Archiwa blogu

Pierwsza miłość. Recenzja

Co zostawia w sercu pierwsza miłość? Czy jest przypisana tylko do młodego wieku? Co zmienia w nas, że potrafimy iść przez życie z kimś innym? W zbiorze opowiadań „Pierwsza miłość” sporo pytań tego typu, ale też odpowiedzi na nie. Wszak uczucie to nie ma jednej twarzy.

Książka Pierwsza miłośćPierwsza miłość nie liczy dni. Może trwać tydzień, miesiąc lub rok. Czasem całe życie. Zawsze jednak zostawia w sercu wspomnienie na lata. Takie, którego nie jest w stanie zatrzeć ani upływ czasu, ani kolejne związki. Pierwsza miłość nie pyta też o wiek. Może zdarzyć się w dowolnym momencie życia i nie pozostawia wówczas wątpliwości, że czekało się właśnie na nią, choć wydawało się, że znamy już miłość od podszewki. Wszystko dlatego, że uczuciu temu towarzyszą objawy fizyczne, a chemia mózgu w pakiecie z nagłym porywem serca stanowi mieszankę wybuchową. I właśnie o tym traktuje zbiór opowiadań „Pierwsza miłość”.

Swoją literacką obecność w tej książce zaznaczyło wiele popularnych pisarek, m.in. Agnieszka Lis, Karolina Wilczyńska, Natasza Socha, Agnieszka Krawczyk, Agata Przybyłek czy Joanna Szarańska. A to nie wszyscy. Przyznam, że z ciekawością zabrałam się do lektury, bo lubię krótkie formy. Zamknięcie w nich treści, która zaintryguje i będzie się sama broniła jest trudniejsze, niż napisanie długiej opowieści. I zwykle obnaża co nieco, niekoniecznie walory literackie. W przypadku tego zbioru trzeba przymknąć oko i wziąć pod uwagę, że nie o szczyty pisarstwa w nim chodzi, ale lekki powrót do wspomnień. Taki, który wywoła drżenie serca. I od którego policzki pokryją się rumieńcem. I to się wszystkim autorom udało.

Jeśli jednak przyjrzeć się poszczególnym tekstom z osobna, to banał totalny staje tu w opozycji do opowieści dojrzałych. I kiedy jedne nie budzą niczego poza delikatnym uśmiechem, inne wywołują przyjemny dreszcz, za którym stoi brak sztampy. Mam jednak wrażenie, że nie o jakość tym razem chodzi. A o miłość. I dla niej właśnie życie pisze rozmaite scenariusze, także te banalne.

Zbiór opowiadań „Pierwsza miłość”, Czwarta Strona 2019

Reklamy

Tam gdzie jesteś – Tomasz Betcher. Recenzja

Romans to ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książce „Tam gdzie jesteś” Tomasza Betchera. W tej dojrzałej opowieści prym wiedzie dramat jednostki, którą życie doświadczyło na tyle brutalnie, że ma pokiereszowane nie tylko ciało, ale też serce i duszę. Czy niespodziewana pomocna dłoń okaże się na tyle silna, by wyrwać z otchłani?

Książka Tomasza BetcheraOn – bezdomny. Ona – właścicielka domu, do którego on się włamuje, by przeczekać zimę. Spotkanie tych dwojga najpierw wydaje się być epizodem, potem kpiną losu, by w rezultacie okazać się szansą dla obojga. Na co? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba dać się porwać opowieści, którą serwuje Tomasz Betcher. I nie szufladkować jej z góry jako ckliwego romansu, bo takiego tutaj nie dostaniemy. Autor istotę fabuły „Tam gdzie jesteś” przenosi bowiem w całkiem inne miejsce i na całkiem inny emocjonalny poziom, niż ten, który niosą porywy serca. I to jest ogromny walor tej historii

Narracja jest dynamiczna, ale Tomasz Betcher nie szarżuje z prędkością. Wszystko jest dawkowane z rozwagą. Oto do Adama – głównego bohatera los zdaje się wreszcie uśmiechać. Stawia mu bowiem na drodze Annę, która nie chce pozostać obojętna na bezdomność mężczyzny. Jej intuicja podpowiada jej bowiem, że na życiowe manowce trafił z ważnych powodów. Zanim przyjdzie jej poznać prawdę (czytelnikowi także), musi zmierzyć się z całym tabunem zdarzeń, które zdezorganizują jej dotychczasowe życie. Muszę przyznać, że autor świetnie wyważył moc poszczególnych wątków, dzięki czemu ich proporcje są w moim odczuciu wzorowe. A motyw bezdomności nie jest potraktowany po macoszemu.

Autor dowodzi, że człowiek człowiekowi może być ostatnią deską ratunku, także tego emocjonalnego. Jest to gest, na który warto się odważyć, by się przekonać, że dobro wraca i to w najmniej spodziewanej postaci. A miłość? No cóż – ona może być za to miłym skutkiem ubocznym.

Tomaszowi Betcherowi należą się gratulacje za opowieść, od której wszystko w środku pulsuje. I za emocje, które wprawiają w drganie serce i myśli. „Tam gdzie jesteś” to po prostu książka z klasą.

Tomasz Betcher, „Tam gdzie jesteś”, W.A.B. 2019

Kwiaciarka – Anna Kasiuk. Recenzja

„Kwiaciarka” urzeka prostotą. Ale nie należy mylić jej z bylejakością czy banałem. Anna Kasiuk snuje narrację, która jest wiarygodna i zapada w serce. Wszystko dlatego, że w głównej bohaterce można zobaczyć własne rozterki. Czy kiedy w grę wchodzą uczucia, można jeszcze myśleć racjonalnie?

Książka KwiaciarkaJudyta właśnie kończy toksyczny związek. Nie rozpacza jednak przesadnie, bo na horyzoncie pojawia się dawna miłość. Taka, o której nigdy nie zapomniała, a która została przerwana wskutek młodzieńczych błędów. I mimo że waha się, czy dać kredyt zaufania, to coś głośno podpowiada jej, by dać się porwać uczuciu. Nie jest to jednak do końca takie proste, bo Szymon wciąż ma żonę, a o swoje upominają się też tajemnice z przeszłości. Oboje doskonale wiedzę, że aby ruszyć do przodu razem, muszą zamknąć za sobą pewien rozdział w życiu. Ten, na który mają nieco odmienne spojrzenie, a który zdeterminował ich uczucia.

Siłą „Kwiaciarki” jest realizm. Dostajemy główną bohaterkę, która jest jak wiele młodych kobiet na uczuciowo-zawodowym rozdrożu. Niby wie, czego chce, ale wciąż nie pozwala swoim pragnieniom opuścić bezpiecznych zakamarków w głowie i pozwolić im na realizację. Z dylematami Judyty łatwo się utożsamić, więc szybko zyskała moją sympatię. A to z kolei sprawiło, że jej decyzje budziły mnóstwo emocji.

Anna Kasiuk w tej lekkiej opowieści przemyca sporo ważnych kwestii. Mamy tu rozliczenie z błędami młodości, ucieczkę przed prawdziwym szczęściem, palącą potrzebę bycia dla kogoś tą najważniejszą osobą. Wszystko to jednak nie ocieka romantycznym banałem. W tę historię się wierzy. Od początku do końca.

„Kwiaciarka” to książka, która udowadnia, że prawdziwej miłości nie da się wyrzucić z serca. Można pozwolić jej przygasnąć, próbować stłumić ze względu na okoliczności, ale nie da się wypalić do cna. Kiedy znów poczuje, że warto się obudzić, to zapłonie od najmniejszej iskry. Tylko jej płomień może być wtedy zbyt intensywny.

Anna Kasiuk, „Kwiaciarka”, Czwarta Strona 2019

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Listy (nie)miłosne – Natalia Sońska. Recenzja

Czy porzucona bez słowa kobieta ma prawo domagać się prawdy? A może lepiej odpuścić, oczyścić serce i umysł, by żyć od nowa? I dać szansę temu, który czeka od dawna? W książce „Listy (nie)miłosne” Natalii Sońskiej takie dylematy stają się motorem napędowym fabuły.

Książka Listy niemiłosneList potrafi wiele wyjaśnić, ale też wszystko zburzyć. Pisany do szuflady może zaś stanowić formę terapii, której celem jest okiełznanie własnych uczuć. I taką właśnie rolę papierowa korespondencja pełni w nowej książce Natalii Sońskiej. Nie jest ona jednak dominująca, a stanowi pewne konsekwentne działanie.

Zosię (główną bohaterką) poznajemy w momencie, kiedy próbuje dojść do siebie po rozstaniu z Igorem. Ich związek zakończył się nagle, bez słowa wyjaśnienia, więc dziewczyna zachodzi w głowę, co też mogło być powodem. Jej żal próbuje ukoić przyjaciel Staszek, dla którego zawsze była najważniejsza. Czy swoją dobrocią kupi je serce? Ich przyjaźń ma szasnę ewoluować.

W parze z rozterkami Zosi idą niejasności w jej grupie przyjaciół. A temat Igora co rusz powraca jak bumerang. Czy ktoś z nich zna prawdę? I czy ona może jeszcze coś zmienić?

Wbrew pozorom książka „Listy (nie)miłosne” nie jest romantyczną opowiastką. Więcej tu cichego dramatu i niedomówień niż wzniosłych uczuć. Konwencja nie zakłada też epatowania cierpieniem. Autorka uwypukla jedynie jeden z etapów w życiu Zosi. Etap, który wiele kobiet ma na swoim uczuciowym koncie. Natalia Sońska ubrała motyw rozstania w nowe literackie szaty. Są one bardzo delikatne wyważone. Idealne dla miłośniczek spokojnych chic-litów.

A już wkrótce będzie można się przekonać, jak wyglądała druga strona medalu i co gra w sercu Igorowi. Premiera drugiej części pt. „Piosenki (nie)miłosne” już niebawem.

Natalia Sońska, „Listy (nie)miłosne”, Czwarta Strona 2018

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki.

Kogo kochasz? – Jennifer Weiner. Recenzja

Czy można zakochać się raz na całe życie? Szczenięce zauroczenie przeobrazić w dojrzałe uczucie? Czy taka miłość może przetrwać, jeśli los wpycha w inne ramiona? Książka „Kogo kochasz?” Jennifer Weiner to miłosne studium przypadku, które udowadnia, że szczere uczucie może obronić się samo.

Książka Kogo kochaszOna i on. Rachel i Andy. Dzieci, których przypadkowe spotkanie w szpitalu zapisze się w ich życiorysach bardzo mocno. Czy dobro wysłane w stronę drugiego człowieka, kiedy ma się zaledwie 8 lat, może rozbudzić falę nieznanych uczuć? Okazuje się, że płomyk, który wówczas delikatnie zapłonął, z biegiem czasu staje się przyczyną zaskakującego pożaru uczuć.

Tej miłości nie sprzyja właściwie nic – pochodzenie, wiara, kolor skóry i wreszcie odległość. Kiedy więc los decyduje za bohaterów i pozwala im się przypadkowo spotkać, ci muszą pójść za głosem serca, bo to silniejsze od nich. I tak się dzieje, ale pomyli się ten, kto uzna, że to romantyczna opowieść. Bardziej skłaniałabym się ku stwierdzeniu, że „Kogo kochasz?” to współczesny melodramat. W dodatku rozpisany na dwa głosy na przestrzeni wielu lat.

Jennifer Weiner bardzo wiarygodnie sportretowała głównych bohaterów. Dała dojść do głosu obojgu na różnych etapach życie, dzięki czemu ich emocje po prostu torpedują. Tę historię się przeżywa, a im wrażliwszy czytelnik, tym mocniej zostawi ona w nim swój ślad.

„Kogo kochasz?” to książka o miłości, którą trudno okiełznać, która uszczęśliwia i rani jednocześnie, zmusza do zaskakujących kroków, zbliża się i oddala, nieustannie szarpie za serce i mimo wszystko nie gaśnie, choć nie sprzyja jej nic. Jennifer Weiner nie tyle inspiruje do miłosnych uniesień, co uzmysławia, że gra o prawdziwe uczucie zawsze jest warta świeczki.

Jedyne, do czego się przyczepię, to zakończenie, które jest zbyt oczywiste. Osobiście lubię, kiedy finał jest nieobliczalny i poza schematami, ale to jak zawsze kwestia gustu.

Jennifer Weiner, „Kogo kochasz?”, Sonia Draga 2017

%d blogerów lubi to: