Archiwa blogu

Lato w Pensjonacie pod Bukami. Recenzja

Oto pensjonat, w którym myśli wracają na właściwe tory, a serce przestaje się bać. Tu łagodnieją konflikty, także te wewnętrzne i przybywa odwagi do stawienia czoła sobie, swoim emocjom i innym ludziom. Niby podróż rekreacyjna, a jednak w głąb siebie. I to bardzo głęboko. A to wszystko w zbiorze opowiadań „Lato w Pensjonacie pod Bukami”.

Znane polskie pisarki wzięły na warsztat malownicze miejsce i stworzyły historie, które są bardzo realne. Może gdzieś pobrzmiewa w nich echo banału, ale nie przeszkadza to delektować się tą lekką, a zarazem mądrą opowieścią o walce z najtrudniejszym wrogiem – samym sobą.

Motyw podróży ma bowiem w książce „Lato w Pensjonacie pod Bukami” drugie dno. Z jednej strony mamy urokliwe miejsce wypoczynku broniące się przed cywilizacją, w którym można dosłownie odetchnąć pełną piersią. Z drugiej zaś wyprawa tutaj staje się dla każdego bohatera jednocześnie kresem i początkiem czegoś. Ot, taka magia. Może to skutki pobrzmiewającej dookoła ciszy przerywanej śpiewem ptaków. A może otwarte serce właścicielki, która wiele widzi, ale o nic nie pyta, pozwalając swoim bohaterom na samodzielne decyzje. A może jeszcze świadomość, że jest się samemu ze swoimi myślami i uczuciami bardziej niż na co dzień i w związku z tym trzeba się z nimi skonfrontować. A może to wszystko razem?

Każda z przedstawionych tu historii broni się jako odrębny byt, ale dopiero gdy dobrniemy do ostatniej, przekonamy się, jak udanym eksperymentem jest książka „Lato w Pensjonacie pod Bukami”. Wszystkie opowieści tworzą bowiem spójną całość i to bardzo wiarygodną. Można się pośmiać. Można wzruszyć. Momentami można nie wierzyć lub mieć nieodpartą chęć popchania danego bohatera do szybszego podjęcia decyzji. I co najważniejsze, można tutaj odnaleźć własne lęki i potrzeby. Czy lektura tych opowiadań pozwoli nam spojrzeć na nie nieco inaczej? Warto się przekonać.

„Lato w Pensjonacie pod Bukami”, Wydawnictwo Filia 2019

Reklamy

Podróż po horyzont – Iwona Walczak. Recenzja

Czasem, żeby pójść do przodu, trzeba się cofnąć. Także emocjonalnie. Iwona Walczak w nowej książce „Po horyzont” zabiera w podróż, która ma przynieść bohaterce oczyszczenie. Czego dowie się o sobie, gdy zacznie słuchać innych?

Książka Po horyzontGdy w głowie panuje zamęt, a w sercu niepewność – najlepszym lekarstwem jest odcięcie się od wszystkiego w myśl zasady, że tylko dystans może nas uratować. Niby nic odkrywczego, ale czasem oczywiste prawdy warto co jakiś czas przypominać, by odżyły w nas i zmusiły do działania. Na tym motywie Iwona Walczak zbudowała fabułę książki „Po horyzont”.

Agnieszka – główna bohaterka czuje, że stanęła w miejscu. Niepewna swoich uczuć do Wiktora, mająca dość pracy w korporacji i usiłująca znaleźć wspólny język z matką, postanawia odciąć się od wszystkiego. W tym celu wyrusza do Grecji, ale kierunek ten nie jest przypadkowy. Kobieta postanawia odnaleźć przyjaciółkę rodzicielki, z którą ta nie ma kontaktu. Nie ma pojęcia, jak ta wyprawa zmieni wszystko.

Iwona Walczak nie pozwala jej odetchnąć. Stawia na jej drodze różnych ludzi, którzy pokazują, jak można żyć inaczej i że nie ma recepty na udane życie. A to, jak się przekonamy, pisze zaskakujące scenariusze. Autorka konfrontuje ze sobą nie tylko teraźniejszość i przeszłość, ale też wyobrażenia, które hodujemy w głowie. Może warto pozwolić dojść do głosu tym, które nie są oderwane od rzeczywistości?

„Po horyzont” to książka o odkrywaniu samego siebie i pokonywaniu lęku. A ten może mieć różne natężenie, które ewoluuje, jeśli stoimy w miejscu, biernie czekając na to, co przyniesie kolejny dzień. Iwona Walczak po raz kolejny snuje mądrą narrację, która skłania do refleksji.

Iwona Walczak, „Podróż po horyzont”, Replika 2018

Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski. Recenzja

Książka „Jak zawsze” to refleksyjna podróż w stylu „co by było, gdyby…”? Tyle, że tutaj gdybanie nie jest wyłącznie teoretyczne. Zygmunt Miłoszewski konfrontuje swoich bohaterów z życiem, które mogło mieć całkiem odmienny scenariusz. Czy warto tęsknić za czymś, czego nie przeżyliśmy, bo obraliśmy inny kierunek? A co, jeśli wybory, których dokonaliśmy, skierowały naszą codzienność na najlepszą z możliwych ścieżek? Czy ewentualne błędy przeszłości powinny w ogóle dojść do głosu?

Nowa książka Zygmunta MiłoszewskiegoOna i on. Za nimi już wiele, w tym 50 lat związku. Sędziwy wiek i wszystkie jego „uroki” nie przeszkadzają im jednak choćby cieszyć się seksem. Kolejna rocznica to dla Grażyny i Ludwika nie tylko czas na wspominanie tego, co dobre, ale też refleksję nad tym, co mogli zrobić, a nie zrobili. To pragnienie ma u Zygmunta Miłoszewskiego ogromną moc sprawczą, bo pozwala obudzić się bohaterom w latach młodości. I wtedy zaczyna się dziać.

Bo oto znów są w sile wielu, a cały świat stoi przed nimi otworem, ale Polska, do której wracają, jest inna. Autor zabiera ich w podróż do alternatywnego kraju, na który mogą spojrzeć z dystansem, mając większość wydarzeń za sobą. Tyle że teraz wszystko jest jakieś absurdalne, zmierzające w dziwną stronę, a tu jeszcze trzeba walczyć o miłość.

Książka „Jak zawsze” w pewien sposób uosabia niepokoje wszystkich. Bez wyjątku. Nie ma chyba osoby, której nigdy nie przemknęło przez głowę, co by się stało, gdyby postąpiła inaczej, pokochała kogoś innego. Patrząc na bohaterów, można zerknąć przy okazji na swoje życie i bardziej docenić to, co się ma. Czy warto kusić los i próbować go oszukać?

Narracja prowadzona z dwóch perspektyw uwypukla emocje każdej postaci z osobna, w efekcie tworząc jednak emocjonalny portret pary, która próbuje zaznać czegoś, co kiedyś porzuciła, by być razem. Dokąd doprowadzi ich ta szansa? Czy zrzucą z siebie uczucie, które łączyło ich przez 50 lat i znajdą szczęście u boku kogoś innego? Zygmunt Miłoszewski książką „Jak zawsze” kreuje literackie novum w mówieniu o bliskości. I trafia to do mnie. I porusza. I chciałabym więcej.

Zygmunt Miłoszewski, „Jak zawsze”, W.A.B 2017

Podróże z owocem granatu – Sue Monk Kidd. Recenzja

Podróż, która zmienia perspektywę i odziera z marazmu. Ale wszystko to potoczyłoby się zapewne inaczej, gdyby książka ta nie traktowała o relacjach między matką a córką. Ten wątek jest tutaj dominujący i szalenie nasycony emocjami.

Książka Podróże z owocem granatuSue Monk KiddAnn Kidd Taylor wcale nie porwały się z motyką na słońce, decydując się na napisanie książki „Podróże z owocem granatu”. Co więcej, miały sporo odwagi, by obnażyć przed wszystkimi jakąś część swojego wewnętrznego świata. To bardzo nietypowa powieść autobiograficzna ukazująca mnóstwo zwątpień i poszukiwanie sensu. Obu kobietom towarzyszy pytanie – „co dalej”? Z życiem, z pracą, z uczuciami. Obie próbują dojrzeć do zrozumienia pewnych kwestii i podjąć kolejne kroki.

Podróż biegnie tutaj dwutorowo. Z jednej strony ma ona charakter poznawczy, z drugiej to trudna wyprawa w głąb siebie, swoje myśli i uczucia. Motyw podróży został tutaj bardzo głęboko osadzony w relacjach między matką i córką. Każda z nich przemierza własną prywatną trasę emocjonalną, choć ramię w ramię kroczą przez ścieżki w poszczególnych krajach.

Książce „Podróże z owocem granatu” bardzo dobrze posłużyła narracja rozpisana na dwa głosy. Dzięki temu te same chwile możemy widzieć z dwóch perspektyw. Urzekają szczerością i rozedrganiem emocjonalnym, które ma całkiem inne źródło. Pozorne oddalenie podszyte jest tęsknotą i troską. Bohaterki przyglądają się sobie ukradkiem, badają swoje reakcje, ważą słowa, by się nawzajem nie skrzywdzić. Z jakim skutkiem?

Sue Monk Kidd i Ann Kidd Taylor napisały książkę bardzo prywatną, momentami mocno melancholijną. Poza ospałą narracją, pozbawioną nagłych zwrotów akcji i fajerwerków trudno zarzucić tej opowieści coś więcej. Autorki wystawiły swoje relacje na światło dzienne, pokazując, że nadwątlone więzi można naprawić. Trzeba jednak do tego chęci i dialogu. Bez nich próba ocalenia takich uczuć może się nie udać.

Sue Monk Kidd, Ann Kidd Taylor, „Podróże z owocem granatu”, Wydawnictwo Literackie 2016

Premiera książki 17.03.2016 r.

Inne książki Sue Monk Kidd:

Czarne skrzydła

Opactwo świętego grzechu

Moje pierwsze imago – Anna Purowska. Recenzja

Płytkie dialogi, problemy sercowe o słabej sile rażenia i narracja przypominająca sprawozdanie z wycieczki szkolnej. Oto przepis na nudną książkę, która nie przynosi żadnej refleksji. Co więcej, okazuje się zupełną stratą czasu.

Książka Anny PurowskiejTakie „dzieło” wyszło spod pióra Anny Purowskiej. „Moje pierwsze imago” zawodzi już na samym początku, kiedy to główna bohaterka zaczyna utyskiwać na swój nędzny żywot uczuciowy. Wciąż jednak łudziłam się, że może to tylko felerny start i zaraz będzie lepiej. Kolejne strony nie przynosiły jednak nic ciekawego. Niby podróż w głąb siebie, ale jakaś spłycona. Niby nowy poryw serca, ale jakiś niepewny. Niby nowe priorytety, ale jakieś niedookreślone. Dla mnie to wszystko za mało. Anna Purowska być może miała jakiś punkt zaczepienia i wstępny pomysł, ale nie został on sensownie zrealizowany. Podobnie jak motyw podróży. Tej realnej i tej wewnątrz siebie. Trochę to wszystko po łebkach.

W czasach, kiedy wydanie książki jest coraz łatwiejsze a etykieta pisarza przylega do autora wraz z debiutem bez względu na jakość, jestem coraz bardziej przekonana, że niektóre teksty mimo zapewne dużych ambicji autorów powinny jednak spoczywać na dnie szuflady tudzież w folderze na komputerze. Ich ujawnienie światu może być bowiem strzałem w stopę, a nie nową jakością w literaturze. Ryzyko nie zawsze się opłaci. I tak jest w moim odczuciu w przypadku książki „Moje pierwsze imago” Anny Purowskiej. Nie broni się ona kompletni niczym. A już dawno nie byłam tak rozczarowana.

Anna Purowska, „Moje pierwsze imago”, Papierowy Motyl 2015

%d blogerów lubi to: