Archiwa blogu

Zbiór opowiadań „Balladyna”. Recenzja

Czołówka polskich autorów kryminałów w starciu z archetypem Balladyny udowodniła, że postać ta ma wiele twarzy, a jej wyrachowanie prowadzi do zguby. Każde opowiadanie pokazuje, jak bardzo łatwo można stać się taką kobietą, jeśli pojawi się właściwy katalizator.

W książce „Balladyna” przemoc psychiczna i fizyczna są dominantą, choć w zależności od kreatywności autora, czasem jest to klasyczne brudzenie sobie rąk, a czasem załatwianie sprawy w białych rękawiczkach. Jedynie motywacja pozostaje ta sama – niepohamowana żądza bycia lepszą, zawiść i władza. Krótko mówiąc, współczesna Balladyna to zimna suka jest. I nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć cel. I nie ma z tyłu głowy, że przyjdzie moment, gdy może przeholować, a wtedy sama na siebie sprowadzi nieszczęście.

Muszę przyznać, że pomysł na taki zbiór takich opowiadań kryminalnych to strzał w dziesiątkę. Kreatywność, a momentami nieokiełznana fantazja poszczególnych autorów mają tutaj niezłe ujście. A nie było to łatwe zadanie, bo jak wiadomo o wiele trudniej napisać krótką historię niż dłuższą fabułę, nie tracąc przy tym jej najważniejszych cech. Tutaj to się udało, choć poziom opowieści jest różny. Jako zbiór opowiadań „Balladyna” broni się sama, ale jako pojedyncze opowieści można sobie je podzielić na lepsze i gorsze. Każdy z autorów napisał je w swoim już dobrze znanym stylu na tyle charakterystycznym, że nawet gdyby przyszło je czytać, nie wiedząc, kto za nimi stoi, można by strzelać w ciemno, ale trafnie.

Największym walorem tych opowiadań jest różny pomysł na wcielenia Balladyny. Mamy więc siostrzane relacje w nowej formule, ale też gangsterskie, a nawet kosmiczne, w których zło ma dość intrygujące oblicze. Żadna z kobiet grających główne role nie ma wyrzutów sumienia i próbuje osiągnąć swój cel w najbardziej perfidny sposób, wodząc za nos (a czasem też na pokuszenie) kogo się da. A wszystko to podane w mocnej, kryminalnej oprawie. Dla fanów gatunku to pozycja idealna.

Zbiór opowiadań „Balladyna”, Wydawnictwo Filia 2019

Lato w Pensjonacie pod Bukami. Recenzja

Oto pensjonat, w którym myśli wracają na właściwe tory, a serce przestaje się bać. Tu łagodnieją konflikty, także te wewnętrzne i przybywa odwagi do stawienia czoła sobie, swoim emocjom i innym ludziom. Niby podróż rekreacyjna, a jednak w głąb siebie. I to bardzo głęboko. A to wszystko w zbiorze opowiadań „Lato w Pensjonacie pod Bukami”.

Znane polskie pisarki wzięły na warsztat malownicze miejsce i stworzyły historie, które są bardzo realne. Może gdzieś pobrzmiewa w nich echo banału, ale nie przeszkadza to delektować się tą lekką, a zarazem mądrą opowieścią o walce z najtrudniejszym wrogiem – samym sobą.

Motyw podróży ma bowiem w książce „Lato w Pensjonacie pod Bukami” drugie dno. Z jednej strony mamy urokliwe miejsce wypoczynku broniące się przed cywilizacją, w którym można dosłownie odetchnąć pełną piersią. Z drugiej zaś wyprawa tutaj staje się dla każdego bohatera jednocześnie kresem i początkiem czegoś. Ot, taka magia. Może to skutki pobrzmiewającej dookoła ciszy przerywanej śpiewem ptaków. A może otwarte serce właścicielki, która wiele widzi, ale o nic nie pyta, pozwalając swoim bohaterom na samodzielne decyzje. A może jeszcze świadomość, że jest się samemu ze swoimi myślami i uczuciami bardziej niż na co dzień i w związku z tym trzeba się z nimi skonfrontować. A może to wszystko razem?

Każda z przedstawionych tu historii broni się jako odrębny byt, ale dopiero gdy dobrniemy do ostatniej, przekonamy się, jak udanym eksperymentem jest książka „Lato w Pensjonacie pod Bukami”. Wszystkie opowieści tworzą bowiem spójną całość i to bardzo wiarygodną. Można się pośmiać. Można wzruszyć. Momentami można nie wierzyć lub mieć nieodpartą chęć popchania danego bohatera do szybszego podjęcia decyzji. I co najważniejsze, można tutaj odnaleźć własne lęki i potrzeby. Czy lektura tych opowiadań pozwoli nam spojrzeć na nie nieco inaczej? Warto się przekonać.

„Lato w Pensjonacie pod Bukami”, Wydawnictwo Filia 2019

Patrzę – Monika Mostowik. Recenzja

Krótko, a jak treściwie! Monika Mostowik postawiła na mikroopowieści, które niosą ogromny ładunek emocjonalny. Każda z osobna i wszystkie razem. W książce „Patrzę” kobiecość została obnażona totalnie. Na wielu frontach. To swoisty rentgen uczuć i myśli.

Książka Moniki MostowikTakie empatyczne historie może napisać tylko kobieta. I tylko kobieta odbierze je w taki sposób – całą sobą. Przy okazji, przez ich pryzmat, zerkając na siebie. I dochodząc do różnych wniosków. Mam wrażenie, że ja też wciąż składam się z licznych znaków zapytania.

Monika Mostowik z niezwykłą literacką gracją ukazuje świat kobiecych uczuć. Dylematów, które osiągają gigantyczne rozmiary i potrafią zachwiać codziennością. Tęsknot, które niezaspokojone szarpią boleśnie. Małych dramatów wynikających z miłosnych dysproporcji. Relacji, które giną lub trwają, choć coraz mniej je cementuje.

Każde z opowiadań w jakiś sposób torpeduje, bo autorka śmiało odkrywa lęki. Nie zamiata niczego pod dywan i nie ugładza, nie ukrywa, że szczęście to nie zawsze stan permanentny. Jest tu miejsce na pustkę, żonglowanie wartościami, małe wojny toczące się wewnątrz i na zewnątrz. Jest też przestrzeń na łzy, wstyd, upokorzenie, chorobę i niewiarę w siebie. I nie sposób oderwać się od tego świata, choć zderzenie z nim może zaboleć, jeśli odkryjemy w nim fragmenty siebie.

Książka „Patrzę” to literatura ambitna. A zanurzenie się w niej mile łaskocze czytelnicze ego. Aż chciałoby się więcej.

Monika Mostowik, „Patrzę”, Wydawnictwo Janka 2017

 

Eksplozje – Janusz L. Wiśniewski. Recenzja

Niezwykła podróż do męskiego świata, w którym dominuje nie testosteron, a wrażliwość. I śmiało mogę rzec, że „Eksplozje” uwiodły mnie literacko.

Sięgając po twórczość Janusza L. Wiśniewskiego, zawsze mam pewność, że obcowanie ze słowem będzie niezwykłą ucztą. Tym razem uczucie to zostało mocno spotęgowane. „Eksplozje” to miszmasz osobowości i historii, które można złapać za jakiś fragment i ugryźć całkiem inaczej. Podać, przenosząc punkt ciężkości w inne miejsce. I to wszystko dzieje się w tej książce. I dzieje się niezwykle subtelnie, szczerze i z daleka od banału.

Janusz L. Wiśniewski i jego kompani od kreowania świata na kartkach papieru mogą być z siebie dumni. Ich spojrzenie na związki, uczucia, relacje damsko-męskie na różnym gruncie dowodzą, że w operowaniu emocjami zmierzają na literacki szczyt. W „Eksplozjach” znajdziemy bowiem kilkanaście historii rozpisanych na dwa głosy. Każdorazowo punktem wyjścia dla danego autora jest narracja Janusza L. Wiśniewskiego. To, co dzieje się z nią później, zaskakuje i udowadnia, że o ludzkim losie można mówić i mówić, szczególnie jeśli podejmie się próbę spojrzenia na sytuację jednostki przez pryzmat osób jej bliskich. Każdy wątek może być zinterpretowany inaczej, jeśli usłyszymy ciut więcej na temat jego bohaterów.

Mocnym walorem tej narracji jest to, że składają się na nią wyłącznie krótkie formy. Napisać dobre, sensowne opowiadanie, które przykuje uwagę, zaintryguje i pozostawi z refleksją, nie jest łatwo. Dlatego też takie treści doceniam bardziej.

Krótko mówiąc, to dojrzała emocjonalnie, tętniąca wrażliwością eksplozja dobrej prozy. Nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować wszystkim autorom za tak trafiony literacki podarunek.

Janusz L. Wiśniewski, „Eksplozje”, Wielka Litera 2017

Ślady – Janusz Leon Wiśniewski. Recenzja

W naszym życiu pojawiają się ślady, których nigdy nie udaje się zatrzeć.

Ślady „Ślady” to książka niebywale smutna. Trudno o inny nastrój, kiedy każde opowiadanie tonie w rozczarowaniach życiem, a przede wszystkim drugim człowiekiem.

Janusz Leon Wiśniewski nie zaskakuje niczym nowym. Krótkie opowiadania czytało mi się jednak znacznie lepiej, niż jednolitą całość, jak np. „Grand.” Autor po raz kolejny udowadnia, że na emocjach zna się jak mało kto. I co więcej, potrafi je bardzo sugestywnie opisać. Prym w tym zbiorze opowiadań wiedzie kobieca emocjonalność. Pojawiają się bohaterki, które obnażają jakąś część siebie, mniej lub bardziej zranioną czy doświadczoną przez los.

Wszystkie opowiadania łączą tytułowe ślady, których sami zostawiamy w życiu innych i które oni zostawiają w naszym. Właśnie ta druga opcja stała się tutaj dominująca. Wiśniewski pokazuje, jak niewiele trzeba, by odcisnąć na czyimś losie piętno i nie pozwolić o sobie zapomnieć, nawet jeśli się zniknie.

Spokojna, leniwa i w gruncie rzeczy smutna narracja nie dla każdego będzie odpowiednia. Nic tu nie porywa, ale co wrażliwsi czytelnicy mogą dać się ponieść wzruszeniu wraz z kolejnymi opowiadaniami. I właśnie w nich Janusz Leon Wiśniewski tą książką zostawi największy ślad.

Janusz Leon Wiśniewski, „Ślady”, Wydawnictwo Literackie 2014

%d blogerów lubi to: