Archiwa blogu

Nefrytowa szpilka – Joanna Miszczuk. Recenzja

Tam, gdzie mieszają się doświadczenia, styl życia i wartości różnych kultur, tam niespodziewanie może otworzyć się droga nie tylko dla perspektyw zawodowych, ale też miłości. Takiej, która wiele musi wytrwać, by ocaleć i takiej, która nie gaśnie w sercu, a jedynie przysypia wskutek zawirowań losu. I to wszystko dzieje się na kartkach książki „Nefrytowa szpilka” Joanny Miszczuk.

Książka Nefrytowa szpilkaI mocno pomyli się ten, kto w tym momencie zarzuci banał. To bowiem ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o tej powieści. Autorka nie próżnowała, efektem czego jest pomysłowa, dopracowana i intrygująca fabuła, którą po prostu się pochłania.

Oto Melania. Poznajemy ją, kiedy nastoletni bunt i samotność przybierają na sile, a plany na przyszłość wydają się być nieistotne. Do czasu, bo nagłe tąpnięcie burzy wszystko, co dotychczas uchodziło za pewnik. I zaczyna się mocno podszyta lękiem przyspieszona dorosłość. A potem jest już konsekwentne budowanie własnej niezależności okraszone wzlotami i upadkami. I miłością, ale za to jaką!

Joanna Miszczuk, kreując taką bohaterkę, sprawiła, że narracja stała się bardziej wiarygodna. Emocje dominują tutaj w wielu momentach, ale są następstwem lepszych i gorszych decyzji. Dobrych trafień i fatalnych pomyłek. A kiedy jeszcze w tym wszystkim walkę toczy serce z rozumem, to nie może być mowy o nudzie.

Książka „Nefrytowa szpilka” traktuje nie tylko o pokonywaniu różnych barier w walce o uczucia. Mocną stroną fabuły stworzonej przez Joannę Miszczuk jest ukazanie procesu dojrzewania głównej bohaterki, która deficyty emocjonalne i błędy młodości przekuła w ogromną siłę i hart ducha. Na pewnym etapie totalnego zagubienia mogła spaść na dno, ale pomaszerowała w drugą stronę, choć budowanie pewności siebie było nie lada wyzwaniem.

Docenić trzeba również precyzyjne osadzenie fabuły pośród dwóch kultur – polskiej i chińskiej. Te światy przenikają się tutaj na każdym kroku i stają do konfrontacji w starciu o to, co w życiu najważniejsze. Z jakim skutkiem? Warto się przekonać.

Joanna Miszczuk, „Nefrytowa szpilka”, Prószyński i S-ka 2016

Reklamy

Cztery strony miłości – Joanna Sykat. Recenzja

Wiarygodnie. Lekko. Bez sztampy. Książka „Cztery strony miłości” nie pozostawia złudzeń, że Joanna Sykat to silne pióro w literaturze kobiecej. A fabularny banał jest jej obcy.

Książka Cztery strony miłościMiłość ma wiele twarzy. Towarzyszące jej namiętności jeszcze więcej. Spustoszenie, które po sobie zostawiają nie zawsze ma szansę na naprawę. I choć próbują o tym przekonać kolejne pisarski i kolejne książki, to nie wszystkim udaje się to zrobić z takim wdziękiem jak tej autorce. Po raz kolejny.

Książka „Cztery strony miłości” zaskakuje dużą dozą tajemniczości. To skuteczny literacki wabik. Jeśli jest dobrze zaplanowany, przykuwa uwagę i mimowolnie skłania do odkrywania kolejnych warstw fabuły, poznawania wątków. W tym przypadku wszystko toczy się właśnie takim rytmem. Krótki, treściwy romans czy preludium wielkiej miłości? W co autorka uwikłała swoich bohaterów?

Oto ona – Łucja. Kobieta, która uległa czarowi mężczyzny. Zakochała się. Rozbudziła w sobie nie tylko uczucia, ale też marzenia i nadzieje. Brzmi banalnie, ale to pozory. Bo bohaterka stworzona przez Joannę Sykat zapętla się w tym wszystkim do tego stopnia, że przynosi jej to zgubę. Wraz z kolejny stronami odkrywamy całą historię krok po kroku. Gradacja czytelniczych uczuć murowana za sprawą fabuły żonglującej teraźniejszością i przeszłością. Retrospekcja stanowi mocny kontrast dla wydarzeń dziejących się tu i teraz.

Joanna Sykat, z charakterystyczną dla siebie wnikliwością w operowaniu emocjami, serwuje historię, której bohaterem może stać się każdy z nas, jeśli właśnie taki zaskakujący scenariusz napisze mu życie. Książka „Cztery strony miłości” może storpedować emocjonalnie. Mnie pozostawiła z refleksją, że na uczuciowym rozdrożu można stanąć w każdym, najbardziej poukładanym momencie życia, a brak dialogu to gwóźdź do uczuciowej trumny. Która strona miłości właśnie wtedy okaże się najważniejsza? I czy naprawdę można zmarnować miłość?

Joanna Sykat, „Cztery strony miłości”, Replika 2016

Premiera książki 21.06.2016r.

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki.

Przeczytaj również:
Joanna Sykat – „Jutro zaświeci słońce”

Wersje nas samych – Laura Barnett. Recenzja

Nietypowa książka o miłości. Co by się stało, gdybyśmy mogli przeżyć swoje życie inaczej? Gdybyśmy w danym momencie podjęli inną decyzję? Odważyli się lub stchórzyli? Stworzyli dla siebie inny scenariusz? Laura Barnett w swojej książce pokazuje kilka alternatywnych wersji dla dwójki bohaterów. I to jak!

Książka Wersje nas samych„Wersje nas samych” to książka skomplikowana. Narracja została tutaj rozbita aż na trzy odrębne historie, które nie płyną jedna po drugiej, ale naprzemiennie. Pełna koncentracja podczas lektury wskazana, bo moment wystarczy, żeby coś umknęło. Żonglowanie trzema opowieściami nie byłoby może trudne w odbiorze, gdyby nie to, że autorka alternatywne losy Evy i Jima przedstawiła bardzo kreatywnie. W każdej z nich nie tylko toczą się one inaczej, ale zmieniają się też imiona dzieci. Odbioru nie ułatwiają też dynamiczne zmiany czasu. Snute narracje mogą się poplątać. Wszystko to stanowi duże wyzwanie dla czytelnika, ale warto je podjąć, bo finalnie dostajemy niebanalną historię o miłości eksplodującą wiarą w to, że prawdziwej miłości niestraszny upływ czasu, a pokrewne dusze lgną do siebie mimo wszystko.

Nie jest jednak tak, że tych historii nic nie łączy. Poza głównymi bohaterami, wspólnym mianownikiem dla nich jest silne poszukiwania szczęścia oraz próba spełnienia marzeń, które nierozerwalnie wiążą się tutaj z ambicjami zawodowymi. Co opowieść, to inne rozwiązania w tych kwestiach. W żadnej z nich bohaterowie nie żyją pełnią życia. Dryfują jedynie po licznych mieliznach codzienności.

Laura Barnett w książce „Wersje nas samych” chciała pokazać, jak różnie może płynąć nasze życie zależnie od tego, jaką decyzję podejmiemy w danej sytuacji. Czasem o przyszłości decyduje impuls, czasem konsekwentne dążenie do celu, a czasem całkowity przypadek. I udało jej się to. Książka ta traktuje o ogromnej sile miłości, choć rozpisanej na różne role. Czy cokolwiek jest ją w stanie powstrzymać, jeśli jest prawdziwa? Warto się przekonać.

Laura Barnett, „Wersje nas samych”, Czarna Owca 2016

Premiera książki 3.02.2016r.

Nieprzewidziane konsekwencje miłości – Jill Mansell. Recenzja

Czym grozi miłość? Całą plejadą różnorodnych wzlotów i upadków. Konsekwencjami determinującymi wszystko. Często nieprzewidywalnymi. Ale jej finał zależy tylko i wyłącznie od nas samych i od chęci zaspokojenia potrzeby bycia kochanym.

Książka Nieprzewidziane konsekwencje miłościU Jill Mansell wszystko od początku wiedzie w dobrą stronę. I choć pojawiają się liczne komplikacje na różnych frontach, wiadomo, że zwycięży tylko jedno uczucie. I wiedza ta wcale nie przeszkadza czerpać z tej powieści samych przyjemnych doznań. Bo „Nieprzewidziane konsekwencje miłości” emanują dobrem i miłosnymi fluidami. Ale jest to wyważone i ukierunkowane wielotorowo. Wszak miłość niejedno ma imię.

Fabuła skupia się na losach kilku osób, które zazębiają się nie tylko w kwestii pracy. Od takich relacji bardzo blisko do czegoś więcej, o ile spuścimy emocje ze smyczy. Momentami mocno tutaj od nich kipi, szczególnie, że jedna z postaci – Sophie zakochać się nie chce i usilnie odpycha wszystkich potencjalnych kandydatów do jej serca. Jej upór ma swoje przyczyny. Czy stać ją na zmianę? A co z jej przyjaciółką, która musi stoczyć walkę serca z wykreowaną i dość konkretną wizją przyszłego męża? I wreszcie – co z tymi mężczyznami? Jill Mansell daje im prawo głosu i przez to robi się szalenie ciekawie.

Jill Mansel urzekła mnie swoim stylem w książce „Nie traćmy ani chwili”, gdzie z porównywalną literacką czułością i doskonałą obserwacją stworzyła historię zapadającą w pamięć. Nie inaczej jest i tym razem, bo „Nieprzewidziane konsekwencje miłości” zakotwiczają się w głowie na długi czas. To po prostu dobra książka obyczajowa. Autorka udowadnia, że miłość, bez względu na to, czy spełniona, czy nieodwzajemniona, zawsze sieje emocjonalne spustoszenie i nie sposób przewidzieć jej konsekwencji. Metryka w tym temacie nie ma żadnego znaczenia. Jest w tej opowieści coś magnetycznego, a narracja urzeka prostotą w obnażaniu ludzkich niepokojów i tęsknot. Wystarczy, by kupić czytelnika.

Jill Mansell, „Nieprzewidziane konsekwencje miłości”, Wydawnictwo Literackie 2015

Przeczytaj również:

Recenzja książki „Nie traćmy ani chwili” Jill Mansell

%d blogerów lubi to: