Archiwa blogu

Cześć, co słychać? – Magdalena Witkiewicz. Recenzja

Cześć, co słychać? – niewinne pytanie, które może obudzić lawinę wspomnień i stać się katalizatorem impulsywnych decyzji. Magdalena Witkiewicz znów trafia w samo sedno.

Książka Cześć co słychaćNajnowsza książka autorki to wnikliwa wiwisekcja emocji, które rodzą się pod wpływem sentymentów i których, jak się okazuje, lepiej nie budzić. Boleśnie przekonuje się o tym Zuzanna, główna bohaterka. Zbliżająca się 40-stka nie napawa szczęściem. Bilans zysków i strat jest mocno zachwiany, a stabilizacja okazuje się pozorna. U progu tej psychologicznej bariery stoją też koleżanki Zuzanny. Każda z nich inaczej ułożyła sobie życie. Każda inaczej znosi kryzys wieku średniego. I każda dostanie lekcję, którą spróbuje odrobić. Z jakim skutkiem?

Dobrze prowadzona narracja, gradacja emocji, realnie odmalowane nastroje to przepis na książkę traktującą o ciemnej stronie uczuć. Tych nie do końca wypalonych, którym wystarczy iskierka wspomnień, by uśpić czujność. Magdalena Witkiewicz nie uciekła w banał, romantyczne banialuki. Jej proza mocno trzyma się realnego życia i pokazuje jego wszystkie kolory. Tym razem skupiając się na tych mniej różowych.

Z książki „Cześć, co słychać?” płynie prosta lekcja – na bok sentymenty. Zostawmy przeszłość za sobą, bo jej powiew w dobrze poukładanym życiu może wszystko zniszczyć. Nieodwracalnie. I warto to mieć gdzieś z tyłu głowy. Nieustannie.

Magdalena Witkiewicz, „Cześć, co słychać?”, Filia 2016

Zobacz również inne książki Magdaleny Witkiewicz:

Po prostu bądź

Pierwsza na liście

Szczęśliwy dom – Krystyna Mirek. Recenzja

W moim odczuciu to najlepiej skonstruowana powieść Krystyny Mirek. I najbardziej współczesna, jeśli chodzi o poruszone problemy – samotne macierzyństwo, rozpadające się związki, źle ulokowane lub przekłamane uczucia. Bez wątpienia to również kolejna w twórczości autorki bardzo udana wiwisekcja relacji międzyludzkich. Tym razem otwierająca sagę rodzinną „Jabłoniowy Sad”.

Szczęśliwy dom Krystyna MirekDom – to miejsce, do którego chce się wracać. I w żadnym razie nie są to cztery ściany, ale wszystko to, czym są przesiąknięte i co lub kto w nich się znajduje. W takim przekonaniu mnie wychowano. To zapewne jeden z powodów, dla których najnowsza książka Krystyny Mirek  trafiła do mnie bardzo mocno.

Niby jest sielsko, niby ciepłe uczucia wylewają się ze stron książki, ale wszystko to stanowi dobre tło dla prawdziwych emocji targających całą rodziną. Nie tylko córki Heleny i Jana mają, czego szukać i od czego uciekać. Oni sami również zmagają się z uczuciami i zakorzenionymi w przeszłości. A te wcale nie potrafią ostygnąć.

„Szczęśliwy dom” to pierwsza część sagi rodzinnej „Jabłoniowy Sad”. I moim zdaniem strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o literackie kreacje bohaterów. Ich ogromną zaletą jest zaskakująca naturalność. Nie ma tu żadnych papierowych zachowań, Im bardziej poznamy poszczególnych członków rodziny, tym więcej odnajdziemy w nich własnych zachowań, sposobu myślenia czy podejścia do życia. Sprzyja to utożsamieniu się z nimi, a co za tym idzie potęguje odbiór całej książki. Doskonale wczułam się w emocjonalne rozterki sióstr i ich potrzebę chronienia się w miejscu uznanym za w pełni bezpieczne. Z tego się nie wyrasta. Po prostu.

„Szczęśliwy dom” to historia opowiedziana lekko, empatycznie i wciągająco. Ale taki już urok Krystyny Mirek i poniekąd wyznacznik jej twórczości. Jednocześnie narracja ta mocno nakierowuje na to, co w życiu najważniejsze. Warto to sobie ponownie przypomnieć lub dostrzec, bo czasem właśnie to stanowi największe wyzwanie.

W przygotowaniu kolejne książki w serii „Jabłoniowy Sad” – „Rodzinne sekrety” i „Spełnione marzenia”.

Krystyna Mirek, „Szczęśliwy dom”, Wydawnictwo Filia 2015

Przeczytaj również recenzje innych książek Krystyny Mirek:

Podarunek

Szczęście all inclusive

Miłość z jasnego nieba

Droga do marzeń

Pojedynek uczuć

Lepsze życie – Anna Gavalda. Recenzja

Anna Gavalda nigdy nie epatuje słowami, ale zawsze potrafi nimi celnie uderzyć w emocje czytelnicze. Potrafi poruszyć i skłonić do refleksji nad różnymi aspektami naszego życia. Prawdziwy literacki majstersztyk. Taka właśnie jest jej najnowsza książka „Lepsze życie”.

Anna Gavalda Lepsze życieNic nie mogę poradzić na to, że ta autorka skutecznie uwodzi mnie słowem w każdej swojej powieści. Misternie uplecione historie bardzo wnikliwie portretują to, co Gavalda chce pokazać. Tym razem stajemy się obserwatorami emocjonalnych rozgrywek w dwóch pozornie różnych historiach młodych ludzi.

Ona i on. Łączy ich młody wiek, Paryż i ogromna pustka, którą w sobie noszą. Skutecznie ją jednak zagłuszają. Dopiero dwie niby nic nieznaczące sytuacje w ich życiu sprawiają, że trybiki ich dotychczasowego myślenia wkraczają na całkiem inne tory. Banalne epizody sprawiają, że zaczynają dostrzegać jałowość swojej codzienności, a potem podejmują ryzyko, by posmakować innego życia, innych emocji. Czy lepszych? Trudno oceniać decyzje bohaterów. O wiele lepiej potraktować je jako świetnie opisaną lekcję wewnętrznych utarczek, które każdy z nas spycha w otchłań.

Anna Gavalda książką „Lepsze życie” wbija trochę kij w przysłowiowe mrowisko. W tym przypadku jest nim nasza codzienność, która nie zawsze wygląda tak jak byśmy tego chcieli, ale z czasem powszednieje na tyle, że byle bodziec potrafi nadać jej nowego blasku. Autorka udowadnia, że przypadek ma wielką moc sprawczą. I często jest katalizatorem ogromnych zmian nie tylko na poziomie emocjonalnym. Po raz kolejny Gavalda uświadamia, że każdy z nas nosi w sobie jakąś pustkę, każdy odczuwa jakieś lęki (często niewypowiedziane) i każdy tęskni za prawdziwym uczuciem. Niby banalne, a jednak uderzające w najczulsze struny.

Anna Gavalda, „Lepsze życie”, Wydawnictwo Literackie 2015

Przeczytaj również:

Recenzja książki „Billie” Anny Gavaldy

Recenzja książka „Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał” Anny Gavaldy

Tylko przy mnie bądź – Joanna Sykat. Recenzja

Zaskakująca, momentami mocno abstrakcyjna, a przy tym szalenie trafnie obrazująca materialne podejście do życia, w którym na znaczeniu tracą znacznie ważniejsze wartości. Oto Joanna Sykat i jej najnowsza książka o bardzo niepozornym tytule „Tylko przy mnie bądź”. Romantycznego pitu-pitu nie uświadczymy tutaj ani odrobinę.

Tylko przy mnie bądź Joanna SykatLektura tej książki zdaje się być snem, w który zanurzamy się powoli, by wreszcie wpaść w jego otchłań. Ta oniryczna literacka pułapka ma jednak swój cel. Autorka w niebanalny sposób próbuje zwrócić uwagę na degradację relacji społecznych kosztem pracoholizmu. Wizja świata, do którego nas zabiera jest intrygująca, ale też przerażająca.

Oto stajemy się obserwatorami zamkniętej placówki-kopuły, w której liczy się praca, praca i jeszcze raz praca. Oprócz niej nie ma żadnego życia. Trudno bowiem nazwać egzystencją to, w jaki sposób zachowują się bohaterowie. Są totalnie wypaczeni ze wspomnień i emocji. Jakichkolwiek. Nie potrafią współodczuwać, bo obce są im zwyczajne, ludzkie reakcje. O ile jeszcze Marta próbuje cokolwiek w sobie zachować, łamiąc reguły, o tyle Wiktor zatracił się już kompletnie.

Tę smutną wizję autorka próbuje przełamać pokazaniem świata po drugiej stronie. Konfrontacja bohaterów z tym, od czego uciekli i co poświęcili, a za czym jednak gdzieś podświadomie tęsknią wprowadza do całej fabuły światełko nadziei, że być może nie można do końca wyzbyć się uczuć. I przy tej myśli pozostanę.

„Tylko przy mnie bądź” to książka dla wszystkich, którzy uparcie myślą, że źródłem szczęścia są pieniądze. Ta swoista terapia wstrząsowa powinna zrzucić klapki z oczu tym, którzy pogubili się we współczesności zdominowanej przez materializm. Póki nie jest za późno. Póki jeszcze mają co ocalić.

Joanna Sykat, „Tylko przy mnie bądź”, Replika 2014

Przeczytaj również:

Joanna Sykat – Jesteś tylko mój

Zagubione niebo – Katarzyna Grochola. Recenzja

Jakże trudno zdobyć aprobatę czytelnika, kiedy fabuła oscyluje wokół powtarzalnych motywów.

Zagubione nieboKatarzyna Grochola nie postawiła na innowacyjność. Powróciła z książką napisaną w stylu, który już przyniósł jej popularność. Lekkie opowiastki zamknięte w powieści „Zagubione niebo” stanowią lekturę przyjemną, ale też mało wymagającą. Wszystko podane jest na tacy, a całość kipi dobrymi zwrotami akcji. Trudno zresztą, żeby było inaczej. Wszak optymistyczne rozwiązania to jedna z cech twórczości Grocholi.

Tym razem autorka zebrała w jedną całość historie, których motywem przewodnim jest złapanie szczęścia za ogon. Bohaterowie podejmują różne próby, by właśnie ono stało się dominantą w ich życiu. Dążą do tego bardziej po omacku i ucząc się na błędach, niż świadomie i konsekwentnie, ale w efekcie osiągają wymierne rezultaty. Przypadkowo splątane losy pokazują, że każdy dzień może stać się najważniejszym w życiu.  I to by było właściwie na tyle.

Książka „Zagubione niebo” jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że literatura okrzyknięta mianem kobiecej umocniła się na tyle na rynku wydawniczym, że niewiele już tutaj zaskakuje. Niestety, Katarzyna Grochola swoją najnowszą powieścią udowadnia, że trudno wkupić się w czytelnicze łaski fabularnym pomysłem, kiedy cały tabun pisarek pojawiających się co rusz pisze na jedno kopyto, jedynie mniej lub bardziej szafując emocjami i problemami. I właśnie dlatego „Zagubione niebo” niknie w pamięci błyskawiczne, choć nie jest książką złą. Katarzyna Grochola może być jednak spokojna o sukces, bo wśród dużej konkurencji jej siłą jest nie tylko nazwisko, ale też charakterystyczny styl tętniący humorem nie do podrobienia. A i grono wiernych fanów też robi swoje.

Katarzyna Grochola, „Zagubione niebo”, Wydawnictwo Literackie 2014

%d blogerów lubi to: