Archiwa blogu

Furia – Michał Larek. Recenzja

Co trzeba zrobić, by obudzić furię? I czy to tylko domena mordercy? Michał Larek z mocnym przytupem rozpoczyna kryminalną serię „Dekada”.

Furia Michał LarekNa dzień dobry wpadamy w wir makabrycznej zbrodni, która stanowi jeden wielki znak zapytania. Kiedy pojawiają się kolejne ofiary, śledztwo musi nabrać tempa. Wytropienie oprawcy staje się nie lada wyzwaniem, bo ten zaskakująco sprytnie radzi sobie z unikaniem odpowiedzialności. Mało tego, nie poczuwa się do niej. Ot, wszystko co się stało traktuje jako zgubne skutki emocjonalności kobiet. Gdzie naprawdę tkwi sedno jego poczynań?

Autor prowadzi narrację „Furii” dwutorowo. Z jednej strony śledzimy zmagania policjantów, z drugiej widzimy, jak morderca robi dalej swoje bez mrugnięcia okiem. Smaczku dodaje fakt, że każda zbrodnia jest dziełem przypadku, a właściwie swoistego szału napędzanego rozbuchanym popędem seksualnym. Grzegorz Kramerski niczego nie planuje. On brutalnie morduje pod wpływem chwili i beztrosko żyje sobie dalej. Aż strach pomyśleć, że ta fabuła jest inspirowana prawdziwą historią.

Uwielbiam precyzję, z jaką Michał Larek konstruuje narrację. Tu nie ma miejsca na mało istotne epizody, które rozciągnęłyby fabułę. Jest za to konkret podawany w dobrych proporcjach, które podsycają ciekawość. Konstrukcja psychologiczna mordercy to niezły majstersztyk. W „Furii” gęsto jest od emocji pod dwóch stronach barykady. I nie ukrywam, że na równi intrygowało to, czego dowiaduje się ekipa śledcza, jak i silne poczucie bezkarności Kramerskiego, które popychało go do dalszych działań.

W gruncie rzeczy ten kryminał jest nietypowy, bo od razu wiadomo, kto jest mordercą. Punkt ciężkości opiera się tu na zabawie w kotka i myszkę. Kto wykaże się większością czujnością? Kto odważy się na działanie na własną rękę? Kto będzie sprytniejszy? I wreszcie, w kim obudzi się prawdziwa furia? Poznanie odpowiedzi na te pytania to świetna czytelnicza uczta. Mam nadzieję, że cała seria „Dekada” będzie takim łakomym kąskiem.

Michał Larek, „Furia”, Czwarta Strona 2017

Po własnych śladach – Mariusz Koperski. Recenzja

Intrygująca zagadka kryminalna, mylne tropy, oszczędne emocje i niebanalny wątek wykorzystujący współczesne technologie. „Po własnych śladach” Mariusza Koperskiego to pewna świeżość w polskich kryminałach, choć w moim przekonaniu niepotrzebnie wciskana w szufladkę „zakopiański kryminał”.

Kryminał zakopiański po własnych śladachOsobiście nie lubię takich marketingowych chwytów. Zakopane stanowi tutaj bowiem epicentrum wydarzeń, ale tak naprawdę do wszystkiego mogłoby dojść w każdym innym miejscu. Autor barwnie oddaje mentalność rodzimych mieszkańców i różne dysproporcje między nimi a przyjezdnymi. Dobrze tworzy też malownicze tło dla morderstwa, ale po co ubierać to od razu w wielkie ramy sugerujące jakąś unikatowość tego kryminału. To kompletnie niepotrzebne, bo książka „Po własnych śladach” broni się sama.

Zanim jednak damy się porwać nurtowi tej historii, trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość. Początek nie jest bowiem wcale porywający. Dopiero im dalej w lekturę, tym zyskuje ona w czytelniczych oczach. Mariusz Koperski bierze fabularny rozpęd we właściwym momencie. Na szczęście.

Zbrodnia, której stajemy się świadkiem i późniejsze śledztwo to multum wątków łączących się w spójną całość. To wrażenie jednak też przychodzi z czasem, bo niektóre elementy po drodze wydają się chaotyczne i niepotrzebne. Siła tej historii tkwi natomiast w mocnych, charakternych postaciach. One nadają tempo fabule i sprawiają, że czytelnik sam próbuje rozwikłać tajemniczą zbrodnię. Tym bardziej, że wszystko wskazuje na to, że kolosalne znaczenie może mieć tu motyw zemsty. Ale czy na pewno? Mariusz Koperski bawi się poszczególnymi elementami narracji, podtykając pod nos fałszywe tropy. Kto tu naprawdę ma coś za uszami? Kto dobrze gra, a kto się wywinie? I co tak naprawdę się stało? Finał zaskakuje i rekompensuje małe mankamenty, które niepokoiły wcześniej.

Mariusz Koperski, „Po własnych śladach”, Astraia 2017

Lęk – Hubert Hender. Recenzja

Nowa książka Huberta Hendera budziła we mnie czytelniczy lęk i nie miało to w ogóle nic wspólnego z tytułem. Moje obawy uzasadniała nutka rozczarowania, która pozostała po lekturze „Kolejności”. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dała drugiej szansy. I w tym przypadku wyszło to autorowi na dobre, bo książka „Lęk” zaspokoiła moje wymagania.

Książka Lęk Huberta HenderaMotyw wydaje się prosty – zaginięcie nastolatki.  I może zakrawałby na banał, gdyby nie rozbudowa całej otoczki tego wątku. W grę wchodzi różny scenariusz – ucieczka, porwanie, a może całkiem coś innego. Hubert Hender naprawdę się postarał, bo to, co dzieje się na kartkach tego kryminału momentami dosłownie wbija w fotel. Stajemy się bowiem świadkami nierównej walki wydziału kryminalnego z falą niewyjaśnionych zaginięć i tajemniczą zmową milczenia młodzieży. To właśnie pośród nich tkwi klucz do rozwiązania zagadki, ale zdobycie go staje się ogromnym wyzwaniem. Trudno bowiem zmusić do mówienia kogoś, kto jest do cna podszyty strachem.

Komisarz Iwanowicz nadal jest trudny w obyciu, ale jego postawa zasługuje na uznanie. Niepokorny, zmotywowany i napędzany adrenaliną zmierza do rozwiązania tajemnicy, ale droga ku temu wcale nie jest prosta. Narracja trzyma tempo, a kolejne odsłaniane przez autora warstwy fabularne są spójne, intrygują i rozbudzają ciekawość. I tego było mi trzeba.

Lęk w książce Huberta Hendera ma różny wymiar. Przemawia zarówno przez nastolatków, jak i rodziców, a nawet przez funkcjonariuszy, którzy posuwają śledztwo do przodu wolniej niż by oczekiwali. W każdym przypadku uwarunkowany jest jednak tym samym – próbą ocalenia istnienia. Jakie jest wyjście z tej kryminalnej gry? I kto naprawdę powinien się bać? Zachęcam, żeby się przekonać.

Hubert Hender, „Lęk”, Filia Mroczna Strona 2017

Zobacz również:

„Kolejność” Hubert Hender

Kamfora – Małgorzata Łatka. Recenzja

Książka Małgorzaty Łatki wciąga i intryguje. A pamięć o niej nie ulatnia się niczym tytułowa kamfora. Jaki jest zatem przepis na dobry kryminał w polskim wydaniu?

Nie ukrywam, że do lektury książki „Kamfora” zachęcił mnie fakt, że autorka osadziła fabułę bardzo mocno we współczesności. Po pierwsze, morderca swoje ofiary znajduje na portalach randkowych. A po drugie, do jego schwytania zostaje wykorzystana siła mowy ciała. Te dwa aspekty wydawały się ciekawą alternatywą fabularną na tle innych kryminałów, które zalewają ostatnio półki w księgarniach w ekspresowym tempie. W praktyce okazało się, że połączenie tych wątków to strzał w dziesiątkę.

Książka Kamfora

Stajemy się uczestnikami śledztwa, które trudno popchnąć do przodu. Takiego bowiem sprytnego mordercę wykreowała Małgorzata Łatka! Zabija, ucieka i nie pozostawia śladów. A policjanci dwoją się i troją, by zapobiec kolejnej zbrodni. Z pomocą przychodzi Lena Zamojska – specjalistka od mowy ciała. Początkowo traktowana z dystansem, z czasem staje ze swoją wiedzą w samym epicentrum wydarzeń. Co z tego wyniknie? Czy morderca straci czujność i popełni błąd?

Za sprawą książki „Kamfora” mamy w polskiej literaturze o jeden niebanalny kryminał więcej. Trzyma w napięciu i choć nie wywołuje gęsiej skórki, to intryguje. W tym przypadku to wystarczy, by skutecznie przyciągnąć uwagę. Jedyne, co mi tutaj osobiście przeszkadzało, to tak a nie inaczej poprowadzony wątek prywatny Leny Zamojskiej. Nieco banalny, ale można przymknąć na niego oko i skupić się na wiedzy z zakresu komunikacji niewerbalnej, którą ma ta bohaterka i którą się dzieli nie tylko z policjantami prowadzącymi śledztwo, ale też z czytelnikami. Małgorzata Łatka poprzez tę postać kobiecą pokazała, że bystrość umysłu w duecie z niszowym zapleczem merytorycznym to mocna karta przetargowa. I skuteczny wabik literacki.

Seria z Leną Zamojską zapowiada się ciekawie. Mam tylko nadzieję, że Małgorzata Łatka do wciągającej fabuły dołoży jeszcze torpedujące zakończenie. Wtedy będzie zdecydowanie bardziej satysfakcjonująco.

Małgorzata Łatka, „Kamfora”, Czwarta Strona 2016

Kolejność – Hubert Hender. Recenzja

Hubert Hender – nowe oblicze polskiego kryminału. Czy dobre? Łamiące schematy? Wciągające? Książka „Kolejność” może nie jest żyletą gatunku, ale jest godna uwagi.

Książka Kolejność Hubert HenderaTen kryminał ma kilka mocnych punktów – przemyślane żonglowanie wątkami, co przekłada się na totalne wciągnięcie czytelnika w wir wydarzeń i mocne tło społeczne. W rezultacie „Kolejność” okazuje się porządną dawką emocji. Trudno też, żeby ich ilość była znikoma, kiedy stajemy się świadkami brutalnych morderstw. A morderca wyraźnie kpi sobie ze stróżów prawa i wcale się ich nie boi. Czy poszczególne ofiary naprawdę coś łączy? Po co morderca ich numeruje? Ta zagadka wcale nie jest prosta do rozwiązania, szczególnie że komisarz prowadzący śledztwo boryka się ze swoimi problemami, które rzutują na jego pełne mentalne zaangażowanie w dochodzenie. Swoją drogą ta postać intryguje. Hubert Hender pokazuje bardzo ludzkie oblicze Iwanowicza, pozostawiając wiele niedopowiedzeń, które mam nadzieję wyjaśnią się w kolejnym tomie.

Mimo całej makabryczności fabuły zdarzyło mi się jednak uśmiechnąć z ogromnym niedowierzaniem, kiedy z kartek książki biła nieporadność funkcjonariuszy w określeniu, czy mimo braku śladów krwi w jednym z miejsc, faktycznie jej tu nie ma? Halo! Wystarczyło wyciągnąć luminol i wszystko byłoby jasne. Ten niedociągnięty merytorycznie aspekt nie zaburza jednak ogólnego odbioru całej fabuły. Osobiście zabrakło mi takiego detalu. Po prostu.

Muszę jednak przyznać, że Hubert Hender prowadzi narrację sprawnie, konsekwentnie budując napięcie. Tajemnicze morderstwa stają się okazją do obnażenia nie tylko jednej z warstw społecznych, ale też ludzkich relacji – rodzinnych i sąsiedzkich. Daleko im do sielankowych, a nawet dobrych. Te wątki mocno zakleszczają się z morderstwami. Czy to właśnie tu tkwi rozwiązanie tej mrocznej zagadki? Trzeba przekonać się samemu.

„Kolejność” to kryminał, o którym na pewno nie będzie cicho. Ale czy autor ustawi się w kolejce po gigantyczną popularność wśród fanów gatunku? Konkurencja jest spora, więc czas pokaże.

Hubert Hender, „Kolejność”, Filia Mroczna Strona 2016

Premiera książki 17.08.2016 r.

%d blogerów lubi to: