Archiwa blogu

Obsesja – Katarzyna Berenika Miszczuk. Recenzja

Tak się nie robi. Nie wpuszcza się czytelnika w literackie maliny, nęcąc go wizją super fabuły spod pióra znanej już autorki. Lubicie kryminały? No to nawet nie zaczynajcie spotkania z „Obsesją” Katarzyny Bereniki Miszczuk. Rozczarowanie murowane.

Element grozy? Jeśli komuś wystarczy migająca żarówka i nagły szelest w pustej, śmierdzącej szatni w podziemiach szpitala, to tak. Tajemniczy morderca? Zbyt oczywiste tropy podsuwane od początku przez autorkę znawców zagadek kryminalnych różnego kalibru raczej zdziwią niż zaintrygują. Portret psychologiczny mordercy? Brak, bo trudno nazwać nim kilka stron pod koniec. Nie mówiąc już o motywacjach. Kulminacja napięcia? Nie uświadczyłam takiej.

Szkoda, że autorka nie dała bardziej dojść do głosu mordercy. Szkoda, że poszła w ograne schematy, które ani przez moment nie przyprawiają o gęsią skórkę. I szkoda, że jakikolwiek dynamizm tej fabuły zaczyna się dopiero gdzieś w połowie, kiedy ma się już ochotę porzucić dalsze czytanie. Jedyne, co udało się w jakimś stopniu Katarzynie Berenice Miszczuk w „Obsesji”, to naszpikowanie jej medycznymi detalami, ale ta strona ma drugie dno. Jest ich tutaj taka kumulacja, że inne wątki bledną przy nich. Rozumiem, że takie miejsce akcji, ale co za dużo, to niezdrowo. Sprawdza się to również w tym przypadku.

„Obsesja” jest słaba nie tylko jako potencjalny kryminał. Jeśli traktować ją jako książkę obyczajową z domieszką innych gatunków, to również trudno doszukać się w niej mocnych punktów, które wywindowałyby ją na czytelnicze podium.  Wtedy bowiem zostaje nam tylko lekarski światek i kilka przelotnych romansów. A gdzie jakaś dominanta fabularna? Co prawda, główna bohaterka ma zadatki na udźwignięcie fabuły i nadanie jej charakteru, ale teraz jakoś to wszystko się rozjechało.

Podobno „Obsesja” to pierwsza część nowego cyklu Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jeśli jednak ten literacki płodozmian po sadze słowiańskiej ma być w takiej formie, to ja już wiem, że moja przygoda z nim kończy się właśnie teraz.

Katarzyna Berenika Miszczuk, „Obsesja”, W.A.B 2017

Premiera książki 27.09.2017 r.

Reklamy

Lęk – Hubert Hender. Recenzja

Nowa książka Huberta Hendera budziła we mnie czytelniczy lęk i nie miało to w ogóle nic wspólnego z tytułem. Moje obawy uzasadniała nutka rozczarowania, która pozostała po lekturze „Kolejności”. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dała drugiej szansy. I w tym przypadku wyszło to autorowi na dobre, bo książka „Lęk” zaspokoiła moje wymagania.

Książka Lęk Huberta HenderaMotyw wydaje się prosty – zaginięcie nastolatki.  I może zakrawałby na banał, gdyby nie rozbudowa całej otoczki tego wątku. W grę wchodzi różny scenariusz – ucieczka, porwanie, a może całkiem coś innego. Hubert Hender naprawdę się postarał, bo to, co dzieje się na kartkach tego kryminału momentami dosłownie wbija w fotel. Stajemy się bowiem świadkami nierównej walki wydziału kryminalnego z falą niewyjaśnionych zaginięć i tajemniczą zmową milczenia młodzieży. To właśnie pośród nich tkwi klucz do rozwiązania zagadki, ale zdobycie go staje się ogromnym wyzwaniem. Trudno bowiem zmusić do mówienia kogoś, kto jest do cna podszyty strachem.

Komisarz Iwanowicz nadal jest trudny w obyciu, ale jego postawa zasługuje na uznanie. Niepokorny, zmotywowany i napędzany adrenaliną zmierza do rozwiązania tajemnicy, ale droga ku temu wcale nie jest prosta. Narracja trzyma tempo, a kolejne odsłaniane przez autora warstwy fabularne są spójne, intrygują i rozbudzają ciekawość. I tego było mi trzeba.

Lęk w książce Huberta Hendera ma różny wymiar. Przemawia zarówno przez nastolatków, jak i rodziców, a nawet przez funkcjonariuszy, którzy posuwają śledztwo do przodu wolniej niż by oczekiwali. W każdym przypadku uwarunkowany jest jednak tym samym – próbą ocalenia istnienia. Jakie jest wyjście z tej kryminalnej gry? I kto naprawdę powinien się bać? Zachęcam, żeby się przekonać.

Hubert Hender, „Lęk”, Filia Mroczna Strona 2017

Zobacz również:

„Kolejność” Hubert Hender

Cena szczęścia -Krystyna Mirek. Recenzja

Jaka jest cena szczęścia? Okazuje się, że może ona mieć bardzo różną wartość uzależnioną od oczekiwań. W drugim tomie sagi rodu Cantendorfów Krystyny Mirek bohaterowie zaczynają porachunki z losem i uczuciami. Dokąd ich to zaprowadzi?

Książka Cena szczęściaMuszę przyznać, że książka „Cena szczęścia” to doskonała kontynuacja „Tajemnicy zamku”. Co więcej, w moim odczuciu jest też znacznie lepiej skrojona pod względem proporcji poszczególnych wątków i o wiele bardziej dynamiczna. Krótko mówiąc, dzieje się tutaj sporo, a emocjonalna huśtawka niebezpiecznie szybuje w górę.

Jeśli ktoś spodziewał się, że Aleksander i Kate zaczną sielankowe życie, to się pomylił. Ich uczucie ma mocno pod górkę, choć wszystko wskazuje na to, że jego podwaliny nie skruszeją tak łatwo pod naciskiem różnych stron. Iskry w tej wybuchowej mieszance są jednak na porządku dziennym.

Na tle malowniczej scenerii w książce „Cena szczęścia” Krystyny Mirek mają miejsce rzeczy zaskakujące, a przeszłość zaczyna dopominać się o ujawnienie prawdy. Ciężar tajemnic uwiera tutaj niebywale i nie każdy może zrzucić ten balast tak po prostu. Wręcz przeciwnie, może one nagle urosnąć.

Intrygi, tajemnice, niecne plany – a wszystko to w walce o miłość i to o serce jednego mężczyzny. I nic dziwnego, kiedy łakomym kąskiem jest taka doskonała partia, jak hrabia Aleksander. Bitwa o jego uczucia toczy się tuż obok, ale on sam zaczyna się gubić w swoich emocjach. Niby kocha Kate, ale w obliczu zaskakujących wydarzeń, wszystko to staje pod znakiem zapytania.

Czy uczucie, które śledzimy, znajdzie swój szczęśliwy finał? To okaże się w trzecim tomie pod tytułem „Prawdziwa miłość”. Jestem pewna, że warto czekać na kontynuację sagi rodu Cantendorfów.

Krystyna Mirek, „Cena szczęścia”, Edipresse Książki 2017

Zobacz również:

Pierwszy tom sagi rodu Cantendorfów „Tajemnica zamku”

Tajemnica zamku – Krystyna Mirek. Recenzja

Nowa literacka odsłona Krystyny Mirek może przysporzyć jej jeszcze większego grona czytelników. Dla fanów twórczości autorki „Tajemnica zamku” – pierwszy tom sagi rodu Cantendorfów – to niezwykle intrygujący płodozmian. A ten, jeśli jest dobrze zaplanowany, przynosi wyłącznie korzyści. I tak jest w tym przypadku.

Tajemnicze zgony małżonek spadkobiercy rodu budzą nagłe ożywienie wśród okolicznej ludności. Choć zaczynają dominować pogłoski o klątwie na nim ciążącej, to nie przeszkadza to kolejnym kobietom w snuciu wizji o spróbowaniu swoich sił u boku atrakcyjnego mężczyzny. Ten jednak ma dosyć, bo aranżowane związki nie przyniosły mu nigdy prawdziwego uczucia. Sytuacja może się zmienić, kiedy na drodze Aleksandra staje sporo młodsza Kate, której daleko do grzecznej panny. Mówi, co myśli, nie bacząc na konsekwencje i powoli zakrada się do serca hrabiego, nie do końca zdając sobie sprawę, z tego co się dzieje.

Książkę „Tajemnica zamku” można zaszufladkować jako romans historyczny, ale dla mnie to dobrze  skrojona literacko powieść kostiumowa osadzona w XIX wieku. Autorka zabiera nas w podróż do ówczesnej Anglii i gwarantuję, że jest to wyprawa, z której trudno powrócić do tu i teraz. Mocno uwypuklona jest tutaj rola kobiety, która właściwie nie powinna mieć swojego zdania i poglądów. A jeśli takowe posiada, to powinna zachować je dla siebie. Jej pozycja tutaj determinowana jest przez mężczyzn. I dzieje się tak w każdym pokoleniu.

„Tajemnica zamku” to książka o poszukiwaniu miłości – tej, która poruszy serce, a nie portfel. Trudno o taką, kiedy związki są efektem licznych kalkulacji. Taka specyfika czasów, które przedstawia Krystyna Mirek. Historia Aleksandra i Kate dopiero raczkuje. Trochę zabrakło mi postępu w ich relacji, ale przypuszczam, że ten nastąpi w drugiej części. Mam przy tym nadzieję, że daleko mu będzie do ckliwej historii, bo ci bohaterowie to wybuchowa mieszanka charakterów.

Pierwsza część sagi rodu Cantendorfów rokuje bardzo dobrze. Czekam zatem na tom drugi „Prawdziwa miłość”.

Krystyna Mirek, „Tajemnica zamku”, Edpiresse Książki 2017

Królowa Śniegu – Anna Klejzerowicz. Recenzja

Anna Klejzerowicz w nowej, literackiej odsłonie. Oddech śmierci na karku tym razem jest bardzo mroźny, bo stoi za nim Królowa Śniegu. Czy to możliwe?

Książka Królowa śnieguTak, jeśli za fabułę odpowiada autorka taka jak ta. Ryzykowny miszmasz gatunków zaprocentował intrygującą opowieścią, szczególnie dla fanów mrocznych tajemnic i niewyjaśnionych morderstw.

Oto Kryszewo. I fala tajemniczych zgonów w oparach alkoholu. Srogi mróz i procenty to zabójcza mieszanka, ale jak się okazuje jej skuteczność może spotęgować czyjeś celowe działanie. Kto morduje mieszkańców tej małej miejscowości? Według jakiego klucza giną kolejne ofiary? Na te pytania usiłuje odpowiedzieć nie tylko czytelnik, ale też większość bohaterów książki „Królowa Śniegu”. To wyzwanie podejmuje w szczególności Felicja Stefańska – rzeczniczka prasowa urzędu gminy i młody policjant Ryba, dla którego rozwiązanie tej sprawy może być trampoliną do kariery.

Anna Klejzerowicz nie próżnowała, bo narracja gęsta jest od mylnych tropów. Myślę jednak, że dla czytelników zaprawionych w bojach z zagadkami kryminalnymi odnalezienie mordercy wcale nie będzie gigantycznym wyzwaniem. Przynajmniej ja tak miałam. W pewnym momencie skupiałam się już na tym, by moja teza została poparta. I tak się stało. Aby poczuć ten dreszczyk emocji, warto osobiście zmierzyć się z książką „Królowa Śniegu”. To nie tylko dobrze skonstruowana opowieść kryminalna. To literacka gra, która wciąga od początku do końca.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na to, że Anna Klejzerowicz doskonale ukazuje wpływ minionych wydarzeń na teraźniejszość. Choć mijają kolejne lata, niewyjaśnione kwestie wciąż budzą tak samo mocne uczucia i nie pozwalają normalnie żyć. Ta swoista pokoleniowa mozaika pełna jest tajemnic, niedopowiedzeń i pewnej dozy szaleństwa. Akcja osadzona w małej społeczności uwypukla jej hermetyczność i pokazuje cichą solidarność w pewnych tematach. Czy ta bańka milczenia w końcu pęknie? Warto się przekonać.

Anna Klejzerowicz, „Królowa Śniegu”, Filia Mroczna Strona 2017

%d blogerów lubi to: