Archiwa blogu

Szadź – Igor Brejdygant. Recenzja

„Szadź” to inteligentny, dobrze napisany kryminał, w którym napięcie narasta sukcesywnie. Igor Brejdygant stworzył mroczną opowieść rozgrywającą się z trzech perspektyw. To potęguje jej dynamizm, podsyca ciekawość i budzi lawinę rozmaitych emocji.

Kryminał SzadźLubię tropić mordercę. Tutaj jest on podany na tacy, więc początkowo obawiałam się, czy autor nie strzelił sobie czasem w stopę takim zabiegiem fabularnym. Tymczasem w miarę postępu narracji uwypuklił się sens tego. I mnie on przekonał.

Błyskotliwy oprawca, niepokorna komisarz i naiwna do granic potencja ofiara – takie trio musi się zazębiać, żeby całość była solidną emocjonalną wyprawą czytelniczą. Na szczęście, tak się dzieje, choć każdy z nich robi swoje osobno. Brejdygant szatkuje „Szadź” na krótkie, momentami lapidarne rozdziały i to też jest w punkt. Nie ma tu miejsca na rozwleczone opisy, a konkret goni konkret.

Trzeba przyznać autorowi małą laurkę za osadzenie w roli komisarz kobiety. A ciut większą za wykreowanie jej w taki sposób. Aż chce się powiedzieć, że to postać na miarę naszych czasów – walcząca z preferencjami seksualnymi i seksizmem w pracy. Postać mordercy też ma swoje atuty. Uderzające poczucie bezkarności i klasyczne cechy seryjnego oprawcy intrygują. Nic też dziwnego, że jego metodyka zaczyna się chwiać, kiedy pojawiają się nerwowe ruchy. A pośpiech nie pozwala delektować się należycie zbrodnią.

Książka „Szadź” to nie tylko dobry kryminał. To inteligentna, psychologiczna rozgrywka między komisarz a mordercą. Zwycięzca może być jednak tylko jeden. Jedynym mankamentem jest dla mnie zakończenie. Zbyt spektakularne, by w nie uwierzyć. Trochę mam poczucie, że Igor Brejdygant chciał fajerwerków sprawiedliwości. W takim wydaniu jakoś nie wzbudziły one jednak mojego zachwytu. Zdecydowanie wolę w kryminałach krótkie i precyzyjne, a nawet nieco niedopowiedziane finisze.

Igor Brejdygant, „Szadź”, Wydawnictwo Marginesy 2017

%d blogerów lubi to: