Archiwa blogu

(Nie)piękność – Natasza Socha. Recenzja

Spójrz w lustro, a na pewno nie zobaczysz w nim osoby, którą naprawdę jesteś. Taka już klątwa naszych czasów, że gonimy za tym co nieosiągalne, gubiąc jednocześnie po drodze to, co w nas najlepsze. I po co? Książka „(Nie)piękność” Nataszy Sochy to genialny manifest przeciwko kultowi piękna.

NiepięknośćDwie bohaterki – Nasturcja i Paulina. Różni je wiek, sposób życia i poczucie piękna. Pierwsza postrzega siebie w najgorszych możliwych kategoriach i stroni od ludzi. Druga, choć nie można odmówić jej wyjątkowej urody, płaci za nią ogromną cenę. Nasturcja podziwia Paulinę ukradkiem, przez okno. Jej wygląd to dla zakompleksionej dziewczyny synonim udanego życia. Bo czy ktoś, kto ma taką prezencję, może mieć pod górkę?

Natasza Socha przecina ich drogi, by skontrastować urodę i brzydotę. To spotkanie staje się fenomenalną psychoterapią dla obu kobiet, a także czytelników. Oto bowiem okazuje się, że choć Nasturcję i Paulinę dzieli wszystko, to mają wspólny mianownik. Są samotne i zaszczute przez media lansujące konkretne wzorce kobiecości. Pierwsza czuje, że nigdy nie doskoczy do takiego pułapu cielesności. Druga niszczy siebie, by go utrzymać w ryzach. Rozmowa za rozmową, mimochodem stają się dla siebie wsparciem. Przede wszystkim jednak zaczynają spoglądać na siebie przychylniej w lustrze. A naturalność, której przestają się wstydzić, jest dla nich gigantycznym odkryciem wprowadzającym ich życie na całkiem nowe tory.

Natasza Socha z każdą kolejną książką nieco rewolucjonizuje nie tylko polską literaturą obyczajową, ale też to, co siedzi w głowie kobiet, które sięgają po jej opowieści. Są one bowiem lustrzanym odbiciem współczesnych związków i portretem nas samych. Dosadnym i obnażającym to, o czym się głośno nie mówi. I tak szalenie potrzebnym. Szczególnie w czasach, w których szufladkujemy się na potęgę w każdej dziedzinie życia.

Mam poczucie, że dla każdego czytelnika „(Nie)piękność” będzie bombą z opóźnionym zapłonem. Albo bowiem odczytamy w niej własne zachowania, albo kogoś z najbliższego otoczenia. Może nie stanie się to od razu, ale kiedy już do tego dojdzie, zadamy sobie kluczowe pytanie – po co to wszystko? To, co z nim zrobimy i jak będziemy patrzeć na siebie po lekturze tej książki, zależy już tylko od nas.

To opowieść ku refleksji. I to takiej, która sięga do najgłębszych zakamarków. Bo może na początek wystarczy pokochać siebie w pełnej krasie? Tylko tyle i aż tyle.

Natasza Socha, „(Nie)piękność”, Edipresse Książki 2019

 

Zobacz również:

„(Nie)miłość”

Reklamy

(Nie)miłość – Natasza Socha. Recenzja

Książka „(Nie)miłość” to nie tylko wiwisekcja rozpadu małżeństwa. Mam wrażenie, że to literacka kuracja związku, w którym miłość zamieniła się miejscem z obojętnością. Natasza Socha torpeduje emocjonalnie w najlepszym stylu. Dojrzale, naturalnie i z nutką niedopowiedzenia.

Książka NiemiłośćOna i on. Razem ze sobą od wielu lat, ale coraz częściej obok siebie. Fizycznie i emocjonalnie. Obojgu kołacze w głowie wizja rozwodu, ale żadne z nich nie ma odwagi wziąć odpowiedzialności za ten pierwszy, najważniejszy krok w jego stronę. I wtedy los bierze sprawy w swoje ręce. Dochodzi do wypadku, po którym codzienność Cecylii i Wiktora zmienia się diametralnie, ale czy na lepsze?

Okazuje się bowiem, że Wiktor czuje się w obowiązku zaopiekować się żoną, która nie może chodzić. I jest to jego naturalna reakcja, bo jakże mógłby postąpić inaczej? Dla Cecylii z kolei to walka nie tylko o powrót do sprawności, ale też o dialog z własnym mężem, który chyba nie jest do końca taki zły, skoro tak się stara.

W obojgu bohaterów buzuje od skrajnych emocji. Mają bowiem co nieco za uszami, nie są wobec siebie szczerzy, ale widać wyraźnie, że łączące ich latami uczucie chyba się jednak do końca nie wypaliło, choć oboje długi czas przekonują samych siebie, że potrzebują nowych bodźców i nowych porywów serca. Że jeszcze chcą zapewnienia o własnej atrakcyjności w oczach innych. Czy w ich przypadku rzeczywiście można już mówić o (nie)miłości?

Natasza Socha zbudowała narrację rozpisaną na dwa głosy – żeński i męski, dzięki czemu poznajemy dwie strony medalu. Wiktor przeżywa upojne chwile z kochanką, ale ma dla niej coraz mniej czasu, bo jego całą uwagę skupia chora żona. Cecylia zaś szuka potwierdzenia swojej kobiecości w internetowych serwisach randkowych, ale zaczyna doceniać troskę męża i choć twierdzi, że już go nie kocha, to boli ją jego zdrada. Czy codzienność po wypadku jest dla nich deską ratunkową czy krokiem w stronę totalnego rozłamu? Wcale nie jest to takie oczywiste.

W jaką stronę zmierzą bohaterowie? I z kim widzą się w przyszłości? Książka „(Nie)miłość” nieźle mąci w sercach i umysłach czytelnika, bo naturalizm tej opowieści nie pozwala stanąć jednoznacznie po którejś ze stron. Autorka pokazuje, co doprowadziło ich do tego miejsca i daje im szansę na naprawienie relacji. Robi to w swoim dobrze znanym stylu, z dużą dozą mądrości i odwagi w kreowaniu bohaterów, którzy nie są ani odrobinę kryształowi. A finisz tej opowieści nie pozostawia wątpliwości co do umiejętności Nataszy Sochy w szarpaniu emocjami czytelnika.

Natasza Socha, „(Nie)miłość”, Edipresse Książki 2019

Zobacz inne książki autorki:

„Pokój kołysanek”

„Mgły Toskanii”

Pokój kołysanek – Natasza Socha. Recenzja

Wiecie, że można ukołysać nie tylko do snu, ale też do życia? Dowodzi tego Natasza Socha w książce „Pokój kołysanek”. To mądra opowieść o niezwykłej mocy dotyku. Trudno się nie wzruszyć.

Książka Pokój kołysanekJoachim ma 85 lat i wolny czas spędza jako wolontariusz w szpitalu położniczym. Miejscu, w którym zaczyna się nowe życie, ale jego początki nie zawsze są radosne. Wcześniaki mają bowiem różne problemy zdrowotne, a codzienność dyktują kolejne silniejsze oddechy i dodatkowe gramy na wadze. To właśnie im starszy mężczyzna oddaje całe swoje serce. Regularnie je przytula i opowiada im historie ze swojego życia, próbując też w ten sposób walczyć ze swoimi demonami – samotnością i tęsknotą za utraconą miłością. Czy w tym wieku można jeszcze cokolwiek naprawić?

Książką „Pokój kołysanek” Natasza Socha po raz kolejny mocno zapisze się w pamięci czytelników i na pewno zyska grono nowych. W tej opowieści dostrzec bowiem można nie tylko doskonały pomysł fabularny. Jej siłą jest na wskroś szczere i empatyczna poprowadzenie historii, którą pochłania się zachłannie i która chwyta za serce. Nie ma tu jednak banalnej, kształtowanej usilnie ckliwości. Wzruszenie chwyta za gardło mimochodem.

Choć autorka łączy dwie jakże różne historie, to robi to z ogromną precyzją, dbając o ich wiarygodność. W efekcie ta narracja jest przesiąknięta potrzebami, o których realizację nie prosi się głośno. Wszystko zaś i tak sprowadza się do tej głównej – potrzeby miłości. Wszak ta ma całą paletę odcieni i konfiguracji. I w „Pokoju kołysanek” widać to jak na dłoni.

Ta książka niesamowicie wzrusza! I jak żadna podkreśla cudowną rolę dotyku, który dla noworodków, a zwłaszcza wcześniaków okazuje się być cichym argumentem do tego, by walczyć o życie. Pokazuje też, że przytulacz dzieci to rola szalenie ważna i odpowiedzialna. Taka, którą z delikatnością głównego bohatera powinna być odgrywana w każdym domu, bo przynosi tylko dobro.

Natasza Socha, „Pokój kołysanek”, Edipresse Książki 2018

Inne książki Nataszy Sochy:

„Mgły Toskanii”

„Troje na huśtawce”

Mgły Toskanii – Natasza Socha. Recenzja

Czy miłość można podzielić? Czy można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie i nie mieć przy tym żadnych wyrzutów sumienia? Co w momencie, gdy życie każe dokonać wyboru i skierować uczucia tylko w jedną stronę? Natasza Socha tym razem stawia swoją bohaterkę przed decyzjami, które trudno podjąć, nie raniąc przy tym nikogo. Także siebie.

Mgły Toskanii Natasza Socha„Mgły Toskanii” zapowiadały się na malowniczą historię, której rytm wyznacza coraz szybsze bicie serc poszczególnych bohaterów. I tak jest, ale autorka wcale nie skręciła fabularnie w stronę ckliwego romansu. To mądra, dojrzała opowieść o uczuciach, których nie sposób wcisnąć w sztywne ramy.

Akcja rozgrywa się w dwóch miejscach – Polsce i Toskanii. Kiedy Lena opuszcza kraj, by zrealizować zlecenie konserwatorskie zagranicą, nie ma pojęcia, jak ten wyjazd zmieni jej życie. I to na wielu płaszczyznach. Rozwój zawodowy to jedno. Znacznie ważniejsze okazuje się to, co zaczyna się dziać w jej głowie, duszy i sercu za sprawą dużo starszego Iana. I nie byłoby nic odkrywczego w tym romansie, gdyby nie to, że po pierwsze w Polsce czeka na kobietę narzeczony, a po drugie jest on synem mężczyzny, dla którego Lena właśnie łamie swoje zasady. W dodatku panowie są od lat w konflikcie. Nic więc dziwnego, że aż roi się tutaj od lęków, a moralność robi niewyobrażalne salta.

Lena, Ian i Igor – ta trójka, po tym co zgotowała im Natasza Socha, nigdy już nie zazna spokoju serca. Splątała ich los, podsuwając im pod nos szczere porywy serca, ale od początku książki wydaje się, że ta historia nie ma prawa zakończyć się happy endem. To byłoby zbyt tandetne i mało życiowe. Na szczęście, autorka doskonale wie, jak prowadzić narrację, by trzymać ją w ryzach i dawkować emocje tak, by czytelnik pozostał po lekturze w pełni usatysfakcjonowany. Tym razem nie uświadczymy ironiczno-humorystycznej konwencji. Jest spokojnie, choć buzuje od emocji.

Książka „Mgły Toskanii” to kolejna świetna opowieść spod pióra tej autorki, choć nieco inna niż poprzednie. To jednak świadczy tylko o tym, że literacki rozwój trwa. I oby tak dalej.

Natasza Socha, „Mgły Toskanii”, Edipresse Książki 2018

Zobacz również inne książki Nataszy Sochy:

„Troje na huśtawce”

„Dwanaście niedokończonych snów”

Troje na huśtawce – Natasza Socha. Recenzja

„Troje na huśtawce” to książka, która rozbuja emocje. Natasza Socha w humorystyczno-ironicznej konwencji mierzy się z tematem tabu. I robi to genialnie. Romans z młodszym jeszcze nigdy nie był podany w taki sposób.

Książka Troje na huśtawceMiłość nie wybiera. I za nic ma metrykę, zwłaszcza kiedy jednym rytmem zaczynają bić serca, które dzieli kilkanaście lat. Przekonuje się o tym Koralia. Gdyby ktoś jej kiedyś powiedział, że zapała uczuciem do syna przyjaciółki, wybuchłaby śmiechem. Tymczasem życie pisze jej niespodziewany scenariusz napompowany gigantycznymi wyrzutami sumienia. Jak pogodzić zakochanie z lojalnością wobec najlepszej koleżanki? I co, kiedy ta dowie się prawdy? Czy po 40-stce jeszcze wypada dać się ponieść sile tak nietypowego uczucia?

W książce „Troje na huśtawce” autorka serwuje sporo skrajnych emocji. Świetnie zbudowany portret Koralii powoduje, że przeżywa się każde jej zwątpienie i raduje się, kiedy spuszcza serce ze smyczy. Wszystko, co nią miota, to trochę lustrzane odbicie zachowań większości kobiet bez względu na wiek, które myślały, że miłość to już nie dla nich. A tu niespodzianka!

Świetnie, że Natasza Socha poszła w dobrze dozowaną ironię i komizm, bo dzięki temu nie ma tu romantycznej egzaltacji. Są emocjonalne zawieruchy o różnym natężeniu. A tak przecież bywa na życiowej huśtawce.

Można zarzucić tej opowieści chaotyczność, skakanie w czasie, ale wszystko to jest uzasadnione, bo po pierwsze ma ona formę pamiętnika. A po drugie – w bohaterce mocno buzują uczucia, więc kiedy musi je z siebie wyrzucić, robi to szybko, nie skupiając się się na idealnej chronologii. I dlatego taka narracja w tym przypadku się broni.

Wisienką na torcie w książce „Troje na huśtawce” jest natomiast zakończenie. Natasza Socha połechtała moje czytelnicze ego. Taki finisz nie pozostawia złudzeń, że autorka po raz kolejny pokazała, że literacki marazm jej nie grozi. I oby tak dalej.

Natasza Socha, „Troje na huśtawce”, Edipresse Książki 2018

Inne książki Nataszy Sochy:

„Dwanaście niedokończonych snów”

„Apteka marzeń”

„Rosół z kury domowej”

%d blogerów lubi to: