Archiwa blogu

Jak u siebie – Izabella Frączyk. Recenzja

Izabella Frączyk przyzwyczaiła mnie już do tego, że w swoich książkach nieźle plącze życiorysy bohaterek i często wrzuca je na głęboką wodę. Podobnie jest tym razem.

Jak u siebie Izabella FrączykNiespodziewany spadek wywraca do góry nogami dość uporządkowaną codzienność Elizy i to na wielu frontach. Życie uczuciowe kuleje, praca zaczyna schodzić na dalszy plan. Kobieta staje za to przed wyzwaniem – ma przywrócić świetność podupadającemu hotelowi. Biorąc pod uwagę fakt, że nie ma o tym kompletnie pojęcia, możemy się domyśleć, że będzie miała pod górkę. I tak właśnie jest.

Problemy zaczynają się piętrzyć, ale okazuje się, że nowy rozdział w życiu może mocno je przewartościować. Wszystko, co się dzieje, mocno wpływa na dotychczasowe podejście Elizy do wielu spraw i wielu spraw. W pewien sposób przechodzi swoistą metamorfozę – przestaje pozwalać wchodzić innym na swoją głową i rezygnuje ze służalczej postawy. Z jakim skutkiem?

„Jak u siebie” to książka pełna humoru, życia w czystej postaci, ale też przewidywalności. Rekompensują ją nieco wyraziście i wiarygodnie nakreślone postaci, których trudno nie polubić. Jednak nie czynią tego na tyle, by w ogólnym odczuciu zachwycić.

To lekkie czytadło, które ma szansę spodobać się tym, którzy po powieść Izabelli Frączyk sięgną po raz pierwszy. Mnie niestety autorka nie zaskoczyła niczym nowym. Widać, że podąża utartym literackim szlakiem, bez cienia innowacji. A szkoda.

Izabella Frączyk, „Jak u siebie”, Prószyński 2014

Przeczytaj również recenzje innych książek Izabelli Frączyk:

Koniec świata

Dziś jak kiedyś

Reklamy

Podarunek – Krystyna Mirek. Recenzja

Subtelność w budowaniu tematów trudnych emocjonalnie to już wyznacznik twórczości Krystyny Mirek – pisarki, która porusza serca i dusze. Pokazuje, że wcale nie trzeba wielkich słów, by obudzić w czytelniku wrażliwość i zmusić mimochodem do refleksji. A te przychodzą same po lekturze każdej z książek autorki.

Podarunek Krystyna MirekNie inaczej jest i tym razem, choć wielu na dzień dobry może zarzucić banalność fabule „Podarunku”. To, że akcja rozpoczyna się w okolicy Bożego Narodzenia to jednak tylko pretekst do tego, by pokazać, jak bardzo świąteczny czas może być odmiennie postrzegany przez każdego z nas. Dla jednych to okres pozytywnych uniesień i chwili wytchnienia, dla innych katorga, której nie mogą zwalczyć. Emocjonalne huśtawki właśnie w związku ze Świętami mają główne bohaterki – Marta i Kaja. Do tego grona koniecznie trzeba jeszcze dołączyć Eleonorę.

Te trzy kobiety napędzają całą fabułę. Więcej w niej jednak smutnych akcentów niż szczęścia w pełnej krasie. Krystyna Mirek, stawiając na proste historie, pokazuje, że dochodzenie do niego to kwestia bardzo indywidualna. Czasem jesteśmy tak zaślepieni, że wcale go nie dostrzegamy i dopiero ktoś z boku może nam coś uświadomić.

Książka „Podarunek” skupia się na bardzo odmiennych losach trzech kobietach. Na pierwszy rzut oka więcej je dzieli niż łączy, ale im dalej w lekturę, tym bardziej okazuje się, że mają wspólny mianownik. A nawet kilka. Czy potrafią spojrzeć na swoje dotychczasowe życie z dystansem i przeprowadzić w nim zmiany na lepsze? Warto się przekonać.

Krystyna Mirek po raz kolejny udowadnia, że prostota ma ogromną moc. „Podarunek” to powieść  lekka, ale naszpikowana życiem samym w sobie. Ta niezmienna już cecha twórczości autorki powoduje, że bohaterki znów stają się szalenie bliskie. Utożsamienie się z nimi w mniejszym lub większym stopniu intensyfikuje cały odbiór i wyzwala różnorodne emocje. Jest ich tu całkiem sporo, bo książka traktuje nie tylko o szukaniu szczęścia i niespodziewanych podarunkach od losu, ale też o dostrzeganiu dobra w innych i różnych rodzajach samotności.

Mądra i ciepła powieść.

Krystyna Mirek, „Podarunek”, Filia 2014

Inne książki Krystyny Mirek:

Szczęście all inclusive

Miłość z jasnego nieba

Droga do marzeń

Pojedynek uczuć

Czas tęsknoty – Adrian Grzegorzewski. Recenzja

Wśród wielu książek traktujących o czasach wojennych, „Czas tęsknoty” uderzył we mnie z ogromną emocjonalną siłą.

Czas tęsknotyWszystko to, co o rzezi wołyńskiej opowiadała mi babcia, stanęło przed oczami jeszcze wyraźniej. Zwłaszcza to, jak z dnia na dzień sąsiad drugiemu sąsiadowi może stać się najgorszym wrogiem i oprawcą, a okrutne tortury i morderstwa przychodzą z ogromną łatwością, na zawsze zostawiając w pamięci swój krwawy obraz.

Znajomość historii osoby, która to wszystko przeżyła, mimowolnie wzbudziła we mnie czytelniczy apetyt na książkę Adriana Grzegorzewskiego. Trzeba jednak przyznać, że od początku do końca nie jest to lektura łatwa w odbiorze za sprawą tematyki. Autor nakreślił fabułę mocną, nasyconą emocjami różnego kalibru i często bardzo skrajnymi, ale muszę przyznać, że zrobił to z ogromną precyzją i przede wszystkim szacunkiem dla tych, którym przyszło się zmierzyć z ówczesną codziennością.

Fabuła „Czasu tęsknoty” z wyczuciem, ale też bardzo sugestywnie obrazuje los mieszkańców polsko-ukraińskiej wsi, w której przeobrażeniu uległo wszystko – ukrywane i jawne sympatie, sąsiedzka pomoc, moralność. W cieniu zbliżającej się wojny wybuchło jednak żarliwe uczucie, które szybko musiało się zmierzyć z narastającym społecznym ostracyzmem, ksenofobią i pierwszymi falami walk. I choć miłość Polaka i Ukrainki jest jednym z głównych wątków, to jednak według mnie na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się w książce motyw samej rzezi wołyńskiej i mechanizmów, które sprawiły, że miała taki a nie inny przebieg.

Adrian Grzegorzewski napisał powieść, która silnie działa na emocje. W książce, która zgodnie z pierwszym wrażeniem miała traktować o wojennej miłości, otrzymujemy znacznie więcej. A samo uczucie jest tutaj odskocznią od brutalnej rzeczywistości. Autor zmierzył się z trudnym tematem, ale nie potraktował go powierzchownie. Bardzo wnikliwe ukazał Zbrodnię Wołyńską, czystki etniczne i degradację nie tylko relacji międzyludzkich, ale też w wielu przypadkach człowieczeństwa. W tych okrutnych realiach uczucia tj. przyjaźń i miłość miały całkiem inny wymiar. A tęsknota za ukochaną osobą nie miała żadnych granic, choć widmo ponownego spotkania mogło okazać się tylko cichym, nierealnym pragnieniem. Takie to były czasy.

Choć „Czas tęsknoty”, bez wątpienia, jest powieścią historyczną, to jednak autor osadził akcję momentami w miejscach fikcyjnych. Jak sam przyznaje, był to zabieg celowy. Jego zadaniem było oddanie specyfiki tamtego okresu, a nie wywoływanie i intensyfikacja bolesnych wspomnień. Postaci, które napędzają tempo fabuły również nie są przedstawione w skali jeden do jednego. W żaden sposób nie umniejsza to jednak istotności tej książki.

Ze wszech miar godna uwagi.

Adrian Grzegorzewski, „Czas tęsknoty”, Między Słowami 2014

 

Premiera książki 20.03.2014r.

Malownicze. Wymarzony dom – Magdalena Kordel. Recenzja

W jaki sposób jedna spontaniczna decyzja może wywrócić dotychczasowe życie do góry nogami? Czy to uśmiech losu, czy tylko jego kaprys?

Wymarzony dom Najnowsza książka Magdaleny Kordel pt. „Malownicze. Wymarzony dom” niesie odpowiedź na te pytania, ale nim ją poznamy, musimy wtopić się w sytuacje osób skupiających się wokół głównej bohaterki. Postać Magdy vel Madeleine szybko schodzi jednak na dalszy plan. Choć to wokół niej zaczynają się zazębiać losy innych ludzi, to ona sama nie gra pierwszych skrzypiec w fabule. Mimowolnie staje się w pewnym stopniu aniołem w ludzkiej postaci, pod którego skrzydłami ukojenia szuka kilka zbolałych dusz i kilka serc z deficytem miłości.

Książka Magdaleny Kordel bazuje na popularnym i mocno wyeksploatowanym schemacie – nagłe perturbacje, wyjazd na prowincję, odmiana losu. Obawiałam się, że ten powtarzalny motyw sprawi, że powieść „Malownicze. Wymarzony dom” będzie kolejną kalką pełną banału. Na szczęście, autorka nadała kolorytu tej historii za sprawą plejady barwnych osobowości. Co prawda, ich losy nasiąknięte są przykrymi doświadczeniami, a nie szczęściem w pełnej krasie, ale właśnie to sprawia, że akcja nie grzęźnie, lecz przykuwa uwagę. Szczególnie intryguje tajemnicza rodzinna historia, której wyjaśnienie spadnie na barki nastoletniej Julki.

Magdalena Kordel bardzo wiarygodnie skonstruowała wszystkie postacie. Nie sposób ich nie polubić. Wsiąkamy w ich historie całkowicie, czekając na dalszy rozwój zdarzeń. A te ewoluują dość zrównoważonym rytmem. Nie ma tu gwałtownych tąpnięć. Są za to sytuacje, które mogą przydarzyć się każdemu na różnym etapie życia. W każdej z nich za to zwykła ludzka życzliwość może mieć ogromne znaczenie. Taki przepis na książkę finalnie okazuje się pomysłem całkiem udanym, o ile poszukujemy lekkiej lektury stanowiącej odskocznię od codzienności.

„Malownicze. Wymarzony dom” to ciepła opowieść o przypadkowości losu, potrzebie miłości i dawaniu dobra. Wiele tu zagubienia wynikającego z różnych doświadczeń życiowych. Wiele też momentów humorystycznych. Monochromatyczność i tutaj, i w życiu byłaby jednak zdecydowanie nudna. A czasem coś musi runąć, by w to miejsce pojawiło się coś lepszego.

Magdalena Kordel, „Malownicze. Wymarzony dom”, Znak 2014

Premiera książki 20.02.2014r.

%d blogerów lubi to: