Archiwa blogu

Psie sucharki – Maria Apoleika. Recenzja

„Psie sucharki” to niebanalna, okraszona humorem i ironią wiwisekcja życia z psem. Behawioryzm w lekkim wydaniu w pakiecie z ilustracjami obrazującymi kwintesencję codziennej relacji człowiek-pies. Z psem u boku życie jest nie tylko barwniejsze, ale też o wiele bardziej szczęśliwe.

Taka książka może powstać tylko z miłości do psa i wnikliwej obserwacji jego codziennych zachowań. Oh, gdyby każdy z naszych czworonożnych przyjaciół mógł przemówić ludzkim głosem, jak nic powiedziałby, co go raduje, co smuci, a co boli. A tak, po zachowaniu psa, możemy jedynie przypuszczać, co też dzieje się w jego głowie. Maria Apoleika ubrała te przypuszczenia w słowa i obrazy i to jak genialnie! Każdy, kto zna jej profil Psie sucharki na Facebooku, doskonale zdawał sobie sprawę, że książka była tylko kwestią czasu i autorka za moment pójdzie krok dalej. I to był strzał w dziesiątkę.

Książka w takiej formie to lustrzane odbicie psich wybryków i zwyczajów, z którymi ma się do czynienia na co dzień. Bez względu na to, czy nasz pupil waży tylko kilka kilogramów czy jest okazałym psiskiem, manipuluje nami w identyczny sposób i kocha nas równie mocno. Któż z nas nie zna tego błagalnego spojrzenia, gdy na stole smakowite kąski? I tej rozpaczy w oczach, gdy musimy wyjść gdziekolwiek? I tego szalonego, nieokiełznanego tańca radości, gdy wracamy? Wiele by wymieniać i wiele można by dołożyć do tej publikacji przykładów ze swojego życia..

Książka „Psie sucharki” Marii Apoleiki to must have każdego, kto ma psa i darzy go miłością absolutną.

Maria Apoleika, „Psie sucharki”, Znak 2019

Ciebie szukam – Anna Kasiuk. Recenzja

Książka „Ciebie szukam” Anny Kasiuk to opowieść o gigantycznej wewnętrznej sile, jaką mają kobiety. Czasem potrzeba jedynie zapłonu, by odpalić ją z pełną mocą, ale wtedy nic już nie w stanie powstrzymać przed walką o to, co najważniejsze. A gdy w grę wchodzi miłość, to bariery łamią się jak zapałki.

Kogo szuka Marta, główna bohaterka? Mężczyzny, wobec którego nie będzie miała żadnych wątpliwości, bo serce powie jej wszystko. Jak się okazuje, nie tak łatwo można wymazać z pamięci to, co było. I jak tu zacząć życie uczuciowe na nowo, gdy ma się za sobą kilkanaście lat spędzonych z mężem alkoholikiem, a każdy kolejny mężczyzna okazuje się kłamcą? Trudno o zaufanie. Łatwo za to szukać wówczas winy w sobie. Taka już kobieca natura. I gdyby książka „Ciebie szukam” traktowała tylko o tym, to byłoby to mało. Na szczęście, pojawiają się zaskakujące elementy gangstersko-magiczne. Anna Kasiuk pokazuje, że można nie tylko okrasić nimi fabułę, ale też wpleść je w dość dużym natężeniu kompletnie bez żadnej szkody dla narracji. Grunt to zrobić to umiejętnie. Tak, by czytelnik nie miał poczucia bezsensownego łatania dziur fabularnych. Tutaj to się udało.

Absolutnie naturalne wydaje się więc, że Marta oczyszcza dom ziołami i jest w stanie zadrzeć z groźnymi przestępcami w imię uczuć. Oto bowiem okazuje się, że znów ulokowała je dość niefortunnie, ale bije z nich obustronna moc, więc kobieta ma ogromną motywację do tego, by ocalić nie tylko miłość, ale też życie. Zwłaszcza walka o to drugie w parze z ciągłą niepewnością i strachem powodują, że fabuła jest dość dynamiczna.

Kuleje za to nieco wątek Marty i jej siostry. Jakoś nie do końca czuję konieczność poprowadzenia go w taki sposób, bo wnosi do fabuły „Ciebie szukam” za mało konkretów. Ot, siostrzana relacja odzyskująca kondycję po latach i parę błędów, które domagają się, by je naprawić. Dla mnie trochę za mało.

Nie da się jednak ukryć, że Anna Kasiuk ciekawie skonstruowała postać głównej bohaterki, dając jej wiele pospolitych cech i zachowań, dzięki którym szybko staje się bliska czytelnikowi. Do tego stopnia, że albo odnajduje w niej własne rozterki, albo zastanawia się, co by zrobił, gdyby stanął przed takimi decyzjami jak Marta? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista. No i ta jej psychiczna metamorfoza!

„Ciebie szukam” to dobra literatura obyczajowa. Taki chic lit próbujący uciekać od banału. Autorka skręca w różne strony po to, by przykuć uwagę czytelnika i pozwolić mu zanurzyć się w tej historii. A zapewniam, że emocji tu co niemiara, więc skoki ciśnienia podczas lektury murowane. Mamy gwałtowne uczucia, kilka życiowych błędów, decyzje dyktowane chwilą i pobudkę zdrowego egoizmu. Sensowna to mieszanka.

Anna Kasiuk, „Ciebie szukam”, Czwarta Strona 2019

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Zobacz również:

„Kwiaciarka” Anny Kasiuk

(Nie)młodość – Natasza Socha. Recenzja

Starość nie radość, młodość nie wieczność – mawiała moja babcia. Książka Nataszy Sochy genialnie potwierdza to porzekadło, jednocześnie pokazując, że te dwa światy mogą funkcjonować w pełnej symbiozie, o ile obie strony otworzą się na dialog i dadzą sobie szansę.

Okładka książki NiemłodośćAle zanim do tego dojdzie, zarówno w książce jak w i życiu, trzeba wiele utarczek światopoglądowych i odrobiny dobrej woli, by zaakceptować to, co jest naturalną koleją rzeczy i czego zmienić się nie da. Można za to oswoić sytuację i odnaleźć w niej kilka pozytywów.

W książce „(Nie)młodość” dostajemy dwie historie, które autorka zgrabnie i szybko łączy w jedną, ale narracja wciąż płynie dwutorowo. I ten zabieg przynosi tej opowieści same korzyści, bo doskonale odzwierciedla dwa spojrzenia na te same sytuacje. Z jednej strony mamy więc 30-letnią Martę, która z braku innej opcji zawodowej staje się częścią załogi domu opieki Hebe. A trzeba podkreślić, że jest to dla niej wyzwanie, bo starych ludzi po prostu nie znosi. Z drugiej strony zaś mamy ponad 70-letnią Klarysę, która trafia tutaj pod opieką, przed którą się broni, a której potrzebuje z racji postępującej demencji. W obu kobietach rodzi się gigantyczny bunt na zaistniałą sytuację. I gdy stają na swoje drodze, to iskrzy.

W konsekwencji dostajemy mamy tutaj dawkę rewelacyjnych dialogów, przepełnionych nawet wulgaryzmami adekwatnymi do danej chwili. Jakże to naturalne! Natasza Socha nie wciska swoich bohaterek w jakieś sztywne ramy, ale poprzez ich aktualny status w życiu pokazuje, że na różnych jego etapach czekają na nas zakręty, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Klarysa nie godzi się na taką starość, chce jeszcze coś przeżyć. Marta niby cieszy się swoją młodością, ale ma na koncie kilka błędów, przez które wciąż jest w punkcie startu. A Klarysa wie, jak uniknąć kolejnych, bo niejedno już przeżyła. Wystarczy jej posłuchać.

„(Nie)młodość” to książka, w której Natasza Socha rozprawia się z kolejnym stereotypem społecznym. Starość staje tu na jednej szali z utratą kobiecości. Czy ta rzeczywiście przemija wraz z wiekiem? Wszystko to podane w świetnie skonstruowanej fabule, która skrzy się komizmem sytuacyjnym. Ironiczna postawa starszej z bohaterek jest dla niej bronią na to, co się dzieje. A dla czytelnika to niebywała przyjemność obcowania z tak charakterną bohaterką, szczególnie kiedy w jej lekcjach serwowanych Marcie słychać echo słów własnych dziadków.

Ta książka stała się dla mnie źródłem niebanalnej lektury, humoru, ale też wzruszeń. Te ostatnie jednak pojawią się tylko w momencie, jeśli w postaci Klarysy odnajdziemy kogoś bliskiego. Ja odnalazłam.

Natasza Socha, „(Nie)młodość”, Edipresse Książki 2019

Zobacz również inne książki Nataszy Sochy:

„(Nie)piękność”

„(Nie)miłość”

„Pokój kołysanek”

Przyjaciele. Na dobre i na złe – Magdalena Trubowicz. Recenzja

Najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie, albo w jednej kamienicy. Nowa książka Magdaleny Trubowicz to lekka komedia, w której przez codzienność się płynie bez względu na okoliczności. Taki optymistyczny strzał, ale czy udany?

Książka „Przyjaciele. Na dobre i na złe” to początek komediowego cyklu, który ma potencjał, o ile autorka za bardzo nie popuści literackich cugli i nie popadnie w sztuczność w kreowaniu humorystycznej narracji, która wcale nie jest taka prosta, jak mogłyby się wydawać.

Trubowicz zabiera nas do niewielkiej kamienicy za sprawą Alicji, która przypadkiem staje się nową lokatorką. Tu przychodzi jej żyć obok Cypiska, Karola i Karoliny, a także Krzyśka i Igi. To mieszanka osobowości i doświadczeń na różnych polach życiowych, a także perspektyw na stabilizacją uczuciową i zawodową. Wsiąkamy w ich codzienność, ale nie ma za bardzo czasu poznać ich lepiej, bo wszystko mknie do przodu. Każdy ma jakieś problemy i wątpliwości, ale reszta potrafi to obrócić w żart, by potem spróbować pomóc. Nie da się ukryć, że są dla siebie wsparciem, ale jakoś osobiście zabrakło mi w bohaterach dojrzałości.

Motyw przyjaźni to temat rzeka, eksploatowany w polskiej literaturze w różnych konfiguracjach, mniej lub bardziej poważnie. Magdalena Trubowicz relacje tego typu ubrała w lekką, prześmiewczą konwencję, która bawi, ale momentami zahacza o infantylizm. I albo trzeba przymknąć na niego oko, albo dać się porwać tej opowieści bez rozpatrywania jej w żadnych kategoriach.

Próbowałam, ale gdzieś cały czas miałam wrażenie, że coś tu nie do końca jest dopracowane. Galopujące wątki niby obrazowały intensywny tryb życia bohaterów, ale jednocześnie dawały poczucie, że fabuła pędzi na złamanie karku i nie skupia się na żadnym z nich. Plusem są żywe dialogi, ale komizm sytuacyjny momentami kuleje i tworzy poczucie sztuczności. Książka „Przyjaciele. Na dobre i na złe” nie jest zła. Bawi, więc spełnia swoje podstawowe zadanie, ale osobiście oczekiwałam fabuły na trochę wyższym poziomie komediowym.

Magdalena Trubowicz, „Przyjaciele. Na dobre i na złe”, Czwarta Strona 2019

Perfumiarka – Margit Walsø. Recenzja

„Perfumiarka” Margit Walsø otwiera głowę i serce na zupełnie nowe doznania (nie tylko czytelnicze). Nie przegapcie tej aromatycznej, mądrej opowieści w nurcie feel-good.

Wielka to sztuka, żeby napisać książkę, która tak mocno działa na zmysły. W przypadku „Perfumiarki” siła opisów zapachu roślin jest tak sugestywna, że nie sposób się od nich uwolnić. Ta opowieść jest przesiąknięta delikatną wonią róży i słodką jaśminu. A to dopiero początek aromatycznej eksplozji, którą funduje Margit Walsø.

Wraz z Ingrid, główną bohaterką, wyruszamy do Prowansji, by nie tyle poznać tajniki tworzenia perfum, co przeprowadzić wraz z kobietą prywatne śledztwo. To właśnie z tym miejscem łączyło coś jej ojca. Na tyle silnego, że nie potrafił sobie po służbowych wyjazdach do Francji znaleźć sobie miejsca w domu w Norwegii, gdzie czekała na niego żona i córka. Niewielki flakonik, który został Ingrid w spadku po nim, stał się katalizatorem wyprawy o wielorakim znaczeniu – w głąb siebie, po prawdę i doświadczenia, które mnożą się błyskawicznie.

Dzięki niej stajemy się nie tylko świadkami, ale też uczestnikami niezwykłego wydarzenia – tworzenia nowej linii perfum, które mają stać się kolejnym odkryciem Chanel. Proces ich powstawania to ogromne wyzwanie dla prowincjonalnej fabryki perfum, ale to właśnie tutaj wśród pól lawendy i ogromnego rosarium rodzi się zapach, który zawładnie zmysłami na skalę światową.

Muszę przyznać, że „Perfumiarka” urzeka od samego początku. Zdecydowanie nie jest to kolejna banalna historia w przyjemnej scenerii. Autorka zaskakuje świeżym pomysłem i taką detalicznością w budowaniu świata przedstawionego, że należy jej przyklasnąć od samego początku aż do finału. Mimo tego że fabuła utrzymana jest w nurcie feel-good, nie oznacza to, że optymizm wylewa się z niej na każdym kroku. Wręcz przeciwnie, Margit Walsø pokazuje, że branża perfumeryjna to ciężki kawałek chleba okupiony pracą w pocie czoła i to dosłownie. Tutaj nie można spocząć na laurach. Trzeba działać pod dyktando przyrody, pilnować terminu zbioru poszczególnych roślin, a potem ich obróbki. Wszystko po to, by uzyskać idealne nuty zapachowe. Owszem, produkuje się też syntetyczne mieszanki, ale są one tylko dopełnieniem tego, co daje natura. I wszystko to jest mocno podkreślone w tej opowieści.

Dominacja wątku perfumeryjnego nadaje tempo tej książce, ale nie miałby on tak intensywnego wydźwięku, gdyby nie rozbudowanie warstwy obyczajowej o koligacje rodzinne i uczuciowe. Ich obecność i różnorodność tworzy w „Perfumiarce” przyjazny klimat. No i ta siła tradycji rodzinnej! Ale o tym musicie się już przekonać osobiście.

Po lekturze książki spojrzycie na swoje ulubione perfumy zupełnie inaczej. I odkryjecie w nich o wiele więcej aromatycznych akordów. Co więcej, otworzycie głowy i serce na zupełnie nowe doznania.

Margit Walsø, „Perfumiarka”, Wydawnictwo Literackie 2019

%d blogerów lubi to: