Archiwa blogu

Po trupach do celu – Alek Rogoziński. Recenzja

Kto może być tak bezwzględny, by zmierzać po trupach do celu? I to dosłownie! W nowej komedii kryminalnej Alka Rogozińskiego ktoś bez skrupułów pozbywa się kolejnych osób z planu produkcji filmu „Pocałunek królowej”, a plotek wokół tych zbrodni bez liku. Czy któraś z nich skrywa ziarenko prawdy?

Jak to u Alka Rogozińskiego bywa, zagadkowe morderstwo idzie w parze z inteligentną dawką humoru. Tym razem jednak warstwa kryminalna to kilka zbrodni, które wiąże świat produkcji jednego filmu. To właśnie w nim swój wielki powrót na ekrany widzi Marlena Jens – celebrytka, która zgasła po alkoholowym wybryku. Czy dostanie szansę od byłego męża – reżysera filmu i od fanów?

Jak się przekonamy, ewentualnemu szczęściu nie zaszkodzi trochę pomóc – odkurzyć stare kontakty, pokajać się publicznie, a przede wszystkim zrobić rozeznanie i posłuchać co piszczy za kulisami, a potem zrobić z tego najlepszy możliwy użytek? Tylko czy Marlenie na pewno chodziło o morderstwo konkurentek do głównej roli? Niestety, wszystko wskazuje na to, że to właśnie ona miała największy i jakże oczywisty motyw. Kiedy jednak giną kolejne osoby z ekipy filmowej, historia nabiera szaleńczego tempa.

Oto bowiem okazuje się, że w książce „Po trupach do celu” Alek Rogoziński niebywale miesza wątkami i ku czytelniczej uciesze nie pozwala im się wymknąć spod kontroli. Co więcej, czyni z nich niezły kryminalny galimatias – podsuwa różne tropy i zaskakuje zwrotami akcji, które nie pozwalają wytypować mordercy na 100%. Bo czy naprawdę jest nim ta osoba, do której wiodą wskazówki? A może to jedna wielka zmyłka?

Warto się przekonać, szczególnie że ta komedia kryminalna na pewno zapisze się w pamięci czytelnika jako kawałek świetnej zabawy literackiej z mrocznym wątkiem, który intryguje aż do samego finału. A ten też może zaskoczyć.

Alek Rogoziński, „Po trupach do celu”, Skarpa Warszawska 2022

Współpraca ze Skarpa Warszawska

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki

Paprocany – Paulina Świst. Recenzja

Paulina Świst nie byłaby sobą, gdyby nie wystrzeliła z całą mocą. Tak jest również w najnowszej książce „Paprocany”, gdzie do gry wkraczają nowi bohaterowie, którzy niczym nie ustępują w kwestii charakterów i stylu życia tym, których znamy z poprzednich książek. Mam nawet wrażenie, że teraz jest ciut grzeczniej. I jakby mniej kryminału.

Tym razem autorka serwuje nam kryminalną zagadkę, w której na pierwszy plan wysuwa się tajemnicze zniknięcie nastolatki, która ma już co nieco za uszami. I może nawet byłoby jednym z wielu, gdyby nie fakt, że zaginioną jest bratanica znanej adwokat, a ta jest pyskata, uparta i wulgarna. I dąży do celu niemal po trupach, o czym przekonamy się w trakcie lektury „Paprocan”, bo Zofia Bojarska jest główną bohaterką.

Na równi z zaginięciem dziewczyny głośno na mieście robi się o rzekomym gwałcie prostytutki, za którym według niej stoi wzorowy funkcjonariusz Krzysztof Strzelecki. Ten jednak uparcie twierdzi, że jest niewinny, a udowadniać to będzie właśnie Bojarska. Los tych dwojga dynamizuje fabułę i jak to u Pauliny Świst szybko prowadzi ją na seksualne tory. W efekcie dostajemy oficjalne śledztwo w sprawie gwałtu, nieoficjalne Strzeleckiego i Bojarskiej w sprawie zaginięcia i erotyczny związek tychże dwojga, żeby nie było nudno. I nie jest, bo autorka pędzi z poszczególnymi wątkami, rozsypuje puzzle i pozwala myśleć, że te pozornie oddzielne sprawy mają wspólny mianownik. Czy tak jest rzeczywiście?

„Paprocany” to kolejna odsłona Pauliny Świst. Absolutnie w jej pikantnym stylu, do którego w tym przypadku wdziera się większa nuta humoru. Mniej za to w moim odczuciu kryminału, bo mimo że jest śledztwo, a nawet dwa, to jednak warstwa kryminalna jakoś tym razem nie jest żyletą. Pierwsza połowa to pyskato-erotyczny rozbieg, a w drugiej gdy coś już bardziej dzieje się kryminalnie, to takim szaleńczym pędem, że pojawia się finał, a wraz z nim poczucie niewielkiego rozczarowania, że wszystkiego tu było za mało i za szybko.

Mam nadzieję, że to dopiero początek przygód Zofii Bojarskiej, bo mam wrażenie, że to, co pokazała w „Paprocanach” to dopiero preludium w jej repertuarze zarówno zawodowym, jak i erotycznym.

Paulina Świst, „Paprocany”, Wydawnictwo Akurat 2020

Żałobnica – Robert Małecki. Recenzja

„Żałobnica” to książka, dzięki której Robert Małecki przeskakuje kolejny level w swojej twórczości. To inteligentny, świetnie napisany thriller, od którego nie sposób się oderwać. Pełen trudnych, skrajnych emocji i tajemnic, które trzęsą fabułą do samego końca.

Jeśli autor potrafi wykreować bohaterkę kobietę i to tak emocjonalnie poplątaną i w dodatku oddaje jej całkowicie we władanie narrację, to należy mu się uznanie. Szczególnie że ten odważny krok to w przypadku Roberta Małeckiego kolejny popis umiejętności literackich. Ba! „Żałobnica” to dowód na to, że jego kreatywność nie ma granic, a poziom literacki może być naprawdę wysoki.

Oto bowiem dostajemy narrację, która intryguje już na wstępie, budząc jednocześnie niepokój, który w miarę jej rozwoju stale narasta. Wszystko dlatego, że nic tu nie jest oczywiste. Anna, główna bohaterka, właśnie została wdową. I nawet jej to na rękę, bo raz że odziedziczyła spory majątek. A dwa, że nie musi już znosić wybryków pasierbicy, która zginęła w wypadku razem z mężem. Skąd więc biorą się dręczące ją koszmary z przejazdem kolejowym w roli głównej? Jak wytłumaczy policji swoją obsesję na punkcie dróżniczki odpowiedzialnej za wypadek, która teraz zaginęła? A to dopiero początek tajemnic, które oplatają kobietę.

Robert Małecki czyni z tytułowej żałobnicy postać, której nie da się jednoznacznie ocenić. W tym też tkwi siła tego thrillera. Autor snuje tę opowieść, racząc nas co rusz pewnymi tropami, ale nie pozwala dojść do prawdy zbyt szybko. Fabuła jest rozbita czasowo, dzięki czemu możemy zagłębić się w przeszłości Anny i poznać powody, które namieszały jej w głowie, a których skutki odczuwa do dzisiaj, choć pozornie wszystko zostawiła dawno za sobą.

Jak dramatyczna okaże się prawda? I czy demony przeszłości naprawdę nie mają już prawa głosu? Kim naprawdę jest Anna i czy przyczyniła się do śmierci męża? Wiele w „Żałobnicy” można przypuszczać, ale finał w wydaniu Roberta Małeckiego to wisienka na tym mrocznym, doskonale uformowanym literackim torcie. Chciałoby się więcej.

Robert Małecki, „Żałobnica”, Czwarta Strona Kryminału 2020

Zobacz inne książki Roberta Małeckiego:

Skaza

Wada

Zadra

Inni mają lepiej – Krystyna Mirek. Recenzja

Czy rzeczywiście inni mają lepiej? Takie myślenie co rusz dopada każdego. W najnowszej książce Krystyny Mirek stało się motywem przewodnim i prowadzi główne bohaterki do zmian w życiu. Czy na lepsze?

Krystyna Mirek znów uderza w samo sedno i wyciąga na światło dzienne bolączki, które dyktuje codzienność. Ich realizm jest tak mocny, że książkę „Inni mają lepiej” momentami traktuje się niczym lustro, w którym ogląda się swoje problemy, a jedynie głównę rolę gra ktoś inny.

I nie ma się, co dziwić, bo autorka wykreowała trzy kobiece postacie urzekające swoją naturalnością w tym, jakie są, jak widzą świat i z czym się zmagają, choć często wiedzą o tym tylko one same. Zuza, Natalia i Jagoda wiodą kompletnie różne życie. Zuza jest samotną matką, Natalia ma na karku byłą żonę i dziecko partnera, a Jagoda wydaje się być chodzącym spełnieniem na gruncie rodzinnym i zawodowym. Czy rzeczywiście? Każda z nich przemilcza to, co je gryzie i dochodzi do wniosku, że pozostałe mają lepiej. Ile zaufania musi się pojawić, by przyznać się, że nie jest się idealnym, a pewne sprawy są okupione rozterkami?

Jak przystało na prozę Krystyny Mirek, tak i tutaj gra toczy się o to, co w życiu najważniejsze. Między problemami, także tymi przemilczanymi, do głosu próbuje dojść przyjaźń, miłość i szczera wiara w dobro tkwiące w drugim człowieku. Wszystkie bohaterki w pewnym momencie muszą się odważyć zawalczyć o swoje uczucia lub marzenia, mogąc wiele na tym zyskać lub stracić. I te losy śledzi się z ogromną niecierpliwością, bo można w nich odnaleźć kawałki własnych decyzji. A to zawsze zbliża.

Mam poczucie, że książką „Inni mają lepiej” Krystyna Mirek idzie krok dalej w swojej twórczości. Mimo że zawsze bije z niej życiowa mądrość, teraz jest to jeszcze bardziej dopracowane i konkretne. Takie opowieści dają nadzieję, że to co jawi się w czarnych barwach, może wcale takie nie jest. Może potrzeba tylko iskry odwagi, by zmieniło się wszystko. I to na lepsze.

Krystyna Mirek, „Inni mają lepiej”, Edipresse Książki 2020

W twoim cieniu – Anna Kasiuk. Recenzja

„W twoim cieniu” Anny Kasiuk to współczesna bajka, w której każdy doskonale gra swoją rolę, lawirując pomiędzy tym, co może zyskać a tym, co może stracić. Komu pisany jest happy end? I czy w ogóle jest na niego szansa?

Agnieszka czuje, że wreszcie los się do niej uśmiecha. W pogoni za ambicjami odcina się od korzeni i wyjeżdża do Warszawy, by rozpocząć pracę marzeń w korporacji. Szybko okazuje się, że ta rządzi się brutalnymi prawami i łatwo można w niej zginąć, próbując być po prostu uczciwym. Ten stres pomaga kobiecie zredukować przystojny sąsiad Eryk, który szybko zmienia swoją rolę, ale ona nie chce angażować się w związek teraz, gdy na horyzoncie jawi się wielka kariera. Czy warto dla niej poświęcić wszystko?

Anna Kasiuk łączy los tych dwojga bardzo ciasno i choć jest od początku scenariusz bardzo przewidywalny, to czasem warto dać się takiemu porwać, by przypomnieć sobie, co tak naprawdę jest ważne i jak łatwo można się zapętlić, tracąc przy tym znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

W książce „W twoim cieniu” dostajemy cały wachlarz współczesnych dylematów. Rozum czy serce? Kariera czy miłość? Pogoń za pieniądzem czy uczciwe życie w zgodzie ze swoim sumieniem i wartościami? Jeśli wszystkie te pytania spadną na głowę jednej osoby, a tak się właśnie dzieje w tej historii, to od emocji po prostu buzuje. Od początku do samego końca.

To przyjemna opowieść obyczajowa, ale osobiście zabrakło mi elementów zaskoczenia.

Anna Kasiuk, „W twoim cieniu”, Czwarta Strona 2020

%d blogerów lubi to: