Archiwa blogu

Przyjaciele. Na dobre i na złe – Magdalena Trubowicz. Recenzja

Najlepszych przyjaciół poznaje się w biedzie, albo w jednej kamienicy. Nowa książka Magdaleny Trubowicz to lekka komedia, w której przez codzienność się płynie bez względu na okoliczności. Taki optymistyczny strzał, ale czy udany?

Książka „Przyjaciele. Na dobre i na złe” to początek komediowego cyklu, który ma potencjał, o ile autorka za bardzo nie popuści literackich cugli i nie popadnie w sztuczność w kreowaniu humorystycznej narracji, która wcale nie jest taka prosta, jak mogłyby się wydawać.

Trubowicz zabiera nas do niewielkiej kamienicy za sprawą Alicji, która przypadkiem staje się nową lokatorką. Tu przychodzi jej żyć obok Cypiska, Karola i Karoliny, a także Krzyśka i Igi. To mieszanka osobowości i doświadczeń na różnych polach życiowych, a także perspektyw na stabilizacją uczuciową i zawodową. Wsiąkamy w ich codzienność, ale nie ma za bardzo czasu poznać ich lepiej, bo wszystko mknie do przodu. Każdy ma jakieś problemy i wątpliwości, ale reszta potrafi to obrócić w żart, by potem spróbować pomóc. Nie da się ukryć, że są dla siebie wsparciem, ale jakoś osobiście zabrakło mi w bohaterach dojrzałości.

Motyw przyjaźni to temat rzeka, eksploatowany w polskiej literaturze w różnych konfiguracjach, mniej lub bardziej poważnie. Magdalena Trubowicz relacje tego typu ubrała w lekką, prześmiewczą konwencję, która bawi, ale momentami zahacza o infantylizm. I albo trzeba przymknąć na niego oko, albo dać się porwać tej opowieści bez rozpatrywania jej w żadnych kategoriach.

Próbowałam, ale gdzieś cały czas miałam wrażenie, że coś tu nie do końca jest dopracowane. Galopujące wątki niby obrazowały intensywny tryb życia bohaterów, ale jednocześnie dawały poczucie, że fabuła pędzi na złamanie karku i nie skupia się na żadnym z nich. Plusem są żywe dialogi, ale komizm sytuacyjny momentami kuleje i tworzy poczucie sztuczności. Książka „Przyjaciele. Na dobre i na złe” nie jest zła. Bawi, więc spełnia swoje podstawowe zadanie, ale osobiście oczekiwałam fabuły na trochę wyższym poziomie komediowym.

Magdalena Trubowicz, „Przyjaciele. Na dobre i na złe”, Czwarta Strona 2019

Reklamy

Perfumiarka – Margit Walsø. Recenzja

„Perfumiarka” Margit Walsø otwiera głowę i serce na zupełnie nowe doznania (nie tylko czytelnicze). Nie przegapcie tej aromatycznej, mądrej opowieści w nurcie feel-good.

Wielka to sztuka, żeby napisać książkę, która tak mocno działa na zmysły. W przypadku „Perfumiarki” siła opisów zapachu roślin jest tak sugestywna, że nie sposób się od nich uwolnić. Ta opowieść jest przesiąknięta delikatną wonią róży i słodką jaśminu. A to dopiero początek aromatycznej eksplozji, którą funduje Margit Walsø.

Wraz z Ingrid, główną bohaterką, wyruszamy do Prowansji, by nie tyle poznać tajniki tworzenia perfum, co przeprowadzić wraz z kobietą prywatne śledztwo. To właśnie z tym miejscem łączyło coś jej ojca. Na tyle silnego, że nie potrafił sobie po służbowych wyjazdach do Francji znaleźć sobie miejsca w domu w Norwegii, gdzie czekała na niego żona i córka. Niewielki flakonik, który został Ingrid w spadku po nim, stał się katalizatorem wyprawy o wielorakim znaczeniu – w głąb siebie, po prawdę i doświadczenia, które mnożą się błyskawicznie.

Dzięki niej stajemy się nie tylko świadkami, ale też uczestnikami niezwykłego wydarzenia – tworzenia nowej linii perfum, które mają stać się kolejnym odkryciem Chanel. Proces ich powstawania to ogromne wyzwanie dla prowincjonalnej fabryki perfum, ale to właśnie tutaj wśród pól lawendy i ogromnego rosarium rodzi się zapach, który zawładnie zmysłami na skalę światową.

Muszę przyznać, że „Perfumiarka” urzeka od samego początku. Zdecydowanie nie jest to kolejna banalna historia w przyjemnej scenerii. Autorka zaskakuje świeżym pomysłem i taką detalicznością w budowaniu świata przedstawionego, że należy jej przyklasnąć od samego początku aż do finału. Mimo tego że fabuła utrzymana jest w nurcie feel-good, nie oznacza to, że optymizm wylewa się z niej na każdym kroku. Wręcz przeciwnie, Margit Walsø pokazuje, że branża perfumeryjna to ciężki kawałek chleba okupiony pracą w pocie czoła i to dosłownie. Tutaj nie można spocząć na laurach. Trzeba działać pod dyktando przyrody, pilnować terminu zbioru poszczególnych roślin, a potem ich obróbki. Wszystko po to, by uzyskać idealne nuty zapachowe. Owszem, produkuje się też syntetyczne mieszanki, ale są one tylko dopełnieniem tego, co daje natura. I wszystko to jest mocno podkreślone w tej opowieści.

Dominacja wątku perfumeryjnego nadaje tempo tej książce, ale nie miałby on tak intensywnego wydźwięku, gdyby nie rozbudowanie warstwy obyczajowej o koligacje rodzinne i uczuciowe. Ich obecność i różnorodność tworzy w „Perfumiarce” przyjazny klimat. No i ta siła tradycji rodzinnej! Ale o tym musicie się już przekonać osobiście.

Po lekturze książki spojrzycie na swoje ulubione perfumy zupełnie inaczej. I odkryjecie w nich o wiele więcej aromatycznych akordów. Co więcej, otworzycie głowy i serce na zupełnie nowe doznania.

Margit Walsø, „Perfumiarka”, Wydawnictwo Literackie 2019

Vox – Christina Dalcher. Recenzja

Książka „Vox” budzi wewnętrzny gniew. I choć fabuła wydaje się być totalnie absurdalna, to gdzieś z tyłu głowy cały czas kołacze się pytanie – czy rzeczywiście ingerencja w prawa kobiet może posunąć się do tego, że będą mogły wypowiedzieć tylko 100 słów dziennie pod groźbą porażenia prądem? A to nie wszystko!

Książka Vox

W książce „Vox” Christiny Dalcher dominacja mężczyzna przybiera bowiem na sile do tego stopnia, że kobiety nie mają prawa podejmować żadnej aktywności zawodowej, a ich córki uczą się w szkole, jak zostać przykładną gospodynią domową. Inne umiejętności są bowiem zbędne. Co więcej, związki homoseksualne kobiet to największe zło karane zesłaniem do obozu pracy. Według takich wytycznych żyje rodzina dr Jean McClellan – znanej neurolingwistki. Kobieta do tej pory bardzo aktywna zawodowo i szanowana jako badacz staje się zwykłą kurą domową, bo tak postanowił amerykański rząd. Dzień za dniem narasta w niej wewnętrzny bunt, którego nie może wykrzyczeć. Limit słów to za mało, by powiedzieć, co się czuje. Nie mówiąc już o sprawnej komunikacji z mężem i synami, którzy mogą rozmawiać bez obaw i z córką, która nie rozumie, dlaczego nie może się odezwać na głos.

Feminizm w jakiejkolwiek postaci nie ma tu szans. Za to patriarchat i to źle pojmowany rośnie w siłę, bo taki jest rozkaz władzy. Główna bohaterka książki „Vox” dostaje jednak szansę na powrót do normalności. Jako naukowiec ma pomóc bratu prezydenta powrócić do zdrowia, a właściwie odblokować jego pamięć. Czy lek, który opracowuje rzeczywiście ma służyć w dobrym celu? Im bliżej końca projektu, tym więcej podejrzanych sytuacji i spisków. Jeśli rząd myśli, że trafił na stłamszoną kobietę, to grubo się myli. Jean pogrywa z nim bardzo ryzykownie, stawiając na szali nie tylko przyszłość swoją i swojej rodziny, ale też wszystkich kobiet. Kto kogo przechytrzy i jaki będzie finał tej historii?

Książka Christiny Dalcher trafia w czuły punkt kobiet, o którym co rusz huczy świat. To odważny głos w temacie walki o prawa kobiet. Autorka serwuje mocny kaliber, pokazując, jakie skutki społeczne i emocjonalne płyną za dosłownym odebraniem głosu. Choć cały czas mamy świadomość, że to fikcja literacka, to nie da się ukryć, że w epoce #MeToo trudno nie przekładać jej na tu i teraz. Przekaz tej szalenie współczesnej opowieści daje do myślenia.

Christina Dalcher, „Vox”, Muza S.A. 2019

Tam gdzie jesteś – Tomasz Betcher. Recenzja

Romans to ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o książce „Tam gdzie jesteś” Tomasza Betchera. W tej dojrzałej opowieści prym wiedzie dramat jednostki, którą życie doświadczyło na tyle brutalnie, że ma pokiereszowane nie tylko ciało, ale też serce i duszę. Czy niespodziewana pomocna dłoń okaże się na tyle silna, by wyrwać z otchłani?

Książka Tomasza BetcheraOn – bezdomny. Ona – właścicielka domu, do którego on się włamuje, by przeczekać zimę. Spotkanie tych dwojga najpierw wydaje się być epizodem, potem kpiną losu, by w rezultacie okazać się szansą dla obojga. Na co? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba dać się porwać opowieści, którą serwuje Tomasz Betcher. I nie szufladkować jej z góry jako ckliwego romansu, bo takiego tutaj nie dostaniemy. Autor istotę fabuły „Tam gdzie jesteś” przenosi bowiem w całkiem inne miejsce i na całkiem inny emocjonalny poziom, niż ten, który niosą porywy serca. I to jest ogromny walor tej historii

Narracja jest dynamiczna, ale Tomasz Betcher nie szarżuje z prędkością. Wszystko jest dawkowane z rozwagą. Oto do Adama – głównego bohatera los zdaje się wreszcie uśmiechać. Stawia mu bowiem na drodze Annę, która nie chce pozostać obojętna na bezdomność mężczyzny. Jej intuicja podpowiada jej bowiem, że na życiowe manowce trafił z ważnych powodów. Zanim przyjdzie jej poznać prawdę (czytelnikowi także), musi zmierzyć się z całym tabunem zdarzeń, które zdezorganizują jej dotychczasowe życie. Muszę przyznać, że autor świetnie wyważył moc poszczególnych wątków, dzięki czemu ich proporcje są w moim odczuciu wzorowe. A motyw bezdomności nie jest potraktowany po macoszemu.

Autor dowodzi, że człowiek człowiekowi może być ostatnią deską ratunku, także tego emocjonalnego. Jest to gest, na który warto się odważyć, by się przekonać, że dobro wraca i to w najmniej spodziewanej postaci. A miłość? No cóż – ona może być za to miłym skutkiem ubocznym.

Tomaszowi Betcherowi należą się gratulacje za opowieść, od której wszystko w środku pulsuje. I za emocje, które wprawiają w drganie serce i myśli. „Tam gdzie jesteś” to po prostu książka z klasą.

Tomasz Betcher, „Tam gdzie jesteś”, W.A.B. 2019

Muzyka Twojej duszy – Agnieszka Lis. Recenzja

Czy książka może być spokojna, a jednocześnie budzić sporo emocji? Może. Taka właśnie jest „Muzyka Twojej duszy” Agnieszki Lis. Losy dwojga artystów, którzy stanęli przed wyborem – miłość czy kariera? Nic tu nie jest jednoznaczne. A każda decyzja niesie za sobą emocjonalne mikrokataklizmy.

książka Muzyka twojej duszyPoczątek książki wcale nie zwiastuje tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Zaczyna się wręcz nudno od poznania nastoletniego introwertycznego Igora, który jakoś nie potrafi rozpędzić się na ścieżce do dorosłości. Jednocześnie autorka wprowadza nas też do świata pianistki Isabel. Wraz z rozwojem fabuły wszystko nabiera jednak nie tylko sensu, ale też smaku. Stajemy się bowiem świadkami dwóch artystycznych dróg prowadzących do absolutnego zatracenia. Czy da się podążać ślepo za pasją, nie raniąc przy tym nikogo? I czy w tym wszystkim w ogóle jest miejsce na miłość? Książka „Muzyka Twojej duszy” pęcznieje od takich dylematów z każdą kolejną stroną.

Dla mnie bardziej intrygujący niż sam pomysł fabularny był jednak sposób jego realizacji. Agnieszka Lis poszatkowała narrację, serwując opowieść raz z perspektywy Igora, a raz z perspektywy kobiety, która przez moment wydaje się być największą zagadką tej historii. Łatwo się jednak domyśleć, kim naprawdę jest zdolna artystka Isabel. Pytanie tylko, co się stało, że wszystko pogalopowało w taką stronę. I to w przypadku książki „Muzyka Twojej duszy” jest największym wabikiem na czytelnika. Dążenie do poznania prawdy i skutków pewnych decyzji.

Książka pozostawia jednak z niedosytem, a taki a nie inny koniec każe przypuszczać, że za jakiś czas poznamy dalszą odsłonę losów Igora i Elżbiety. Czy rzeczywiście?

Agnieszka Lis, „Muzyka Twojej duszy”, Czwarta Strona 2019

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

%d blogerów lubi to: