Archiwa blogu

Niebo pod Śnieżką – Joanna Sykat. Recenzja

Dokąd może zaprowadzić ciekawość? Czy warto grzebać w przeszłości, kiedy ta usilnie stara się wszystko ukryć? Joanna Sykat powraca z kolejną emocjonalną opowieścią o niuansach życia, które mogą dotyczyć każdego. Książka „Niebo pod Śnieżką” kradnie serce. Na długo.

Książka Joanny SykatZignorowanie podszeptów serca może okazać się wyzwaniem brzemiennym w skutki. A te początkowo uśpione potrafią uderzyć w najmniej spodziewanym momencie i nieco powywracać w miarę uporządkowaną codzienność. Przekonuje się o tym Kinga, bohaterka książki „Niebo pod Śnieżką”, która przypadkiem podczas porządków natrafia na ślad przeszłości matki. I to takiej, której nie zna. Nic więc dziwnego, że zaczyna drążyć, a im głębiej, tym bardziej autorka konfrontuje ją z detalami, które na nowo kształtują w jej głowie wizję rodzicielki. Sprawę utrudnia dodatkowo fakt, że nie może jej o nic zapytać, bo ta postradała zmysły. A może to tylko obrona przed życiem, które biegło pod dyktando rozumu a nie serca?

„Niebo pod Śnieżką” to kolejna książka w dorobku literackim Joanny Sykat, która zostawia z przekonaniem, że bardzo łatwo można zmarnować szansę na miłość. W tym przypadku uderza to nieco mniej, bo rzecz dotyczy relacji, których nie da się naprawić z uwagi na ogromny upływ czasu. Mętlik w głowie po lekturze jest jednak spowodowany ładunkiem emocjonalnym zaserwowanym przez autorkę. Chciałoby się bowiem odwrócić bieg tej fabuły, wprowadzić ją na inne tory, zachłysnąć szczęściem bohaterów. A tak pozostaje tylko zmierzyć się z tą opowieścią w takim kształcie. I warto to zrobić, bo takich historii się nie zapomina.

Joanna Sykat, „Niebo pod Śnieżką”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Zobacz również inne książki Joanny Sykat:
„Cztery strony miłości”
„Jutro zaświeci słońce”
„Tylko przy mnie bądź”

Cena szczęścia -Krystyna Mirek. Recenzja

Jaka jest cena szczęścia? Okazuje się, że może ona mieć bardzo różną wartość uzależnioną od oczekiwań. W drugim tomie sagi rodu Cantendorfów Krystyny Mirek bohaterowie zaczynają porachunki z losem i uczuciami. Dokąd ich to zaprowadzi?

Książka Cena szczęściaMuszę przyznać, że książka „Cena szczęścia” to doskonała kontynuacja „Tajemnicy zamku”. Co więcej, w moim odczuciu jest też znacznie lepiej skrojona pod względem proporcji poszczególnych wątków i o wiele bardziej dynamiczna. Krótko mówiąc, dzieje się tutaj sporo, a emocjonalna huśtawka niebezpiecznie szybuje w górę.

Jeśli ktoś spodziewał się, że Aleksander i Kate zaczną sielankowe życie, to się pomylił. Ich uczucie ma mocno pod górkę, choć wszystko wskazuje na to, że jego podwaliny nie skruszeją tak łatwo pod naciskiem różnych stron. Iskry w tej wybuchowej mieszance są jednak na porządku dziennym.

Na tle malowniczej scenerii w książce „Cena szczęścia” Krystyny Mirek mają miejsce rzeczy zaskakujące, a przeszłość zaczyna dopominać się o ujawnienie prawdy. Ciężar tajemnic uwiera tutaj niebywale i nie każdy może zrzucić ten balast tak po prostu. Wręcz przeciwnie, może one nagle urosnąć.

Intrygi, tajemnice, niecne plany – a wszystko to w walce o miłość i to o serce jednego mężczyzny. I nic dziwnego, kiedy łakomym kąskiem jest taka doskonała partia, jak hrabia Aleksander. Bitwa o jego uczucia toczy się tuż obok, ale on sam zaczyna się gubić w swoich emocjach. Niby kocha Kate, ale w obliczu zaskakujących wydarzeń, wszystko to staje pod znakiem zapytania.

Czy uczucie, które śledzimy, znajdzie swój szczęśliwy finał? To okaże się w trzecim tomie pod tytułem „Prawdziwa miłość”. Jestem pewna, że warto czekać na kontynuację sagi rodu Cantendorfów.

Krystyna Mirek, „Cena szczęścia”, Edipresse Książki 2017

Zobacz również:

Pierwszy tom sagi rodu Cantendorfów „Tajemnica zamku”

Nefrytowa szpilka – Joanna Miszczuk. Recenzja

Tam, gdzie mieszają się doświadczenia, styl życia i wartości różnych kultur, tam niespodziewanie może otworzyć się droga nie tylko dla perspektyw zawodowych, ale też miłości. Takiej, która wiele musi wytrwać, by ocaleć i takiej, która nie gaśnie w sercu, a jedynie przysypia wskutek zawirowań losu. I to wszystko dzieje się na kartkach książki „Nefrytowa szpilka” Joanny Miszczuk.

Książka Nefrytowa szpilkaI mocno pomyli się ten, kto w tym momencie zarzuci banał. To bowiem ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o tej powieści. Autorka nie próżnowała, efektem czego jest pomysłowa, dopracowana i intrygująca fabuła, którą po prostu się pochłania.

Oto Melania. Poznajemy ją, kiedy nastoletni bunt i samotność przybierają na sile, a plany na przyszłość wydają się być nieistotne. Do czasu, bo nagłe tąpnięcie burzy wszystko, co dotychczas uchodziło za pewnik. I zaczyna się mocno podszyta lękiem przyspieszona dorosłość. A potem jest już konsekwentne budowanie własnej niezależności okraszone wzlotami i upadkami. I miłością, ale za to jaką!

Joanna Miszczuk, kreując taką bohaterkę, sprawiła, że narracja stała się bardziej wiarygodna. Emocje dominują tutaj w wielu momentach, ale są następstwem lepszych i gorszych decyzji. Dobrych trafień i fatalnych pomyłek. A kiedy jeszcze w tym wszystkim walkę toczy serce z rozumem, to nie może być mowy o nudzie.

Książka „Nefrytowa szpilka” traktuje nie tylko o pokonywaniu różnych barier w walce o uczucia. Mocną stroną fabuły stworzonej przez Joannę Miszczuk jest ukazanie procesu dojrzewania głównej bohaterki, która deficyty emocjonalne i błędy młodości przekuła w ogromną siłę i hart ducha. Na pewnym etapie totalnego zagubienia mogła spaść na dno, ale pomaszerowała w drugą stronę, choć budowanie pewności siebie było nie lada wyzwaniem.

Docenić trzeba również precyzyjne osadzenie fabuły pośród dwóch kultur – polskiej i chińskiej. Te światy przenikają się tutaj na każdym kroku i stają do konfrontacji w starciu o to, co w życiu najważniejsze. Z jakim skutkiem? Warto się przekonać.

Joanna Miszczuk, „Nefrytowa szpilka”, Prószyński i S-ka 2016

Cztery strony miłości – Joanna Sykat. Recenzja

Wiarygodnie. Lekko. Bez sztampy. Książka „Cztery strony miłości” nie pozostawia złudzeń, że Joanna Sykat to silne pióro w literaturze kobiecej. A fabularny banał jest jej obcy.

Książka Cztery strony miłościMiłość ma wiele twarzy. Towarzyszące jej namiętności jeszcze więcej. Spustoszenie, które po sobie zostawiają nie zawsze ma szansę na naprawę. I choć próbują o tym przekonać kolejne pisarski i kolejne książki, to nie wszystkim udaje się to zrobić z takim wdziękiem jak tej autorce. Po raz kolejny.

Książka „Cztery strony miłości” zaskakuje dużą dozą tajemniczości. To skuteczny literacki wabik. Jeśli jest dobrze zaplanowany, przykuwa uwagę i mimowolnie skłania do odkrywania kolejnych warstw fabuły, poznawania wątków. W tym przypadku wszystko toczy się właśnie takim rytmem. Krótki, treściwy romans czy preludium wielkiej miłości? W co autorka uwikłała swoich bohaterów?

Oto ona – Łucja. Kobieta, która uległa czarowi mężczyzny. Zakochała się. Rozbudziła w sobie nie tylko uczucia, ale też marzenia i nadzieje. Brzmi banalnie, ale to pozory. Bo bohaterka stworzona przez Joannę Sykat zapętla się w tym wszystkim do tego stopnia, że przynosi jej to zgubę. Wraz z kolejny stronami odkrywamy całą historię krok po kroku. Gradacja czytelniczych uczuć murowana za sprawą fabuły żonglującej teraźniejszością i przeszłością. Retrospekcja stanowi mocny kontrast dla wydarzeń dziejących się tu i teraz.

Joanna Sykat, z charakterystyczną dla siebie wnikliwością w operowaniu emocjami, serwuje historię, której bohaterem może stać się każdy z nas, jeśli właśnie taki zaskakujący scenariusz napisze mu życie. Książka „Cztery strony miłości” może storpedować emocjonalnie. Mnie pozostawiła z refleksją, że na uczuciowym rozdrożu można stanąć w każdym, najbardziej poukładanym momencie życia, a brak dialogu to gwóźdź do uczuciowej trumny. Która strona miłości właśnie wtedy okaże się najważniejsza? I czy naprawdę można zmarnować miłość?

Joanna Sykat, „Cztery strony miłości”, Replika 2016

Premiera książki 21.06.2016r.

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki.

Przeczytaj również:
Joanna Sykat – „Jutro zaświeci słońce”

Wersje nas samych – Laura Barnett. Recenzja

Nietypowa książka o miłości. Co by się stało, gdybyśmy mogli przeżyć swoje życie inaczej? Gdybyśmy w danym momencie podjęli inną decyzję? Odważyli się lub stchórzyli? Stworzyli dla siebie inny scenariusz? Laura Barnett w swojej książce pokazuje kilka alternatywnych wersji dla dwójki bohaterów. I to jak!

Książka Wersje nas samych„Wersje nas samych” to książka skomplikowana. Narracja została tutaj rozbita aż na trzy odrębne historie, które nie płyną jedna po drugiej, ale naprzemiennie. Pełna koncentracja podczas lektury wskazana, bo moment wystarczy, żeby coś umknęło. Żonglowanie trzema opowieściami nie byłoby może trudne w odbiorze, gdyby nie to, że autorka alternatywne losy Evy i Jima przedstawiła bardzo kreatywnie. W każdej z nich nie tylko toczą się one inaczej, ale zmieniają się też imiona dzieci. Odbioru nie ułatwiają też dynamiczne zmiany czasu. Snute narracje mogą się poplątać. Wszystko to stanowi duże wyzwanie dla czytelnika, ale warto je podjąć, bo finalnie dostajemy niebanalną historię o miłości eksplodującą wiarą w to, że prawdziwej miłości niestraszny upływ czasu, a pokrewne dusze lgną do siebie mimo wszystko.

Nie jest jednak tak, że tych historii nic nie łączy. Poza głównymi bohaterami, wspólnym mianownikiem dla nich jest silne poszukiwania szczęścia oraz próba spełnienia marzeń, które nierozerwalnie wiążą się tutaj z ambicjami zawodowymi. Co opowieść, to inne rozwiązania w tych kwestiach. W żadnej z nich bohaterowie nie żyją pełnią życia. Dryfują jedynie po licznych mieliznach codzienności.

Laura Barnett w książce „Wersje nas samych” chciała pokazać, jak różnie może płynąć nasze życie zależnie od tego, jaką decyzję podejmiemy w danej sytuacji. Czasem o przyszłości decyduje impuls, czasem konsekwentne dążenie do celu, a czasem całkowity przypadek. I udało jej się to. Książka ta traktuje o ogromnej sile miłości, choć rozpisanej na różne role. Czy cokolwiek jest ją w stanie powstrzymać, jeśli jest prawdziwa? Warto się przekonać.

Laura Barnett, „Wersje nas samych”, Czarna Owca 2016

Premiera książki 3.02.2016r.

%d bloggers like this: