Archiwa blogu

Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie – Janusz L. Wiśniewski. Recenzja

Lubię prozę Janusza L. Wiśniewskiego, ale „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” to jakiś toporny twór literacki. Ni to dramat, ni to retrospektywny romans. Galopada myśli w zbyt przeintelektualizowanym stylu. Mnie ta książka nie porwała.

Książka Wszystkie moje kobietyKiedy życie wisi na włosku, zwykle przychodzi czas na podsumowania. Taki punkt wyjścia obrał Janusz L. Wiśniewski w swojej najnowszej książce. To nietypowa lekcja miłości, którą bohater odrabia po czasie, kiedy wszystkie jego kobiety są już w jakiś sposób skrzywdzone, a on przykuty do łóżka. W takiej sytuacji pozostaje mu już tylko rozliczyć się z tym, co było. Emocjonalne koleiny, które podglądamy, stają się świadectwem jego uczuciowo-erotycznej egzystencji i ucieczki przed stabilizacją. Czy taka refleksja jest w stanie przekonać czytelnika?

Miszmasz wątków, które składają się na całość książki „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” jest spory. Narrator skacze od wspomnienia do wspomnienia, przypomina sobie poszczególne partnerki i rozkłada na czynniki pierwsze to, co ich łączyło. Większość z nich skrzywdził, oczarował, uwiódł, może czasem pokochał na swój sposób, ale finalnie i tak czegoś zabrakło. Co jednak miał i ma w sobie, że one wracają, kiedy ten zapada nagle w śpiączkę?

Obawiałam się, że Wiśniewski się zagalopuje i wybieli głównego bohatera. Na szczęście w żaden sposób go nie rozgrzesza. Warstwa po warstwie zdziera z niego maskę, za którą ten w jakiś sposób dotąd się skrywał. Zamiast szczęśliwej, długotrwałej miłości jego związki przypominały ciągły test, który oblewały kolejne kobiety. Bez względu na to, czy chodziło o krótkie przygody czy dłuższe choć niedookreślone relacje. A lekcje miłości, które przynosiło życie okazały się wyzwaniem, któremu nie potrafił sprostać. Zaskakujące z jaką łatwością przychodziło mu rozbudzanie uczuć, a jak wielką trudnością okazywało się branie za to pełnej odpowiedzialności. I tak od początku do końca książki „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”. Może i dojrzale, ale jakoś tak niezajmująco.

To historia spokojna i refleksyjna, ale według mnie podana w zbyt egzaltowany sposób podlany dygresjami, które momentami bardzo nużą. Autor skutecznie uwodzi krótkimi formami narracyjnymi, ale w takiej odsłonie mnie nie przekonuje.

Janusz L. Wiśniewski, „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie”, Znak 2017

Reklamy

Jak zawsze – Zygmunt Miłoszewski. Recenzja

Książka „Jak zawsze” to refleksyjna podróż w stylu „co by było, gdyby…”? Tyle, że tutaj gdybanie nie jest wyłącznie teoretyczne. Zygmunt Miłoszewski konfrontuje swoich bohaterów z życiem, które mogło mieć całkiem odmienny scenariusz. Czy warto tęsknić za czymś, czego nie przeżyliśmy, bo obraliśmy inny kierunek? A co, jeśli wybory, których dokonaliśmy, skierowały naszą codzienność na najlepszą z możliwych ścieżek? Czy ewentualne błędy przeszłości powinny w ogóle dojść do głosu?

Nowa książka Zygmunta MiłoszewskiegoOna i on. Za nimi już wiele, w tym 50 lat związku. Sędziwy wiek i wszystkie jego „uroki” nie przeszkadzają im jednak choćby cieszyć się seksem. Kolejna rocznica to dla Grażyny i Ludwika nie tylko czas na wspominanie tego, co dobre, ale też refleksję nad tym, co mogli zrobić, a nie zrobili. To pragnienie ma u Zygmunta Miłoszewskiego ogromną moc sprawczą, bo pozwala obudzić się bohaterom w latach młodości. I wtedy zaczyna się dziać.

Bo oto znów są w sile wielu, a cały świat stoi przed nimi otworem, ale Polska, do której wracają, jest inna. Autor zabiera ich w podróż do alternatywnego kraju, na który mogą spojrzeć z dystansem, mając większość wydarzeń za sobą. Tyle że teraz wszystko jest jakieś absurdalne, zmierzające w dziwną stronę, a tu jeszcze trzeba walczyć o miłość.

Książka „Jak zawsze” w pewien sposób uosabia niepokoje wszystkich. Bez wyjątku. Nie ma chyba osoby, której nigdy nie przemknęło przez głowę, co by się stało, gdyby postąpiła inaczej, pokochała kogoś innego. Patrząc na bohaterów, można zerknąć przy okazji na swoje życie i bardziej docenić to, co się ma. Czy warto kusić los i próbować go oszukać?

Narracja prowadzona z dwóch perspektyw uwypukla emocje każdej postaci z osobna, w efekcie tworząc jednak emocjonalny portret pary, która próbuje zaznać czegoś, co kiedyś porzuciła, by być razem. Dokąd doprowadzi ich ta szansa? Czy zrzucą z siebie uczucie, które łączyło ich przez 50 lat i znajdą szczęście u boku kogoś innego? Zygmunt Miłoszewski książką „Jak zawsze” kreuje literackie novum w mówieniu o bliskości. I trafia to do mnie. I porusza. I chciałabym więcej.

Zygmunt Miłoszewski, „Jak zawsze”, W.A.B 2017

Zostań do rana. Agnieszka Krakowiak-Kondracka. Recenzja

Jak zacząć na nowo żyć, kiedy coś się skończyło? Jak uwierzyć w siebie? I czy wciąż jeszcze warto? „Zostań do rana” Agnieszki Krakowiak-Kondrackiej to historia doskonale poukładana i tak realna, że kołacze się w głowie jeszcze jakiś czas po skończeniu lektury.

Książka Zostań do ranaPoczątkowo fabuła zakrawa na sztampę, ale czułam, że to tylko pozorny falstart. Agnieszka Krakowiak-Kondracka ma bowiem tak dobre literackie pióro, że nie mogłaby pójść w banał. Baśkę poznajemy w dość podłym dla niej czasie. Porzucona przez męża, okradziona nie tylko z jego uczuć, ale też projektu. I pozostawiona sama sobie na wsi, gdzie mieli budować wspólne szczęście. Wszystko jednak się poplątało, a kobieta musi zacząć praktycznie od zera. Aby jednak tak się stało, coś powinno w niej pęknąć. Czy zmiękczy ją gromada psów, które przygarnęła, a które są tak samo pokiereszowane przez los? Czy spojrzy przychylniej na byłego recydywistę, który też szuka swojego miejsca?

Realizm fabuły, którym Agnieszka Krakowiak-Kondracka kupiła mnie w książce „Cudze jabłka” tutaj również jest namacalny. Dlatego ta opowieść odbiega od klasycznego chic litu. Autorka nie tworzy na siłę wątków, które potem trzeba nagle sklejać, by narracja się nie rozjechała. W „Zostań do rana” każdy element jest po coś.

To książka o oswajaniu – siebie, nowej rzeczywistości i drugiego człowieka. O zaufaniu – tym, które tracimy w mig i tym, które mozolnie próbujemy zbudować. O sile i próbie jej znalezienia w sobie. I wreszcie o pozorach, za którymi zawsze kryje się druga warstwa. Trzeba tylko chcieć ją odkryć. „Zostań do rana” to mądra opowieść o trudach życia, których nigdy nie należy traktować jako końca wszystkiego. Najczęściej to dopiero początek. Ale dojście do takiego wniosku zawsze wymaga czasu. I warto go sobie dać, by znów się uśmiechnąć do losu. A wtedy ten na pewno uśmiechnie się też do nas.

Agnieszka Krakowiak-Kondracka, „Zostań do rana”, Wydawnictwo Literackie 2017

Premiera książki 26.10.2017 r.

Apteka marzeń – Natasza Socha. Recenzja

Zdrowie czasem staje się marzeniem nieosiągalnym. Jak je zrealizować, kiedy cichy wróg robi swoje? Skąd brać siłę do walki? „Apteka marzeń” Nataszy Sochy to książka o hardości ducha, łapaniu ulotnych chwil i próbie oswojenia choroby, która spada jak grom z jasnego nieba.

Książka Apteka marzeńNamnożyło się już w literaturze pozycji, w których walka z rakiem stała się motywem przewodnim. W tej książce wątek ten ma jednak całkiem inny wymiar. Autorka snuje narrację poruszającą, ale naszpikowaną wolą walki i uśmiechem. I nie da się ukryć, że ten ostatni ma tutaj moc terapeutyczną.

Ola i Karolina. Dziecko i nastolatka. Łączy je wyrok, nierówna walka z rakiem i optymistyczne podejście do życia, choć to zgotowało najgorszy z możliwych scenariuszy. Stajemy się świadkami zmagań o zdrowie z różnych perspektyw. Wielokrotnie okazuje się, że te dziewczyny to wojowniczki, które nie chcą się poddać. Karolina znajduje niezwykły sposób na kolorowanie codzienności, a jej plan rodzi wiele uśmiechu. Czy dobro, które wysyła w świat, wróci do niej?

Natasza Socha kreśli narrację również z perspektywy rodzica. To uderzające studium lęku i bezradności, ale też siły, którą mogą dać tylko najbliższe osoby. Dość osobliwa wiwisekcja emocji w najtrudniejszych życiowych momentach.

Dawno żadna książka mnie nie wzruszyła. A tej się udało. Autorka zbudowała fabułę na wątku chwytającym za serce, ale zrobiła to z głową i przede wszystkim gigantyczną empatią. To czuć na każdej stronie „Apteki marzeń” i dlatego jej odbiór to emocjonalny pocisk uderzający w pokłady wrażliwości. Natasza Socha znów udowadnia, że pisanie o wartościach, których nie można w żaden sposób zmaterializować, to jej literacki konik. Tylko przyklasnąć.

Natasza Socha, „Apteka marzeń”, Pascal 2017

Zobacz również inne książki Nataszy Sochy:
Biuro przesyłek niedoręczonych
Rosół z kury domowej

Trzymaj się, Mańka! – Małgorzata Kalicińska. Recenzja

„Trzymaj się, Mańka!” Małgorzaty Kalicińskiej to optymistyczna opowieść o smakowaniu życiu. I to w momencie, kiedy wydaje się, że wszystko co dobre już za nami. Nic bardziej mylnego. Wystarczy tylko otworzyć serce na nowe i dać się ponieść emocjom.

Książka Małgorzaty KalicińskiejMarianna wiele już widziała i słyszała. I sporo przeżyła. Zamotana w kokon żałoby po zmarłej siostrze próbuje znaleźć jeszcze jakieś pozytywy w codzienności, ale początkowo przychodzi jej to z trudem. Szczególnie, że niesie ją fala samotności, co w wieku 50+ może się już wydawać stanem permanentnym. Tymczasem przeczy temu ojciec głównej bohaterki, który mimo sędziwego już wieku odkrywa w sobie jeszcze pokłady miłości. Aż się prosi, żeby córka poszła w jego ślady i pozwoliła sobie na odrobinę szczęścia.

I ku czytelniczej satysfakcji Małgorzata Kalicińska prowadzi fabułę właśnie w tę stronę. Stajemy się więc świadkami śmiałej decyzji Marianny, która postanawia wyruszyć w podróż do Korei, w odwiedziny do korespondencyjnego znajomego. Cóż to za wyprawa! Taka, która rozbudza gigantyczny apetyt na życie, w tym na miłość. Dla kobiety staje się nowym początkiem, ale nie ma w tym cienia banału.

„Trzymaj się, Mańka!” to książka lekka, ale przepełniona dojrzałością i mądrością. Nie ma w tej narracji przekłamań, bo Małgorzata Kalicińska stworzyła bohaterów zwyczajnych, a przez to wiarygodnych od początku do końcu. Im emocjom się wierzy. I przeżywa się je. Opowieść ta jest przy tym bardzo klimatyczna i to nie tylko ze względu na specyficzne (ale tylko częściowe) miejsce akcji. Wpływ na to mają właśnie poszczególne postaci, dzięki którym wraz z końcem książki w czytelniku pozostaje poczucie błogiego ciepła. A to rozlewa się w środku tylko wtedy, kiedy autorka dotyka samego życia i robi to właśnie w takim stylu jak tutaj.

Małgorzata Kalicińska, „Trzymaj się, Mańka!”, Burda Książki 2017

Premiera książki 27.09.2017 r.

%d blogerów lubi to: