Archiwa blogu

Moje pierwsze imago – Anna Purowska. Recenzja

Płytkie dialogi, problemy sercowe o słabej sile rażenia i narracja przypominająca sprawozdanie z wycieczki szkolnej. Oto przepis na nudną książkę, która nie przynosi żadnej refleksji. Co więcej, okazuje się zupełną stratą czasu.

Książka Anny PurowskiejTakie „dzieło” wyszło spod pióra Anny Purowskiej. „Moje pierwsze imago” zawodzi już na samym początku, kiedy to główna bohaterka zaczyna utyskiwać na swój nędzny żywot uczuciowy. Wciąż jednak łudziłam się, że może to tylko felerny start i zaraz będzie lepiej. Kolejne strony nie przynosiły jednak nic ciekawego. Niby podróż w głąb siebie, ale jakaś spłycona. Niby nowy poryw serca, ale jakiś niepewny. Niby nowe priorytety, ale jakieś niedookreślone. Dla mnie to wszystko za mało. Anna Purowska być może miała jakiś punkt zaczepienia i wstępny pomysł, ale nie został on sensownie zrealizowany. Podobnie jak motyw podróży. Tej realnej i tej wewnątrz siebie. Trochę to wszystko po łebkach.

W czasach, kiedy wydanie książki jest coraz łatwiejsze a etykieta pisarza przylega do autora wraz z debiutem bez względu na jakość, jestem coraz bardziej przekonana, że niektóre teksty mimo zapewne dużych ambicji autorów powinny jednak spoczywać na dnie szuflady tudzież w folderze na komputerze. Ich ujawnienie światu może być bowiem strzałem w stopę, a nie nową jakością w literaturze. Ryzyko nie zawsze się opłaci. I tak jest w moim odczuciu w przypadku książki „Moje pierwsze imago” Anny Purowskiej. Nie broni się ona kompletni niczym. A już dawno nie byłam tak rozczarowana.

Anna Purowska, „Moje pierwsze imago”, Papierowy Motyl 2015

Reklamy
%d blogerów lubi to: