to obyczajowe preludium do kolejnych tomów cyklu „W trójkącie beskidzkim” Hanny Greń. Czy drugie wydanie tego tytułu ma szansę zawojować rynek?

Książka Uśpione króloweTrochę miałam problem z tą książką, bo nie czytałam pierwszej wersji zatytułowanej „Cień sprzedawcy snów”, a przygodę z tym cyklem rozpoczęłam od kolejnych – „Cynamonowe dziewczyny” i „Otulone ciemnością”. I o ile te dwie pozycje naszpikowane były kryminalnymi motywami, to ta, która do nich wprowadza, jest mocno myląca. Trochę tak jakby autorka badała grunt, żeby potem wystrzelić z pełną mocą.

Mamy więc dwóch policjantów i dwie kobiety, które w jakiś sposób łączą się z seryjnym mordercą zwanym Sprzedawcą Snów. Choć fabuła krąży wokół makabrycznych zbrodni, a Hanna Greń przywołuje retrospektywne wspomnienia oprawcy, to jest tego mało. Narracji nie brak dynamiki, żywych dialogów i galopujących wątków – w tym odkrywania koligacji jednej z bohaterek z zabójcą.

Miłosne i seksualne perypetie policjantów niekoniecznie są jednak tym, czego można oczekiwać po tej pozycji, sugerując się marketingowym opisem. A tymczasem stanowią dominantę w książce „Uśpione królowe”. Jeśli więc ktoś liczy na rasowy kryminał, to się mocno rozczaruje. Do tego tytułu można bowiem podejść tylko w jeden sposób – traktując go jako obyczajówkę z nikłym mrocznym wątkiem. I jako nieśmiały początek serii „W trójkącie beskidzkim”. Wtedy w jakiś sposób się on broni.

Hanna Greń, „Uśpione królowe”, Replika 2017

Reklamy

Obsesja – Katarzyna Berenika Miszczuk. Recenzja

Tak się nie robi. Nie wpuszcza się czytelnika w literackie maliny, nęcąc go wizją super fabuły spod pióra znanej już autorki. Lubicie kryminały? No to nawet nie zaczynajcie spotkania z „Obsesją” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Rozczarowanie murowane.

Element grozy? Jeśli komuś wystarczy migająca żarówka i nagły szelest w pustej, śmierdzącej szatni w podziemiach szpitala, to tak. Tajemniczy morderca? Zbyt oczywiste tropy podsuwane od początku przez autorkę znawców zagadek kryminalnych różnego kalibru raczej zdziwią niż zaintrygują. Portret psychologiczny mordercy? Brak, bo trudno nazwać nim kilka stron pod koniec. Nie mówiąc już o motywacjach. Kulminacja napięcia? Nie uświadczyłam takiej.

Szkoda, że autorka nie dała bardziej dojść do głosu mordercy. Szkoda, że poszła w ograne schematy, które ani przez moment nie przyprawiają o gęsią skórkę. I szkoda, że jakikolwiek dynamizm tej fabuły zaczyna się dopiero gdzieś w połowie, kiedy ma się już ochotę porzucić dalsze czytanie. Jedyne, co udało się w jakimś stopniu Katarzynie Berenice Miszczuk w „Obsesji”, to naszpikowanie jej medycznymi detalami, ale ta strona ma drugie dno. Jest ich tutaj taka kumulacja, że inne wątki bledną przy nich. Rozumiem, że takie miejsce akcji, ale co za dużo, to niezdrowo. Sprawdza się to również w tym przypadku.

„Obsesja” jest słaba nie tylko jako potencjalny kryminał. Jeśli traktować ją jako książkę obyczajową z domieszką innych gatunków, to również trudno doszukać się w niej mocnych punktów, które wywindowałyby ją na czytelnicze podium.  Wtedy bowiem zostaje nam tylko lekarski światek i kilka przelotnych romansów. A gdzie jakaś dominanta fabularna? Co prawda, główna bohaterka ma zadatki na udźwignięcie fabuły i nadanie jej charakteru, ale teraz jakoś to wszystko się rozjechało.

Podobno „Obsesja” to pierwsza część nowego cyklu Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jeśli jednak ten literacki płodozmian po sadze słowiańskiej ma być w takiej formie, to ja już wiem, że moja przygoda z nim kończy się właśnie teraz.

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Obsesja”, W.A.B 2017

Premiera książki 27.09.2017 r.

Trzy dni i jedno życie – Pierre Lemaitre. Recenzja

„Trzy dni i jedno życie” Pierre’a Lemaitre’a to krótka, nieco mroczna powieść koncentrująca się na harcach psychiki w obliczu nieplanowanej zbrodni. Kiedy dziecko ginie z rąk drugiego dziecka i zachowuje to dla siebie, w jego głowie zaczyna szaleć emocjonalny tajfun.

Książka Trzy dni i jedno życieNiewielka, dość hermetyczna społeczność francuskiego miasteczka staje w obliczu tragedii. 6-letni chłopiec znika z dnia na dzień. Tylko jedna osoba wie, co się stało. 12- letni Antoine w ciągu krótkiej chwili staje się mordercą i musi zacząć z tym żyć, bo wszystkie informacje zachowuje dla siebie.

Pierre Lemaitre opiera fabułę nie na śledztwie i poszukiwaniu zaginionego chłopca, choć początkowo wydaje się, że tak właśnie będzie. Głównym motorem napędzającym tę historię jest walka z demonami i nieustanny lęk. Muszę przyznać, że autor świetnie nakreślił portret psychologiczny głównego bohatera. Obserwujemy jego zmagania z wyrzutami sumienia, rozdzierające poczucie winy i jeszcze silniejszy, paraliżujący strach przed tym, że prawda wyjdzie na jaw. Bo Antoine jest przekonany, że to co się stało, nie ujdzie mu na sucho i że przyjdzie mu zapłacić za to najwyższą cenę. Czy można żyć spokojnie, skrywając taką tajemnicę?

Ta krótka opowieść niesie spory ładunek emocjonalny. Tym samym Pierre Lemaitre udowadnia, że nie trzeba wielu słów, żeby pozwolić czytelnikowi poczuć satysfakcję. Grunt to dobrać je tak, by składały się na sensowną całość. Autor punktuje u mnie nie tylko kondensacją treści, ale też wnikliwym studium psychicznego dramatu. Książka „Trzy dni i jedno życie” pokazuje, że przypadkowa zbrodnia rodzi traumę na całe życie. I to znacznie większą niż ta umyślna, o ile wtedy w ogóle można mówić o jakichkolwiek wyrzutach sumienia.

Przyznam, że taką wisienką na tym mrocznym torcie literackim jest finał. Niespodziewany i rodzący na twarzy błogi uśmiech, że lektura książki „Trzy dni i jedno życie” okazała się strzałem w dziesiątkę.

Pierre Lemaitre, „Trzy dni i jedno życie”, Muza SA 2017

Premiera książki 27.09.2017r.

Ciotka Poldi i sycylijskie lwy – Mario Giordano. Recenzja

„Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” to niekonwencjonalny kryminał pozbawiony brutalności. Siłą napędową jest tutaj intryga ubrana w komizm sytuacyjny. Mimo że akcja kręci się wokół morderstwa, to książka bawi, a nie przeraża.

Ciotka Poldi i sycylijskie lwyPrzyznam szczerze, że tego typu literatura to niezła odskocznia od coraz bardziej szablonowych obyczajówek. Lubię, kiedy autor bawi się konwencją, ale robi to w przemyślany sposób. Nie jest to łatwe, ale Mario Giordano spisał się świetnie.

Akcja książki „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” dzieje się w dość kameralnym środowisku, ale autor funduje niezwykle malownicze tło i szalenie impulsywnych, charakternych bohaterów, którym daleko do nijakich. Poldi to postać szalenie ekscentryczna, a przy tym niezwykle urocza. To istny katalizator licznych gagów, które w żaden sposób nie są wymuszone. Ot, żywiołowa kobieta po sześćdziesiątce, która nie może zaznać spokoju (także tego ostatecznego), bo coś jej cały czas przeszkadza. A to zwłoki, a to tajemnicze kradzieże, a to wreszcie porywy serca. Główna bohaterka to bowiem rasowa kokietka, która ma chrapkę na samego komisarza prowadzącego śledztwo. Ten nie pozostaje obojętny, więc komicznych uczuciowych sytuacji też jest tutaj co niemiara.

Książka „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy” Mario Giordano to idealna przedstawicielka nurtu cozy crime. Mamy tu emerytowaną detektyw z przypadku z zamiłowaniem do alkoholu, małą społeczność, w której wrze niczym w ulu i leniwe śledztwo w blasku sycylijskiego słońca. Rewelacyjna zabawa! Polecam.

Mario Giordano, „Ciotka Poldi i sycylijskie lwy”, Initium 2017

Premiera książki 13.09.2017

Furia – Michał Larek. Recenzja

Co trzeba zrobić, by obudzić furię? I czy to tylko domena mordercy? Michał Larek z mocnym przytupem rozpoczyna kryminalną serię „Dekada”.

Furia Michał LarekNa dzień dobry wpadamy w wir makabrycznej zbrodni, która stanowi jeden wielki znak zapytania. Kiedy pojawiają się kolejne ofiary, śledztwo musi nabrać tempa. Wytropienie oprawcy staje się nie lada wyzwaniem, bo ten zaskakująco sprytnie radzi sobie z unikaniem odpowiedzialności. Mało tego, nie poczuwa się do niej. Ot, wszystko co się stało traktuje jako zgubne skutki emocjonalności kobiet. Gdzie naprawdę tkwi sedno jego poczynań?

Autor prowadzi narrację „Furii” dwutorowo. Z jednej strony śledzimy zmagania policjantów, z drugiej widzimy, jak morderca robi dalej swoje bez mrugnięcia okiem. Smaczku dodaje fakt, że każda zbrodnia jest dziełem przypadku, a właściwie swoistego szału napędzanego rozbuchanym popędem seksualnym. Grzegorz Kramerski niczego nie planuje. On brutalnie morduje pod wpływem chwili i beztrosko żyje sobie dalej. Aż strach pomyśleć, że ta fabuła jest inspirowana prawdziwą historią.

Uwielbiam precyzję, z jaką Michał Larek konstruuje narrację. Tu nie ma miejsca na mało istotne epizody, które rozciągnęłyby fabułę. Jest za to konkret podawany w dobrych proporcjach, które podsycają ciekawość. Konstrukcja psychologiczna mordercy to niezły majstersztyk. W „Furii” gęsto jest od emocji pod dwóch stronach barykady. I nie ukrywam, że na równi intrygowało to, czego dowiaduje się ekipa śledcza, jak i silne poczucie bezkarności Kramerskiego, które popychało go do dalszych działań.

W gruncie rzeczy ten kryminał jest nietypowy, bo od razu wiadomo, kto jest mordercą. Punkt ciężkości opiera się tu na zabawie w kotka i myszkę. Kto wykaże się większością czujnością? Kto odważy się na działanie na własną rękę? Kto będzie sprytniejszy? I wreszcie, w kim obudzi się prawdziwa furia? Poznanie odpowiedzi na te pytania to świetna czytelnicza uczta. Mam nadzieję, że cała seria „Dekada” będzie takim łakomym kąskiem.

Michał Larek, „Furia”, Czwarta Strona 2017

%d blogerów lubi to: