Ogród Zuzanny – Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Recenzja

„Ogród Zuzanny” to ciekawy dwugłos w literaturze obyczajowej. Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska postawiły na sielskość, ale nie brnęły utartym szlakiem i nie zgotowały swojej bohaterce życia, które przewinęło się w polskich chic-litach już wielokrotnie. Może autorki nie torpedują innowacyjnością fabularną, ale ewidentnie pokazują, że mają konkretny pomysł na swoją twórczość.

Książka Ogród ZuzannyZuzanna, główna bohaterka jest nieco poturbowana przez życie, ale nie przeszkadza jej to, by brnąć do przodu. Co prawda, nie stawia milowych kroków, ale robi, to co kocha – zajmuje się zawodowo roślinami. Kiedy dostaje zlecenie na zaaranżowanie ogrodu Adama, staje przed ogromnym wyzwaniem. I nie chodzi tu wcale o metraż zielonej przestrzeni, ale falę nagłych uczuć, które powracają po latach z podwójną siłą. Kilkanaście lat wcześnie tych dwoje miało bowiem już ze sobą do czynienia. Czy teraz wyjaśnią sobie to, co przemilczeli za pierwszym razem?

Jedno jest pewne – Zuzanna bierze sprawy w swoje ręce i postanawia przemówić do mężczyzny językiem kwiatów. Brzmi romantycznie, ale czy Adam będzie potrafił odczytać taki komunikat? Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska zadbały, by wątek ten nie był taki oczywisty.

„Ogród Zuzanny” to książka sfokusowana na to, co mi bliskie – kontakt z naturą, miłość do roślin i poszukiwanie dobra w drugim człowieku. To sprawiło, że szalenie przypadła mi do gustu. Jeśli dodać do tego charyzmatyczne postaci, także te poboczne, niesztampowe relacje rodzinne i jakąś dawkę komizmu sytuacyjnego, to w efekcie mamy całkiem porządny kawałek literatury obyczajowej. W dodatku napisanej w bardzo dobrym stylu, bez grafomańskich wybryków. To tym bardziej zasługuje na uwagę, bo tytuł ten wyszedł spod pióra dwóch osób. A mimo to wszystko jest spójne.

Jedyne, co zakrawało na banał, to wątek macierzyński. Jakoś od początku był szalenie przewidywalny i niczym nie zaskoczył. Ale to, co u mnie ukłuło tutaj, dla innych może być w punkt. Kwestia gustu.

Pozostaje tylko czekać na drugi tom „Ogrodu Zuzanny”. Oby pojawił się niebawem.

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska, „Ogród Zuzanny. Tom 1. Miłość zostaje na zawsze”, W.A.B 2018

Premiera książki 31.01.2018 r.

Reklamy

Warkocz – Laetitia Colombani. Recenzja

„Warkocz” to intymna, refleksyjna opowieść nie tylko o utracie wolności i mozolnej próbie jej odbudowania, ale też o odwadze, która budzi się w krytycznych momentach. Laetitia Colombani snuje narrację spokojną, choć bohaterki kipią od skrajnych emocji.

Książka Laetiti ColombaniSmita, Giulia i Sara. Tak różne, a tak bliskie. Żyjące całkiem inaczej, w odmiennych częściach świata, a mimo wszystko zmagające się z tożsamymi problemami, które są kompletnie niezależne od tego, w jaki sposób egzystują na co dzień. Uwiera je bowiem to samo. Niezgoda na codzienność, którą zgotował mi los. Pewien upadek, który kazał im odrzucić bierność i zmusił do walki. I one walczą, każda na swój sposób. Zapewniam, że to determinacja godna podziwu.

Laetitia Colombani w mądry oraz wyjątkowo przenikliwy sposób kreśli portrety trzech kobiet. I zgrabnie łączy ich losy. W jej narracji nie ma dynamicznych zwrotów akcji. Śledzimy turbulencje w życiu bohaterek i choć buzują w nich rozmaite emocje, to do tego, co je spotyka, podchodzą z rozwagą. By jednak ruszyć z miejsca, potrzebują silnego bodźca. Jakie to prawdziwe!

„Warkocz” to książka, którą trzeba się delektować, choć jest to opowieść epatująca powściągliwymi emocjami. Może wzruszyć. To opowieść multikulti o odwadze i drodze ku wolności w różnym wymiarze. Ale też o swoistym oczyszczeniu, które kiedy już następuje, daje siłę do walki o zdrowie, spokój, stabilizację i lepszą przyszłość.

Nie da się uciec od spojrzenia na siebie przez pryzmat tej historii. Laetitia Colombani daje pole do refleksji.

Laetitia Colombani, „Warkocz”, Wydawnictwo Literackie 2017

Wszystkie pory uczuć. Zima – Magdalena Majcher. Recenzja

„Wszystkie pory uczuć. Zima” to emocjonalna opowieść naznaczona tajemnicą. Magdalena Majcher znów wskazuje level wyżej na rynku literatury obyczajowej. Ta historia ma bowiem znamiona dramatu psychologicznego. A to nie lada sztuka, by skroić taką narrację i to w tak świetnym stylu.

Książka Wszystkie pory uczuć zimaTajemnice mają to do siebie, że pchają się na światło dzienne nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że już nie mają prawa, bo się przedawniły i ucichły. Tymczasem te o dużym ciężarze emocjonalnym potrafią upomnieć się o prawo głosu w najmniej spodziewanym momencie. I motyw ten doskonale wykorzystuje Magdalena Majcher w drugiej części cyklu „Cztery pory roku”.

Róża ma swoje lata i właśnie zostaje panną młodą. To milowy krok i próba zaznania szczęścia w momencie, kiedy wydaje się, że życie zbliża się już ku końcowi. Aby jednak w pełni się nim cieszyć, bohaterka musi stawić czoła demonom, które pielęgnuje w sobie od lat. Czy nosząc na barkach niewyjaśnioną historię, może ruszyć do przodu? Okazuje się, że kiedy w grę wchodzą szczere uczucia, zmianie ulega wszystko.

Pomyli się jednak ten, kto z góry założy, że książka „Wszystkie pory uczuć. Zima” traktuje wyłącznie o kulisach dojrzałej relacji. Motyw miłości ma tu bowiem kilka twarzy. Ta między Różą a jej mężem jest tylko katalizatorem do zweryfikowania uczuć nią a jej siostrą. A te są niczym bomba z opóźnionym zapłonem, który żarzy się od lat, ale nie doprowadza do wybuchu.

To specyficzna relacja, w której Róża pełni rolę opiekunki dla siostry. Ale czy ta na to zasługuje? Jaki wymiar mam jej miłość, jeśli całe życie nosi w sobie historię, o której uparcie milczy? Czy jej choroba to tylko wygodna wymówka? Nie da się bowiem ukryć, że Miłka prowadzi jakąś grę. Dokąd doprowadzi to bohaterów? Czy przeszłość upomni się o swoje?

Książką „Wszystkie pory uczuć. Zima” Magdalena Majcher udowadnia, że jej kreatywność literacka ewidentnie ma tendencję wzrostową. Autorka nie spoczywa na laurach i śmiało sięga po intrygujące tematy, które nie tylko zaciekawią, ale też poruszą czytelnika. I to się ceni. I na takie opowieści czeka się z niecierpliwością.

Magdalena Majcher, „Wszystkie pory uczuć. Zima”, Pascal 2017

Premiera książki 17.01.2018 r.

Zobacz również:
Wszystkie pory uczuć. Jesień

Fashion Victim – Corrie Jackson. Recenzja

Niepokorna dziennikarka śledcza igrająca z życiem. Obnażony do cna bezlitosny świat mody. Modelki balansujące na cienkiej linie, z której spadają wprost w otchłań brutalnej śmierci. A wszystko to wokół tajemniczej i makabrycznej historii, która zbiera swoje żniwo. „Fashion Victim” Corrie Jackson intryguje do samego końca.

Fashion Victim Corrie JacksonMocnym punktem tego thrillera jest złożenie ciężaru narracji na barkach Sophie Kent – dziennikarki, która przed do przodu niczym taran, usiłując dociec prawdy. Nie zawsze jest to lojalne, często zwyczajnie niebezpieczne, ale to świetnie dynamizuje fabułę. Corrie Jackson doskonale sportretowała mroczną stronę modelingu. Ta jednostronność może być jednocześnie zarzutem, ale według mnie na potrzeby tej konkretnej historii zbędne było dodatkowe epatowanie drugą, tą lepszą stroną tego światka. Niepotrzebnie rozciągnęłoby całość. A tak jest w punkt.

Rzeczona Sophie Kent ma nie lada zagwozdkę – usiłuje pomóc jednej z modelek, a ta ginie. Im dalej brnie w zaułki agencji modelek, tym więcej rzeczy ją niepokoi, ale trudno złożyć wszystko w sensowną całość, kiedy zapada zmowa milczenia. Każdy ma sporo za uszami, ale morderca pogrywa sobie z zaskakującą pewnością. Czy taka postawa wreszcie go zgubi?

Corrie Jackson debiutuje w świetnym stylu. Nie uległa schematom, uwypukliła zgubne mechanizmy dążenia do sukcesu i dosadnie naszkicowała motyw ofiary. Wszystko to w świetnych proporcjach i stworzone z głową. I to zakończenie! Nie można się przyczepić.

„Fashion Victim” to thriller mocno igrający z moralnością. Nie można przegapić.

Corrie Jackson, „Fashion Victim”, W.A.B 2018

Premiera książki 17.01.2018 r.

48 tygodni – Magdalena Kordel. Recenzja

Czy warto odgrzewać po latach debiut typu „48 tygodni”, który jest co najwyżej letni, mając na uwadze to, co dzieje się na rynku literatury obyczajowej? Jedyny argument to marketing, który na fali aktualnej popularności Magdaleny Kordel sprzeda wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. I tak pewnie stanie się w tym przypadku.

Książka 48 tygodni Magdalena KordelW ciągu kilku ostatnich lata chick lity w polskim wydaniu mocno ewoluowały i choć wciąż wiele wśród nich sztampowych opowieści, to coraz częściej pisarki wychodzą poza schemat, snując opowieści realne, ale przy tym nasączone mądrą refleksją. Tak też dzieje się w przypadku twórczości Magdaleny Kordel. I sięgając po jej ponownie wydany debiut, można przekonać się właściwie tylko o jednym – poszła w lepszą literacką stronę, biorąc pod uwagę książki wydane w ostatnim czasie. Po co więc ten wielki powrót do opowieści, która nieco odbiega od obecnego poziomu?

Przyznam szczerze, że historia Nataszy prezentowana w książce „48 tygodni” nie porwała mnie w ogóle. Owszem, jest utrzymana w konwencji humorystycznej, nie brak tu gagów sytuacyjnych czy roztrząsania różnych dylematów, ale wszystko to jakieś takie właśnie letnie. Ot, zbiór scenek, które zapewne wiele kobiet utożsami z własnym życiem i nawet uśmiechnie się pod nosem, ale nic więcej. Autorka zamknęła to w konkretnych ramach czasach, ubarwiła obowiązki żony i matki czarnym humorem i na tym koniec.

Lekkie czytadło, które czyta się błyskawicznie, ale zapomina jeszcze szybciej.

Magdalena Kordel, „48 tygodni”, Znak 2018

Inne książki Magdaleny Kordel:

Serce z piernika

Anioł do wynajęcia

%d blogerów lubi to: