Archiwa blogu

Sitwa – Paulina Świst. Recenzja

Dzięki książce „Sitwa” Paulina Świst okopała się jeszcze bardziej na swojej pozycji w literaturze rozrywkowej. Tylko że mimo turbo dynamicznej narracji i stałych wulgarno-erotycznych elementów nie dostajemy nic więcej. Znów jakiś samiec Alfa i znów kolejna harda kobieta, która nieudolnie się mu opiera. Przy pierwszej książce to się broniło i intrygowało. Teraz zaś budzi pytanie – czy autorki nie stać na nic więcej?

Wszak tematy, które serwuje w swoich książkach to świetne wątki do rozbudowanych mrocznych opowieści, które nie ociekają seksem. „Sitwa” też jest tego przykładem, bo dostajemy kolejną odsłonę machlojek na wielką skalę, w tym dalsze losy karuzeli podatkowej. Jest niebezpiecznie, a nawet tajemniczo, bo siatka powiązań jest gigantyczna i w gruncie rzeczy nie wiadomo, kto jest po jakiej stronie, kto co ukrywa i kto komu zrobi krzywdę, by osiągnąć swój cel. Poszczególne wątki i postaci pojawiają się i znikają na tyle szybko, że w pewnym momencie można się pogubić, kto co ma na sumieniu i dlaczego robi to co robi.

W „Sitwie” Paulina Świst jeszcze dobitniej pokazuje, jak pieniądze mogą zepsuć człowieka i dokąd mogą go doprowadzić. Przewijają się tu postaci z poprzednich książek, część wątków ma swój ciąg dalszy, ale ciężar fabuły tym razem spoczywa na barkach mecenas Lilki Płonki i zuchwałego podinspektora CBŚ Michała Grosickiego. Okazuje się, że sprawy, w które są wplątani z osobna, mają wspólny mianownik i to dość niebezpieczny. Czy stworzą nieustraszony duet przeciw tym, z którymi lepiej nie zadzierać? Kto otrze się o życie?

Chciałabym przyklasnąć „Sitwie” i powiedzieć, że to genialna książka, ale to tylko kalka. Choć opiera się na kolejnych ciemnych interesach, które nawet w jakiś sposób budzą ciekawość, to podane po raz kolejny w ogranej już formule, nie wprawiają czytelnika w osłupienie. Mało wymagający czytelnik nie będzie miał zastrzeżeń do nowej książki Pauliny Świst. Jestem nawet przekonana, że będzie zadowolony. Bardziej wymagający uzna natomiast, że to koniec jego przygody z twórczością tej autorki, bo prawdopodobnie nie ma tu już nic do odkrycia. A szkoda.

Paulina Świst, „Sitwa”, Wydawnictwo Akurat 2019

Karuzela – Paulina Świst. Recenzja

Po lekturze książki „Karuzela” czuję jedno – gigantyczny przesyt ograną formułą. Mimo że Paulina Świst uczyniła swoim znakiem rozpoznawczym seksualno-wulgarne fabuły, to miałam nadzieję, że nowa seria będzie miała jakąś świeżość narracyjną. Niestety, nic takiego nie ma miejsca.

Książka KaruzelaKiedy w moje ręce trafiła pierwsza książka tej autorki „Prokurator”, byłam pod wrażeniem odwagi, choć autorka z wiadomych powodów ukrywa się pod pseudonimem. Wtedy było to świeże. Czwarta publikacja w tej samej konwencji to już nie tylko kalka, ale też zwyczajnie nuda. Ileż można czytać o mężczyznach samcach Alfa i kobietach uległych seksualnie?

Liczyłam na to, że główny wątek – karuzela podatkowa będzie tu prawdziwą bombą. Tymczasem to niewypał, bo Paulina Świst traktuje go pobieżnie. Niby bohaterowie są w jego epicentrum, niby wzbogacają się nielegalnie, ale dostajemy tylko skutki ich działań. Jakieś morderstwo, szemrane kontakty, potrzebę rozładowania napięcia poprzez seks lub narkotyki. Szkoda, że sam proces takiego procederu nie został pokazany bardziej konkretnie. Możemy jedynie domyślać się, jak wygląda mechanizm. I właśnie przez to książka „Karuzela” nie na kryminalnego napięcia. Jest kolejną erotyczną wydmuszką w wydaniu Pauliny Świst.

„Karuzeli” nie brakuje dynamizmu, ale w moim odczuciu jest on źle wyważony. Fabuła tak pędzi, że poszczególne wątki pojawiają się i znikają. Z kolei główny motyw machlojek z VAT-em jest co prawda intrygujący. Ginie jednak w natłoku seksu i bluzgów. A to już w pewnym momencie irytuje.

Trudno wymagać od autorki, żeby rozwinęła się literacko, kiedy perwersja zwyczajnie się sprzedaje. A to argument, z którym trudno dyskutować.

Paulina Świst, „Karuzela”, Akurat 2018

Komisarz – Paulina Świst. Recenzja

„Prokurator” był temperamentny. „Komisarz” jest jego znakomitą pikantno-gangsterską kontynuacją. A odważne pióro Pauliny Świst broni się samo. Nie można przegapić.

Komisarz Paulina ŚwistBohaterowie, którzy doskonale dali się już poznać w pierwszej części, powracają nieco w roli drugoplanowej. Pierwsze skrzypce tym razem gra wątek komisarza Radosława Wyrwy i Zuzanny Kadziewicz – córki jednego z biznesmenów zamieszanego w handel ludźmi. Autorka znów balansuje między poszczególnymi warstwami fabularnymi, ciasno splatając relacje służbowe i prywatne w jedno. Komisarz i figurantka działają na siebie nawzajem niczym czerwona płachta na byka, więc o ogień w tej relacji nietrudno. Od początku do końca.

Kryminalny motyw nabiera rozpędu, bo do gry wraca „Szary”. Więzienne mury w niczym mu nie przeszkadzają. Prokurator Zimnicki i mecenas Kinga Błońska nie zaznają spokoju i tym razem, szczególnie że wszystkie wątki krążą wokół tego gangstera. Kto kogo wykiwa? Kto ujdzie z życiem? A kto poniesie klęskę? Paulina Świst torpeduje intensywnymi emocjami.

O ile w „Prokuratorze” proporcje warstwy erotycznej z kryminalną były mniej więcej równe, o tyle teraz Paulina Świst bardziej eksploruje motyw przestępczego światka. I to działa na korzyść „Komisarza”, bo obawiałam się, że autorka pójdzie za ciosem i w kolejnej odsłonie spłyci go maksymalnie na rzecz seksu. Tymczasem jest dobrze. Intrygująco, niepokojąco i lubieżnie. Erotyka nie jest tutaj podana subtelnie, ale taki też jest styl tej książki. Zatem jeśli ktoś spodziewa się romantycznych uniesień, to od razu powinien sięgnąć po inny tytuł.

Paulina Świst, „Komisarz”, Wydawnictwo Akurat 2017

Premiera książki 22.11.2017 r.

Zobacz również:
Prokurator

Prokurator – Paulina Świst. Recenzja

Kryminał z wątkiem erotycznym czy erotyk z wątkiem kryminalnym? Proporcje tych dwóch pomysłów fabularnych tak się zazębiają, że trudno o jednoznaczną klasyfikację. Zresztą nie jest to wcale potrzebne, bo książka „Prokurator” Pauliny Świst broni się dość dobrze. A myślałam, że to będzie słaba narracyjnie napompowana seksem opowiastka, bo przecież taka oprawa z założenia może sprzedać wszystko. Tymczasem jest nieco inaczej.

Książka ProkuratorOna i on. Adwokat i prokurator. Zanim trafią na salę sądową, ich los splecie się w łóżku. Jednorazowa, anonimowa przygoda okaże się jednak preludium relacji, która biegnie torem dyktowanym absolutną żądzą cielesną. Co z tym zrobić, kiedy to nieetyczne? A sprawę utrudnia fakt, że gra zaczyna toczyć się o życie.

Paulina Świst świetnie oddała realia gangsterskiego świata, pokazując, jak można sterować życiem innych za murami więzienia, wcale go przy tym nie opuszczając. Ten wątek jest tu momentami dość ostry, ale wiarygodny. Zapewne wynika to z tego, że sama autorka jest prywatnie adwokatem, a jej pseudonim literacki to maska, pod którą musi się skryć, by nie narazić się na ewentualny ostracyzm. Przy tak odważnej fabule takie ryzyko się pojawia.

Nie sposób nie zwrócić też uwagi na rozbuchaną erotykę. I muszę przyznać, że w tym wydaniu ona się broni sama. Paulina Świst obnaża po prostu instynkty, o których się nie pisze. A jeśli się pisze, to ugładza się je tak, że stają się płytkie i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. W „Prokuratorze” gama uniesień jest różnorodna i często nieco brutalna. I może to zdziwić, ale przekuwa się to ostatecznie w duży plus na konto tej historii.

„Prokurator” to książka pełna temperamentu i niezłego tempa zarówno w wątku erotycznym, jak i kryminalnym. Nie ma tu miejsca na nudne fabularne przestoje i niepotrzebne akcyjne skoki w bok. Nie jest to jednak narracja ambitna, odważne sceny seksu mogą zniesmaczyć, a co za tym idzie sporo grono czytelników przekreśli tę opowieść. Uczulam jednak, żeby zrobić to po lekturze całości, a nie po notatce marketingowej. Można się bowiem zaskoczyć.

I radzę potraktować książkę „Prokurator” jako intrygującą przygodę literacką. Taki płodozmian od literatury obyczajowej nasączonej romantyzmem przyda się każdemu.

Paulina Świst, „Prokurator”, Akurat 2017

%d blogerów lubi to: