Archiwa blogu

Króliki Pana Boga – Grzegorz Kozera. Recenzja

Mam w głowie mocno utrwalony obrazów czasów wojennych, który przyszło mi poznać dzięki opowieściom dziadków. Teraz lawina wspomnień płynąca z ich ust nabrała dla mnie jeszcze mocniejszego wyrazu. Bo to właśnie z ich przekazów doskonale znam wątki uwypuklone przez Grzegorza Kozerę w „Królikach Pana Boga”. Czy można bardziej uwiarygodnić tę książkę?

Króliki Pana BogaTo zaskakujące, ale też przerażające, jak zbieżna może być opowieść kogoś bliskiego z fabułą powieści traktującej o wojnie. Dzięki temu książka ta nabrała dla mnie całkiem innego wymiaru i uzmysłowiła jeszcze bardziej, jak podobny los spotkał tych, którym wówczas udało się przeżyć.

Grzegorz Kozera stworzył narrację szalenie wiarygodną. Taką, w której okrucieństwo odziera z resztek godności, a do głosu dochodzą pierwotne instynkty. Taką, w której zaczynają dominować myśli, że śmierć jest lepsza niż fizyczny i psychiczny upadek. I wreszcie taką, która obrazuje, jak nadzieje umiera ostatnia.

„Króliki Pana Boga” nie należą z pewnością do powieści odkrywczych. Myślę jednak, że wcale nie taka miała być ich rola. Autor postawił bowiem na uderzenie w czytelnicze emocje historyczną prawdą, która życie wielu osób zmieniła raz na zawsze.

Możemy się o tym przekonać, śledząc losy poszczególnych bohaterów – Adama, Haliny i Honzy. Wojna doświadczyła ich różnorodnie. Teraz próbują ocalić w sobie resztki człowieczeństwa, by powrócić do normalnego życia, na którego istnienie po cichu liczą. Bo ile można być królikiem doświadczalnym Pana Boga?

Książka Grzegorzy Kozery porusza i stanowi niezwykłą okazję do refleksji. Ukazanie wojennej zawieruchy skłania do zastanowienia się nad tym, co tak naprawdę jest ważne dziś. Każdy powinien dojść do swoich prywatnych wniosków.

Grzegorz Kozera, „Króliki Pana Boga”, Wydawnictwo Dobra Literatura 2015

Przeczytaj również:

Recenzja książki „Biały Kafka”

Recenzja książki „Co się zdarzyło w hotelu Gold?”

Reklamy

Biały Kafka – Grzegorz Kozera. Recenzja

Kiedy alkohol staje się najlepszym kompanem, niszczeje wszystko.

bialy_kafka_netOto autor, który zrehabilitował się literacko w moich czytelniczych oczach. O ile książka „Co się zdarzyło w hotelu Gold” mnie nie zachwyciła, o tyle „Biały Kafka” szarpnął mną dość mocno. Emocjonalność, szczerość i trudna tematyka uchwycona bardzo sugestywnie – to patenty na dobrą lekturę, od której nie można się oderwać.

Grzegorz Kozera sprawnym piórem i z ogromną lekkością nakreślił portret mężczyzny, który powoli osuwa się w alkoholową otchłań. Patrzymy na jego niszczejące życie prywatne i zawodowe, na chwiejące się, a potem z hukiem rozpadające się relacje międzyludzkie, na postępujący nałóg krok po kroku odbierający mu wszystko. Trudno przejść obok takiego bohatera obojętnie, trudno akceptować jego decyzje, trudno też zrozumieć jego kolosalne zatracenie i klapki na oczach. Wszystko to jednak ma swoją moc.

Autor bez owijania w bawełnę podaje nam na tacy alkoholizm w pełnej jego krasie, uwydatniając powolne mechanizmy, których powtarzalność prowadzi do zatracenia się w nałogu. Książka „Biały Kafka” przesiąknięta jest emocjonalną pustką, brzękiem kieliszków i kompletną degradacją człowieka, które swoje życie podporządkował alkoholowi. A kiedy ten przejął nad nim kontrolę, wyjście z nałogu okazuje się syzyfową pracą.

Grzegorz Kozera poruszył ważny temat i zrobił to w naprawdę świetny sposób. Studium upadku podlanego alkoholem to rzecz mocna, w dużym stopniu obnażająca psychiczne aspekty popadania w uzależnienie, ale też wszystkie konsekwencje społeczne, które za tym idą. Bilans w takiej sytuacji może być tylko jeden.

Grzegorz Kozera, „Biały Kafka”, Dobra Literatura 2014

Przeczytaj również:

Recenzja „Co się zdarzyło w hotelu Gold”

Co się zdarzyło w hotelu Gold – Grzegorz Kozera. Recenzja

A co się mogło zdarzyć, gdyby narracja skręciła w całkiem inną stronę? Właśnie tego trochę mi zabrakło.

Co się zdarzyło w hotelu goldNajnowsza książka Grzegorza Kozery nie jest zła, ale tak jak nie do końca mnie wciągnęła, tak i nie do końca zostawiła po sobie w głowie długie wspomnienie. Główny bohater, Antoni Topola, od początku jawi się jako ofiara losu. Nie może zrobić habilitacji ani się rozwieść, jest uwikłany w romans, a w dodatku musi pojechać na konferencję naukową. I wcale nie ma na to ochoty. Jedzie jednak, a wyjazd ten będzie obfitował w wydarzenia, którym daleko do naukowych. Pojawia się bowiem i trup, i tajemnicza kobieta, i nawet branża porno, i zagadka… I nawet to jakoś „smakuje” razem, ale nie na tyle, by poczuć satysfakcję i zechcieć zakosztować ponownie w książce „Co się zdarzyło w hotelu Gold”.

Ironiczna koncepcja i ukazanie w tej konwencji ludzkich słabości to zabieg, który nadał tej książce charakteru. Nie można zarzucić autorowi braku pomysłu ani świetnej literackiej konstrukcji, ale dla mnie jako czytelniczki zabrakło czegoś, co by mnie porwało i pozostawiło z emocjonalnym rozedrganiem. Wpływ na to miało zbytnia kumulacja wątków, które w pewnym momencie sprawiały, iż czułam, że brakuje konkretu i mocnego tąpnięcia. Albo kryminalnego, albo miłosnego. Wszak Grzegorz Kozera uwikłał bohatera w niespodziewane sploty okoliczności, które nadawały fabule pewnego tempa, ale niestety niewystarczającego. Szkoda.

Grzegorz Kozera, „Co się zdarzyło w hotelu Gold”, Dobra Literatura 2014

%d blogerów lubi to: