Archiwa blogu

Matka mojej córki – Magdalena Majcher. Recenzja

Poruszająca opowieść o macierzyństwie, które zostawia piętno na całe życie, zwłaszcza jeśli biegnie innym torem niż zwykle. Czy nić, która łączy matkę i dziecko, może pęknąć? Książka „Matka mojej córki” Magdaleny Majcher  to kolejna świetna odsłona twórczości tej autorki, która bez wątpienia idzie za ciosem na szczyt literatury obyczajowej dla kobiet.

Matka mojej córki Magdalena Majcher

Trzy pokolenia kobiet, które w obliczu wspólnej tragedii muszą zmierzyć się jeszcze z czymś więcej – z tym, co je łączy. Czy mają w sobie tyle odwagi, by mówić otwarcie o uczuciach? Jak zdefiniują swoją miłość na linii matka – córka? Co, kiedy ich rola nagle okaże się całkiem inna? Czy będą potrafiły sobie wybaczyć i iść dalej do przodu w innej konfiguracji?

W książce „Matka mojej córki” roi się od sekretów i choć te zostają systematycznie obnażane, to nie blokują delikatnego napięcia, które Majcher buduje dość precyzyjnie. Fabuła biegnie tutaj dwutorowo. Autorka zgrabnie przeplata przeszłość i teraźniejszość, obrazując tym samym czytelnikowi mechanizm wyparcia. Czy rzeczywiście można zapomnieć o doświadczeniu, które było jednym z najważniejszych w życiu?

Magdalena Majcher nie torpeduje zaskakującą narracją. Sensownie, z dużą dozą wrażliwości odsłania kolejne kulisy życia, które nie zawsze jest takie, jakiego oczekujemy. Czasem sytuacja wymaga reakcji, a ta może rzutować na wszystko. Nieodwracalnie.

„Matka mojej córki” to książka emocjonalna, pozostawiająca pole do refleksji. A przy tym to opowieść, której nie można przypiąć łatki ckliwego banału. Autorka tą powieścią udowadnia, że nie boi się tematów tabu i potrafi poruszać je delikatnie. Jednocześnie po raz kolejny pokazuje również, że nawet w dorosłym życiu człowiek musi dojrzeć do pewnych rzeczy, by się z nimi zmierzyć i iść dalej.

Magdalena Majcher, „Matka mojej córki”, Pascal 2017

Premiera książki 24.05.2017 r.

Zobacz również inne książki Magdaleny Majcher:

„Jeden wieczór w Paradise”

„Stan nie!błogosławiony”

Od urodzenia – Elisa Albert. Recenzja

Osobliwy manifest kobiety, w której ciąża i poród zaznaczyły swoją obecność nie tyle na poziomie cielesnym, co mentalnym. Czy macierzyństwo to rzeczywiście powinność kobiety, która powinna napełniać ją tylko i wyłącznie radością?

Książka Elisy AlbertMam wrażenie, że Elisa Albert w książce „Od urodzenia” wyciągnęła na światło dzienne wszystko to, co kobiety ciężarne i raczkujące matki skrzętnie ukrywają w czterech ścianach. Bo przecież stan, w którym są (nie zapominajmy, że błogosławiony) to tylko i wyłącznie powód do radości. Co jednak, jeśli uśmiech serwowany światu jest tylko maską skrywającą prawdziwy lęk przed nową rolą, do której trudno się perfekcyjnie przygotować? A cesarskie cięcie zostawia po sobie nie tylko bliznę, ale też traumę? Czy bycie matką frustratką powinno rodzić poczucie winy?

Odważna narracja nasycona emocjami, które zwykle zamiata się pod dywan. Po jednej stronie mamy wahania nastroju przechylające się w stronę depresji, poczucie źle wypełnianego obowiązku matki narzucanego przez społeczeństwo i obniżona samoakceptacja wskutek zmian w ciele. A po drugiej, przy tym wszystkim, rosnąca miłość do dziecka.

„Od urodzenia” Elisy Albert to książka w duchu feministycznym. Przypisywana kobiecie rola matki tutaj została pokazana z innego punktu widzenia. Może nie z całkowicie mrocznej, ale z pewnością z takiej, o której się nie mówi. Mocnym punktem tej powieści jest nie tylko fabuła, ale też język. Cięty, ironiczny, odważny. A przez to autentyczny.

Do przeczytania. Do przemyślenia. Do spojrzenia na swoją rolę inaczej.

Elisa Albert, „Od urodzenia”, Wydawnictwo Kobiece 2016

%d blogerów lubi to: