Archiwa blogu

Nie proszę o miłość – Danuta Awolusi. Recenzja

Samotność boli. Niesamowicie uwiera. Wkładamy maskę, by ją ukryć, a to droga donikąd. Przekonują się o tym bohaterki książki „Nie proszę o miłość” Danuty Awolusi.

Nie proszę o miłość Danuta AwolusiEwa i Hania – dwie singielki, które początkowo łączy tylko to samo miasto i wewnętrzna pustka. Śledzimy ich historie z osobna, co sprawia, że mocno uwypukla się kontrast między nimi. Są szalenie różne w sposobie życia, podejściu do miłości i seksu. Wycofanie staje tu w opozycji do nadmiernej ekspresji. Kiedy splata się ich los, dysproporcje stają się jeszcze bardziej widoczne. Autorka śmiało odkrywa lęki obu kobiet, pokazując jak narasta w nich pustka, której w pewnym momencie nie sposób już niczym zapełnić. Żaden substytut miłości nie czyni szczęśliwą.

Nie łatwo przyznać się do samotności. Znacznie prościej wcisnąć się w szufladkę „singielka”, przykleić uśmiech do twarzy i brnąć przez codzienność ze złudnym poczuciem szczęścia i akceptacją swojej wolności. Tymczasem taki stan ma drugie dno, o którym się nie mówi. Dobija się do niego regularnie i coraz częściej. A wszelkie próby oszukiwania samej siebie kończą się nasilającą się wewnętrzną szamotaniną. Danuta Awolusi zdziera maskę z marketingowej twarzy singielek wykreowanej przez media. I robi to fenomenalnie, nie przebierając w słowach. Ukazując całe gigantyczne spektrum emocji, które towarzyszą życiu w pojedynkę. Można negować postawy kobiet. Znacznie lepiej jednak przyjrzeć się im z dystansem. Refleksje mogą bowiem rozłożyć na łopatki.

„Nie proszę o miłość” to opowieść szalenie gorzka, porażająca swoją autentycznością. Dokąd prowadzi tłumiona samotność? Jak długo można udawać, że wszystko gra? Czy w poszukiwaniu miłości można zgubić siebie? Gwarantuję, że w trakcie lektury książki Danuty Awolusi pytań rodzi się całkiem sporo. I nie cichną one w głowie wraz z ostatnią stroną. Ta historia mocno zapada bowiem w duszę.

Danuta Awolusi, „Nie proszę o miłość”, Pascal 2017

Reklamy

Dom samotnych – Joanna Kruszewska. Recenzja

Ile twarzy ma samotność? Gdzie jest jej kres? Czy cena, którą trzeba za nią płacić, zawsze ma sens? W książce „Dom samotnych” Joanny Kruszewskiej emanuje ona w różnych kierunkach, ale zawsze jest konsekwencją pewnych decyzji, mniej lub bardziej koniecznych. Ale czy wszystkim jest z nią dobrze?

Książka Dom samotnychZdradzona żona, porzucona kochanka topiąca smutki w alkoholu, kobieta osamotniona w małżeństwie. Mało? Autorka do kompletu dorzuca jeszcze kilku wyjątkowo empatycznych mężczyzn, którzy popełniają błędy i próbują odrobić życiowe lekcje. Ta przeplatanka losów stanowi swoisty galimatias, ale jaki sensowny. A do tego w wariancie bardzo realnym, co pozwala zżyć się z bohaterami i odczuwać ich emocje.

Joanna Kruszewska zaskoczyła mnie podejściem do tematu. Motyw samotności został tutaj potraktowany nad wyraz wnikliwie, a przy tym na pewno nie wyeksploatowany, bo uczucie to co rusz odsłania swoją kolejną twarz zarówno na kartkach książki „Dom samotnych”, jak i w życiu. Uznanie należy się autorce również za kreację poszczególnych bohaterów. Daleko im do papierowych postaci. A poszczególne wątki mocno zapadają w pamięć, bo prawdopodobieństwo takich wydarzeń jest bardzo wysokie. Karuzela emocji nakręca się tutaj samoistnie. Jaki będzie jej finał? Komu samotność zacznie przeszkadzać, a kto ją doceni?

„Dom samotnych” to książka niebywale dojrzała, w której na pierwszy plan wysuwają się dość destrukcyjne rozterki. Każdy z bohaterów w jakiś sposób walczy z uczuciami, a te nijak nie chcą słuchać racjonalnych podszeptów. Żyją swoją życiem, zmuszając poszczególne postaci do impulsywnych działań i tłumienia prawdziwych potrzeb. Niestety, nie da się długo siłować z potrzebami serca.

Joanna Kruszewska, „Dom samotnych”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Samotność ma twoje imię – Monika A. Oleksa. Recenzja

Każda samotność ma czyjeś imię.

samotnosc-ma-twoje-imieTaka myśl pojawia się w trakcie lektury najnowszej książki Moniki A. Oleksy. I trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza że autorka udowadnia, iż samotność to stan, w który popadamy niekoniecznie świadomie. Częściej to efekt złych życiowych perturbacji, które zamykają nasze serce na drugiego człowieka.

Książka „Samotność ma twoje imię” pozbawiona jest ckliwych epizodów. Autorce udało się prosto i sensownie pokazać, jak różne oblicza może mieć życie w pojedynkę i jak bardzo potrafi je zdominować tęsknota za kimś bliskim. Fabuła kręci się wokół losów kilku różnych bohaterek doświadczających pustki. Ich życie zazębia się w pewien sposób, ale pierwsze skrzypce jako bohaterka gra Ewa.

To przykład kobiety, która żyje sama, bo trudno jej pokochać kogoś, kto nie jest Mateuszem. Tym, którego darzyła pierwszym, prawdziwym uczuciem i którego nie potrafi zapomnieć. Śledząc jej poczynania na gruncie uczuciowym, szybko przekonamy się, co znaczy deficyt w tym temacie i że wcale nie tak łatwo go uzupełnić, choć okazji ku temu nie brakuje.

Choć motyw samotności zdominował książkę Moniki A. Oleksy, to nie da się ukryć, że wokół niego dzieje się mnóstwo ważnych rzeczy, które bardzo łatwo ominąć ze szkodą dla samego siebie. Wszyscy bohaterowie doświadczają całej plejady uczuć. Samotni szukają ukojenia w kontaktach z innymi, ale tych przyjacielskich i rodzinnych. Miłość i związki są tu ukazane nie tylko jako lekarstwo na samotność, ale też jako jej przyczynę.

„Samotność ma twoje imię” to książka, która traktuje o wielu istotnych kwestiach w naszym życiu, które się zazębiają. Pozbawione jednego elementu, w tym przypadku ukochanej osoby, stają się niepełne. I mimo że takie życie wcale nie jest bezwartościowe, to jednak tęsknota za kimś bliskim siedzi gdzieś głęboko ukryta i od czasu do czasu, mniej lub bardziej intensywnie, daje o sobie znać. Można ją wiecznie uciszać, ale można też wyjść jej naprzeciw i zrobić krok w stronę życia pozbawionego samotności. To wcale nie takie trudne.

Monika A. Oleksa, „Samotność ma twoje imię”, Zysk i S-ka 2014

Recenzja napisana dla Czytajmy polskich autorów.

%d blogerów lubi to: