Archiwa blogu

(Nie)młodość – Natasza Socha. Recenzja

Starość nie radość, młodość nie wieczność – mawiała moja babcia. Książka Nataszy Sochy genialnie potwierdza to porzekadło, jednocześnie pokazując, że te dwa światy mogą funkcjonować w pełnej symbiozie, o ile obie strony otworzą się na dialog i dadzą sobie szansę.

Okładka książki NiemłodośćAle zanim do tego dojdzie, zarówno w książce jak w i życiu, trzeba wiele utarczek światopoglądowych i odrobiny dobrej woli, by zaakceptować to, co jest naturalną koleją rzeczy i czego zmienić się nie da. Można za to oswoić sytuację i odnaleźć w niej kilka pozytywów.

W książce „(Nie)młodość” dostajemy dwie historie, które autorka zgrabnie i szybko łączy w jedną, ale narracja wciąż płynie dwutorowo. I ten zabieg przynosi tej opowieści same korzyści, bo doskonale odzwierciedla dwa spojrzenia na te same sytuacje. Z jednej strony mamy więc 30-letnią Martę, która z braku innej opcji zawodowej staje się częścią załogi domu opieki Hebe. A trzeba podkreślić, że jest to dla niej wyzwanie, bo starych ludzi po prostu nie znosi. Z drugiej strony zaś mamy ponad 70-letnią Klarysę, która trafia tutaj pod opieką, przed którą się broni, a której potrzebuje z racji postępującej demencji. W obu kobietach rodzi się gigantyczny bunt na zaistniałą sytuację. I gdy stają na swoje drodze, to iskrzy.

W konsekwencji dostajemy mamy tutaj dawkę rewelacyjnych dialogów, przepełnionych nawet wulgaryzmami adekwatnymi do danej chwili. Jakże to naturalne! Natasza Socha nie wciska swoich bohaterek w jakieś sztywne ramy, ale poprzez ich aktualny status w życiu pokazuje, że na różnych jego etapach czekają na nas zakręty, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Klarysa nie godzi się na taką starość, chce jeszcze coś przeżyć. Marta niby cieszy się swoją młodością, ale ma na koncie kilka błędów, przez które wciąż jest w punkcie startu. A Klarysa wie, jak uniknąć kolejnych, bo niejedno już przeżyła. Wystarczy jej posłuchać.

„(Nie)młodość” to książka, w której Natasza Socha rozprawia się z kolejnym stereotypem społecznym. Starość staje tu na jednej szali z utratą kobiecości. Czy ta rzeczywiście przemija wraz z wiekiem? Wszystko to podane w świetnie skonstruowanej fabule, która skrzy się komizmem sytuacyjnym. Ironiczna postawa starszej z bohaterek jest dla niej bronią na to, co się dzieje. A dla czytelnika to niebywała przyjemność obcowania z tak charakterną bohaterką, szczególnie kiedy w jej lekcjach serwowanych Marcie słychać echo słów własnych dziadków.

Ta książka stała się dla mnie źródłem niebanalnej lektury, humoru, ale też wzruszeń. Te ostatnie jednak pojawią się tylko w momencie, jeśli w postaci Klarysy odnajdziemy kogoś bliskiego. Ja odnalazłam.

Natasza Socha, „(Nie)młodość”, Edipresse Książki 2019

Zobacz również inne książki Nataszy Sochy:

„(Nie)piękność”

„(Nie)miłość”

„Pokój kołysanek”

Reklamy

(Nie)piękność – Natasza Socha. Recenzja

Spójrz w lustro, a na pewno nie zobaczysz w nim osoby, którą naprawdę jesteś. Taka już klątwa naszych czasów, że gonimy za tym co nieosiągalne, gubiąc jednocześnie po drodze to, co w nas najlepsze. I po co? Książka „(Nie)piękność” Nataszy Sochy to genialny manifest przeciwko kultowi piękna.

NiepięknośćDwie bohaterki – Nasturcja i Paulina. Różni je wiek, sposób życia i poczucie piękna. Pierwsza postrzega siebie w najgorszych możliwych kategoriach i stroni od ludzi. Druga, choć nie można odmówić jej wyjątkowej urody, płaci za nią ogromną cenę. Nasturcja podziwia Paulinę ukradkiem, przez okno. Jej wygląd to dla zakompleksionej dziewczyny synonim udanego życia. Bo czy ktoś, kto ma taką prezencję, może mieć pod górkę?

Natasza Socha przecina ich drogi, by skontrastować urodę i brzydotę. To spotkanie staje się fenomenalną psychoterapią dla obu kobiet, a także czytelników. Oto bowiem okazuje się, że choć Nasturcję i Paulinę dzieli wszystko, to mają wspólny mianownik. Są samotne i zaszczute przez media lansujące konkretne wzorce kobiecości. Pierwsza czuje, że nigdy nie doskoczy do takiego pułapu cielesności. Druga niszczy siebie, by go utrzymać w ryzach. Rozmowa za rozmową, mimochodem stają się dla siebie wsparciem. Przede wszystkim jednak zaczynają spoglądać na siebie przychylniej w lustrze. A naturalność, której przestają się wstydzić, jest dla nich gigantycznym odkryciem wprowadzającym ich życie na całkiem nowe tory.

Natasza Socha z każdą kolejną książką nieco rewolucjonizuje nie tylko polską literaturą obyczajową, ale też to, co siedzi w głowie kobiet, które sięgają po jej opowieści. Są one bowiem lustrzanym odbiciem współczesnych związków i portretem nas samych. Dosadnym i obnażającym to, o czym się głośno nie mówi. I tak szalenie potrzebnym. Szczególnie w czasach, w których szufladkujemy się na potęgę w każdej dziedzinie życia.

Mam poczucie, że dla każdego czytelnika „(Nie)piękność” będzie bombą z opóźnionym zapłonem. Albo bowiem odczytamy w niej własne zachowania, albo kogoś z najbliższego otoczenia. Może nie stanie się to od razu, ale kiedy już do tego dojdzie, zadamy sobie kluczowe pytanie – po co to wszystko? To, co z nim zrobimy i jak będziemy patrzeć na siebie po lekturze tej książki, zależy już tylko od nas.

To opowieść ku refleksji. I to takiej, która sięga do najgłębszych zakamarków. Bo może na początek wystarczy pokochać siebie w pełnej krasie? Tylko tyle i aż tyle.

Natasza Socha, „(Nie)piękność”, Edipresse Książki 2019

 

Zobacz również:

„(Nie)miłość”

Pierwsza miłość. Recenzja

Co zostawia w sercu pierwsza miłość? Czy jest przypisana tylko do młodego wieku? Co zmienia w nas, że potrafimy iść przez życie z kimś innym? W zbiorze opowiadań „Pierwsza miłość” sporo pytań tego typu, ale też odpowiedzi na nie. Wszak uczucie to nie ma jednej twarzy.

Książka Pierwsza miłośćPierwsza miłość nie liczy dni. Może trwać tydzień, miesiąc lub rok. Czasem całe życie. Zawsze jednak zostawia w sercu wspomnienie na lata. Takie, którego nie jest w stanie zatrzeć ani upływ czasu, ani kolejne związki. Pierwsza miłość nie pyta też o wiek. Może zdarzyć się w dowolnym momencie życia i nie pozostawia wówczas wątpliwości, że czekało się właśnie na nią, choć wydawało się, że znamy już miłość od podszewki. Wszystko dlatego, że uczuciu temu towarzyszą objawy fizyczne, a chemia mózgu w pakiecie z nagłym porywem serca stanowi mieszankę wybuchową. I właśnie o tym traktuje zbiór opowiadań „Pierwsza miłość”.

Swoją literacką obecność w tej książce zaznaczyło wiele popularnych pisarek, m.in. Agnieszka Lis, Karolina Wilczyńska, Natasza Socha, Agnieszka Krawczyk, Agata Przybyłek czy Joanna Szarańska. A to nie wszyscy. Przyznam, że z ciekawością zabrałam się do lektury, bo lubię krótkie formy. Zamknięcie w nich treści, która zaintryguje i będzie się sama broniła jest trudniejsze, niż napisanie długiej opowieści. I zwykle obnaża co nieco, niekoniecznie walory literackie. W przypadku tego zbioru trzeba przymknąć oko i wziąć pod uwagę, że nie o szczyty pisarstwa w nim chodzi, ale lekki powrót do wspomnień. Taki, który wywoła drżenie serca. I od którego policzki pokryją się rumieńcem. I to się wszystkim autorom udało.

Jeśli jednak przyjrzeć się poszczególnym tekstom z osobna, to banał totalny staje tu w opozycji do opowieści dojrzałych. I kiedy jedne nie budzą niczego poza delikatnym uśmiechem, inne wywołują przyjemny dreszcz, za którym stoi brak sztampy. Mam jednak wrażenie, że nie o jakość tym razem chodzi. A o miłość. I dla niej właśnie życie pisze rozmaite scenariusze, także te banalne.

Zbiór opowiadań „Pierwsza miłość”, Czwarta Strona 2019

(Nie)miłość – Natasza Socha. Recenzja

Książka „(Nie)miłość” to nie tylko wiwisekcja rozpadu małżeństwa. Mam wrażenie, że to literacka kuracja związku, w którym miłość zamieniła się miejscem z obojętnością. Natasza Socha torpeduje emocjonalnie w najlepszym stylu. Dojrzale, naturalnie i z nutką niedopowiedzenia.

Książka NiemiłośćOna i on. Razem ze sobą od wielu lat, ale coraz częściej obok siebie. Fizycznie i emocjonalnie. Obojgu kołacze w głowie wizja rozwodu, ale żadne z nich nie ma odwagi wziąć odpowiedzialności za ten pierwszy, najważniejszy krok w jego stronę. I wtedy los bierze sprawy w swoje ręce. Dochodzi do wypadku, po którym codzienność Cecylii i Wiktora zmienia się diametralnie, ale czy na lepsze?

Okazuje się bowiem, że Wiktor czuje się w obowiązku zaopiekować się żoną, która nie może chodzić. I jest to jego naturalna reakcja, bo jakże mógłby postąpić inaczej? Dla Cecylii z kolei to walka nie tylko o powrót do sprawności, ale też o dialog z własnym mężem, który chyba nie jest do końca taki zły, skoro tak się stara.

W obojgu bohaterów buzuje od skrajnych emocji. Mają bowiem co nieco za uszami, nie są wobec siebie szczerzy, ale widać wyraźnie, że łączące ich latami uczucie chyba się jednak do końca nie wypaliło, choć oboje długi czas przekonują samych siebie, że potrzebują nowych bodźców i nowych porywów serca. Że jeszcze chcą zapewnienia o własnej atrakcyjności w oczach innych. Czy w ich przypadku rzeczywiście można już mówić o (nie)miłości?

Natasza Socha zbudowała narrację rozpisaną na dwa głosy – żeński i męski, dzięki czemu poznajemy dwie strony medalu. Wiktor przeżywa upojne chwile z kochanką, ale ma dla niej coraz mniej czasu, bo jego całą uwagę skupia chora żona. Cecylia zaś szuka potwierdzenia swojej kobiecości w internetowych serwisach randkowych, ale zaczyna doceniać troskę męża i choć twierdzi, że już go nie kocha, to boli ją jego zdrada. Czy codzienność po wypadku jest dla nich deską ratunkową czy krokiem w stronę totalnego rozłamu? Wcale nie jest to takie oczywiste.

W jaką stronę zmierzą bohaterowie? I z kim widzą się w przyszłości? Książka „(Nie)miłość” nieźle mąci w sercach i umysłach czytelnika, bo naturalizm tej opowieści nie pozwala stanąć jednoznacznie po którejś ze stron. Autorka pokazuje, co doprowadziło ich do tego miejsca i daje im szansę na naprawienie relacji. Robi to w swoim dobrze znanym stylu, z dużą dozą mądrości i odwagi w kreowaniu bohaterów, którzy nie są ani odrobinę kryształowi. A finisz tej opowieści nie pozostawia wątpliwości co do umiejętności Nataszy Sochy w szarpaniu emocjami czytelnika.

Natasza Socha, „(Nie)miłość”, Edipresse Książki 2019

Zobacz inne książki autorki:

„Pokój kołysanek”

„Mgły Toskanii”

Pokój kołysanek – Natasza Socha. Recenzja

Wiecie, że można ukołysać nie tylko do snu, ale też do życia? Dowodzi tego Natasza Socha w książce „Pokój kołysanek”. To mądra opowieść o niezwykłej mocy dotyku. Trudno się nie wzruszyć.

Książka Pokój kołysanekJoachim ma 85 lat i wolny czas spędza jako wolontariusz w szpitalu położniczym. Miejscu, w którym zaczyna się nowe życie, ale jego początki nie zawsze są radosne. Wcześniaki mają bowiem różne problemy zdrowotne, a codzienność dyktują kolejne silniejsze oddechy i dodatkowe gramy na wadze. To właśnie im starszy mężczyzna oddaje całe swoje serce. Regularnie je przytula i opowiada im historie ze swojego życia, próbując też w ten sposób walczyć ze swoimi demonami – samotnością i tęsknotą za utraconą miłością. Czy w tym wieku można jeszcze cokolwiek naprawić?

Książką „Pokój kołysanek” Natasza Socha po raz kolejny mocno zapisze się w pamięci czytelników i na pewno zyska grono nowych. W tej opowieści dostrzec bowiem można nie tylko doskonały pomysł fabularny. Jej siłą jest na wskroś szczere i empatyczna poprowadzenie historii, którą pochłania się zachłannie i która chwyta za serce. Nie ma tu jednak banalnej, kształtowanej usilnie ckliwości. Wzruszenie chwyta za gardło mimochodem.

Choć autorka łączy dwie jakże różne historie, to robi to z ogromną precyzją, dbając o ich wiarygodność. W efekcie ta narracja jest przesiąknięta potrzebami, o których realizację nie prosi się głośno. Wszystko zaś i tak sprowadza się do tej głównej – potrzeby miłości. Wszak ta ma całą paletę odcieni i konfiguracji. I w „Pokoju kołysanek” widać to jak na dłoni.

Ta książka niesamowicie wzrusza! I jak żadna podkreśla cudowną rolę dotyku, który dla noworodków, a zwłaszcza wcześniaków okazuje się być cichym argumentem do tego, by walczyć o życie. Pokazuje też, że przytulacz dzieci to rola szalenie ważna i odpowiedzialna. Taka, którą z delikatnością głównego bohatera powinna być odgrywana w każdym domu, bo przynosi tylko dobro.

Natasza Socha, „Pokój kołysanek”, Edipresse Książki 2018

Inne książki Nataszy Sochy:

„Mgły Toskanii”

„Troje na huśtawce”

%d blogerów lubi to: