Archiwa blogu

Karuzela – Paulina Świst. Recenzja

Po lekturze książki „Karuzela” czuję jedno – gigantyczny przesyt ograną formułą. Mimo że Paulina Świst uczyniła swoim znakiem rozpoznawczym seksualno-wulgarne fabuły, to miałam nadzieję, że nowa seria będzie miała jakąś świeżość narracyjną. Niestety, nic takiego nie ma miejsca.

Książka KaruzelaKiedy w moje ręce trafiła pierwsza książka tej autorki „Prokurator”, byłam pod wrażeniem odwagi, choć autorka z wiadomych powodów ukrywa się pod pseudonimem. Wtedy było to świeże. Czwarta publikacja w tej samej konwencji to już nie tylko kalka, ale też zwyczajnie nuda. Ileż można czytać o mężczyznach samcach Alfa i kobietach uległych seksualnie?

Liczyłam na to, że główny wątek – karuzela podatkowa będzie tu prawdziwą bombą. Tymczasem to niewypał, bo Paulina Świst traktuje go pobieżnie. Niby bohaterowie są w jego epicentrum, niby wzbogacają się nielegalnie, ale dostajemy tylko skutki ich działań. Jakieś morderstwo, szemrane kontakty, potrzebę rozładowania napięcia poprzez seks lub narkotyki. Szkoda, że sam proces takiego procederu nie został pokazany bardziej konkretnie. Możemy jedynie domyślać się, jak wygląda mechanizm. I właśnie przez to książka „Karuzela” nie na kryminalnego napięcia. Jest kolejną erotyczną wydmuszką w wydaniu Pauliny Świst.

„Karuzeli” nie brakuje dynamizmu, ale w moim odczuciu jest on źle wyważony. Fabuła tak pędzi, że poszczególne wątki pojawiają się i znikają. Z kolei główny motyw machlojek z VAT-em jest co prawda intrygujący. Ginie jednak w natłoku seksu i bluzgów. A to już w pewnym momencie irytuje.

Trudno wymagać od autorki, żeby rozwinęła się literacko, kiedy perwersja zwyczajnie się sprzedaje. A to argument, z którym trudno dyskutować.

Paulina Świst, „Karuzela”, Akurat 2018

Reklamy

Karuzela – Agnieszka Lis. Recenzja

Są książki, które sieją emocjonalne spustoszenie. I taka właśnie jest „Karuzela” Agnieszki Lis.

Książka KaruzelaAutorka podjęła się trudnego zadania, bo ukazanie palety uczuć w obliczu dramatu nie należy do łatwych. Ubranie tego w słowa tak, by całość była wiarygodna, wymaga więc nie tylko dobrego warsztatu, ale też dużej dozy empatii. I to wszystko jest odczuwalne podczas lektury „Karuzeli”.

Renata – główna bohaterka, to kobieta, w której wiele czytelniczek zobaczy swoje życie, a przynajmniej jego fragmenty. Zabiegana od rana do nocy, w wiecznym kołowrotku obowiązków związanych z trójką dzieci. Z mężem, którego coraz częściej nie ma w domu, bo przecież ktoś musi na niego zarabiać. Taka monotonna codzienność może stać się nużąca, ale zatracenie się w niej może z kolei skutkować zerowym poziomem zdrowego egoizmu.

I tak jest w przypadku Renaty, bo w trosce o wszystkich zlekceważyła samą siebie. A dokładnie niepokojące symptomy, które od dłuższego czasu wysyłał jej organizm. Jej historia porusza i zwraca uwagę na jedno– nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro.

Książka „Karuzela” to studium choroby, który wkrada się do życia podstępnie, by potem spustoszyć je nie tylko emocjonalnie. Studium rodziny, która musi się przeorganizować, by z nią walczyć. I wreszcie portret kobiety, która w natłoku codziennych obowiązków, zapomniała o sobie. I zapłaciła za to najwyższą cenę.

Dla mnie książka „Karuzela” ma też niestety kilka mankamentów, które uwierają mnie zawsze w lekturze. Po pierwsze, zbyt rozbuchana narracja mieląca ileś razy bardzo podobną codzienność, a przez to momentami nużąca. A po drugie, wątki, które mogłyby się nie pojawić. Zwłaszcza jeden. Fabuła nic by na tym nie straciła, a wręcz przeciwnie. Nic na to nie poradzę, że lubię kondensację treści.

Agnieszka Lis, „Karuzela”, Czwarta Strona 2017

%d blogerów lubi to: