Archiwa blogu

Drzazgi – Joanna Bartoń. Recenzja

Joanna Bartoń znów idzie pod prąd. Z jej książki „Drzazgi” wyłania się taki obraz macierzyństwa, o którym się głośno nie mówi. Który kisi się w czterech ścianach, bo wstyd przyznać, że rola matki nam nie odpowiada, że dusimy się w niej, a dziecko jest największą karą. Autorka fenomenalnie rozprawia się z mitem, że dziecko to dla kobiety milowy krok do pełni szczęścia. A właśnie, że nie!

Książka DrzazgiKto sięgnął po debiutancką książkę autorki „Do niewidzenia, do niejutra” ten wie, że wyznacznikiem jej twórczości stał się świetny styl. Może nieco trudny, ale zagłębiając się w to, co napisała, ma się poczucie, że oto przed oczami mamy historię dramatyczną opowiedzianą w doskonały literacko sposób. Co więcej, nie ma tu ani grama pustych słów, sztucznych wypełniaczy budujących objętość. Narracja jest skondensowana, przez co siła jej rażenia o wiele większa.

Główna bohaterka cierpi i rozpacza, bo przyszło jej być matką. A ona nie gotowa na taki stan rzeczy. Na takie zmiany w życiu i wszystko, co się z nimi wiąże. Ucieka więc notorycznie w głąb siebie. Pozwala swojej duszy cierpieć, bo nie jest w stanie udźwignąć całego emocjonalnego majdanu, który jest w pakiecie z dzieckiem. Bo potomek stanowi dla niej balast, którego nie będzie mogła wyrzucić z głowy już nigdy. Szczególnie, że zostaje oskarżony o morderstwo. Czy coś może złamać ją jeszcze bardziej? Gdzie jest granica, za którą nie czuje się już kompletnie nic? Kto tu naprawdę jest emocjonalnym słabeuszem? Dramat rozgrywający się w życiu kobiety przybiera na sile, a próba ucieczki w używki wcale nie prowadzi do zapomnienia. To droga donikąd.

Joanna Bartoń rozgrywa całą akcję bardzo powściągliwie, ale w przypadku książki „Drzazgi” nie trzeba więcej. Mam nawet wrażenie, że literackim grzechem byłoby poprowadzenie tej narracji utartymi szlakami. A tak dostajemy opowieść, która wdziera się do głowy i zostaje w niej na długo. Trudno się jej pozbyć niczym drzazgi.

Kolejny raz jestem pod ogromnym wrażeniem odwagi i talentu autorki. I kolejny raz mogę śmiało napisać, że przyjemność obcowania z taką dojrzałą i ważną lekturą nie ma sobie równych.

Joanna Bartoń, „Drzazgi”, Wydawnictwo Janka 2018

Reklamy

Do niewidzenia, do niejutra – Joanna Bartoń. Recenzja

Kiedy język zostaje spuszczony ze smyczy, powstaje właśnie taka książka.

11159454_10155462655260652_4768794754613132832_nUwielbiam mocne debiuty. Ociekające innowacyjnością i wymykające się konwencjom. Joannie Bartoń udało się wziąć literacki rozmach już na samym początku twórczości. I oby tak dalej.

W książce „Do niewidzenia, do niejutra” intrygujący jest już sam tytuł. To tylko niewinny przedsmak tego, co kryje cała fabuła. Narracja wykreowana przez autorkę nie należy do łatwych, wymaga skupienia, ale ileż przyjemności z obcowania z taką lekturą!

Akcja nie jest rozbuchana w przestrzeni czasowej. Ot, ona i on. Dwoje życiowych rozbitków, którzy pewnego wieczora przycumowali w tej samej knajpie. Inteligentni, ironiczni i pogubieni próbują znaleźć chwilowy balans we własnym towarzystwie. Czy jedna doba wystarczy, by doznali oczyszczenia i uwolnili się od swoich przeszłych i teraźniejszych demonów? Dokąd doprowadzi ich wspólnie spędzony czas? Czy dowiedzą się więcej o sobie samych?

Joanna Bartoń swoją książką „Do niewidzenia, do niejutra” wbija trochę kij w literackie mrowisko, w którym wszyscy podążają wydeptanymi już ścieżkami. Ogromne oklaski za pójście pod prąd i pokazanie, że taka narracja może zainteresować i zachwycić. To pozycja przepełniona goryczą, ironiczna, obnażająca współczesne lęki, ale też pokazująca nieme wołanie o pomoc. Skąd w nas potrzeba uzewnętrznienia się przed obcymi? Co, kiedy pociąg do śmierci zaczyna dominować? Czy w tym wszystkim jest miejsce na głębsze uczucia? Do czego może doprowadzić fascynacja nie ciałem, ale wnętrzem drugiego człowieka? Dramat na dwa serca. Z jakim finałem? Warto się przekonać.

 Joanna Bartoń, „Do niewidzenia, do niejutra”, Wydawnictwo Janka 2015

%d blogerów lubi to: