Wszystkie moje zmartwychwstania – Iwona Żytkowiak. Recenzja

„Wszystkie moje zmartwychwstania” to dramat rozpisany na trzy głosy. Żaden nie jest donośny, a każdy staje się cichym wołaniem o uczucie i choćby okruchy czułości. Po prostu.

książka Wszystkie moje zmartwychwstaniaCo musi się stać, by dostrzec takie deficyty? Iwona Żytkowiak na dzień dobry torpeduje mocnym problemem. Szybko wprowadza w spaczone relacje nie tylko na linii rodzice-córka, ale też mąż-żona. Brak dialogu to tutaj prosta droga do destrukcyjnych zachowań, z których największy kaliber ma narkomania nastoletniej Marty. Długo ukrywana, co tylko świadczy o tym, że nikt w tej rodzinie tak naprawdę nie zwraca do końca uwagi na bliskie osoby. Gdyby tak było, wszystko toczyłoby się inaczej. Kto tu naprawdę cierpi najbardziej?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka jednoznaczna. Nikt tu bowiem nie jest bez winy. Każdy na swój sposób podejmuje nikłą próbę odnalezienia się w tym całym galimatiasie. Magda walczy z poczuciem wewnętrznej pustki, ale jak przekonujemy się w trakcie lektury książki „Wszystkie moje zmartwychwstania” nie jest w tym sama. Dostajemy więc solidną dawkę skrajnych emocji. I tak naprawdę każda z nich jest uzasadniona. Motyw narkomanii nie jest tu nachalny. Iwona Żytkowiak nie epatuje brutalnymi scenami. Uzależnienie jest tutaj tylko pewną konsekwencją, a problem tkwi głębiej.

Iwona Żytkowiak postawiła na nietypowe podejście do tematu. Szarpana narracja balansująca między tu i teraz a wspomnieniami głównej bohaterki uwypukla jej próbę rozliczeniami się z tym, co doprowadziło ją do aktualnego momentu w życiu. Czy myśli przeobrażą się w czyny?

„Wszystkie moje zmartwychwstania” to książka smutna, lustrzane odbicie wielu rodzin, w których gdzieś gubi się chęć bycia razem. U Iwony Żytkowiak konsekwencje takiej relacji mają gorzki finał.

Iwona Żytkowiak, „Wszystkie moje zmartwychwstania”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Zobacz również:
„Tam, gdzie twój dom” Iwona Żytkowiak

Pewna pani z telewizji – Anna Mentlewicz. Recenzja

Czym może skutkować próba pozostania sobą w świecie, który kreuje rzeczywistość? Dokąd prowadzi zaufanie i czy generuje utratę czujności? Jak być szczęśliwą, kiedy sypią się kłody pod nogi? Anna Mentlewicz stworzyła swojej bohaterce dość burzliwy żywot, co przełożyło się na ciekawą, skrzącą się dynamicznym rozwojem wątków fabułę, która nie nudzi.

Książka pewna pani z telewizjiStella Lerska – tytułowa pani z telewizji robi wszystko dokładnie, stawiając na perfekcjonizm. Kiedy zrzuca maskę profesjonalistki, okazuje się, że skrywa się za nią zagubiona, cierpiąca kobieta, która nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanego mężczyzny. Kiedy na jej drodze staje tajemniczy Jacek, mur obronny, który wybudowała wokół siebie, zaczyna kruszeć. Czy podda się nowym emocjom? I jaką cenę przyjdzie jej za to zapłacić?

Książka „Pewna pani z telewizji” jest niezwykle wiarygodna. Autorka bardzo wnikliwie oddała realia pracy w mediach, pokazując, że celebryckość jest towarem. A nie każdy ma ochotę nim zostać i wystawić się pod publiczną ocenę. Czasem lepiej pozostać kimś bardziej zwykłym, ale żyjącym w zgodzie z własnymi wartościami. Sporo tu też rozmaitych wojenek o pozycję, które dla jednych są łatwizną, dla innych gigantycznym wyzwaniem, którego wcale nie mają ochoty podjąć. Anna Mentlewicz przemyciła tutaj zapewne multum zachowań, które wielokrotnie widziała w swoim zawodowym życiu związanym z telewizją właśnie. Nie uczyniła jednak tego ani nachalnie, ani z premedytacją. Wszystko jest rozważne.

Ujmujące w tej książce jest to, że nie jest w żaden sposób skażona trendami panującymi teraz w literaturze obyczajowej. Intrygująca bohaterka, dobrze rozbudowane i powiązane wątki, duża językowa lekkość – wszystko to składa się w rozsądną, emocjonującą całość.

Anna Mentlewicz, „Pewna pani z telewizji”, Wydawnictwo Melanż

Antykwariat spełnionych marzeń – Dorota Gąsiorowska. Recenzja

„Antykwariat spełnionych marzeń”  to ciepła, choć niepozbawiona gorzkich momentów, opowieść o sile pragnień różnego kalibru. Pojawiają się tu rozmaite deficyty, które domagają się uzupełnienia. Czy zawsze jest to możliwe? I czy zawsze warto?

Książka Antykwariat spełnionych marzeńZ twórczością Doroty Gąsiorowskiej było mi już po drodze, ale nie zawsze były to spotkania do końca udane z uwagi na niespełnienie moich czytelniczych wymagań. W nowej książce zanurzyłam się więc z uczuciem niepewności, ale na szczęście autorka tym razem trafiła celnie w moją romantyczno-marzycielską naturę, która gdzieś przycichła. A już wątek miłości do książek przywiązał mnie do „Antykwariatu spełnionych marzeń” całkowicie. I w mig okazało się, że historia dobiegła końca.

Po fabule poruszamy się wraz z Emilią – główną bohaterką. Pełna wrażliwości młoda kobieta musi nagle wystawić na próbę swoją ufność wobec najbliższych, którzy mają co nieco za uszami. Plejada postaci nie jest tu gigantyczna, więc o każdym coś się dowiadujemy. I są to informacje na tyle uwypuklone, że łatwo zrozumieć pewne lęki i idące za nimi decyzje. Rozmaite niespodzianki od losu wcale nie muszą skłaniać do uśmiechu. Mogą być bowiem katalizatorem fali negatywnych emocji, złych wspomnień i lęków, które były uśpione.

W książce „Antykwariat spełnionych marzeń” wszystko to zostało rozważnie skrojone, dzięki czemu żaden bohater nie wydaje się jałowy. Trochę obawiałam się, że Emilia zostanie wykreowana na totalną marzycielkę, żyjącą wedle podszeptów dalekich od rozsądnych. Na szczęście, na jej osobowość składa się nie tylko wrażliwość, dobro i wewnętrzne ciepło, ale też pewna hardość, której musi się uczyć, by zawalczyć o siebie samą.

Dorota Gąsiorowska pokazuje, że trzeba nie tylko dawać sobie szanse na spełnianie marzeń, ale też je stwarzać. Kiedy prowokujemy los drobnym gestem, zaczynają się dziać niespodziewane rzeczy, które przybliżają nas do realizacji pragnień na różnym polu. Nie zawsze jest to droga pozbawiona zakrętów, ale bez nich byłoby przecież po prostu nudno. Prawda?

Dorota Gąsiorowska, „Antykwariat spełnionych marzeń”, Między Słowami 2017

Zobacz również:

„Primabalerina” Doroty Gąsiorowskiej

Jak kamień w wodę – Hanna Greń. Recenzja

Inteligentna opowieść pełna komizmu sytuacyjnego, choć wszystko to w kryminalnych oparach. Można? Można, szczególnie jeśli za snucie takiej fabuły bierze się Hanna Greń.

Książka Jak kamień w wodę Hanna GreńKsiążka „Jak kamień w wodę” otwiera serię „Polowanie na Pliszkę” i jest to start świetny, bo składa się na niego dobrze poprowadzona fabuła bazująca na wątku kryminalnym. On też staje się trampoliną dla innych, które Hanna Greń łączy w kompletną całość. Tym samym pokazuje, że polska powieść obyczajowa może mieć nieco inne oblicze. I taka odsłona ma swoje atuty.

Mylenie tropów jest tutaj dobrze zaplanowane, dzięki czemu śledztwo, którego jesteśmy świadkami nie jest takie oczywiste. Może jego przebieg wymyka się spod kontroli, kiedy do głosu dochodzą porywy serca i ciała, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Gdybym oczekiwała bardziej mrocznego i brutalnego klimatu, po prostu sięgnęłabym po inną książkę. A tak narracja biegnie przez niewielkie zakręty, które tylko dodają smaczku. Hanna Greń po raz kolejny doskonale żongluje poszczególnymi wątkami, nie podając rozwiązania na tacy.

Nie mogę ukryć, że Kornelia Pliszka dołączyła do moich ulubionych bohaterek literackich. Jej samodzielność, hardość i cięty język autorka zmiksowała w idealnych proporcjach, a ja takie zestawienia bardzo lubię. Szczególnie, że cechy te kompletnie nie wykluczają innych, jak choćby wrażliwości, której ta bohaterka ma w sobie spore pokłady.

Najlepszym punktem książki „Jak kamień w wodę” jest zakończenie. Niespodziewane i intrygujące, ale też zapalające w głowie czerwoną lampkę. Bo jak to tak? Skoro szykuje się druga część serii „Polowanie na Pliszkę” – „Światełko w tunelu”, to takie rozwiązanie wątków jakoś nie mieści mi się w głowie i choć jestem czytelniczo usatysfakcjonowana, to coś czuję, że tak poprowadzony finał to dobre preludium do kolejnego tomu. I z tą myślą pozostanę jeszcze przez jakiś czas.

Hanna Greń, „Jak kamień w wodę”, Replika 2017

Blog Książki na czasie jest patronem medialnym książki!

Zobacz również:
„Otulone ciemnością” Hanny Greń

Żony jednego męża – Anna Fryczkowska. Recenzja

Anna Fryczkowska pretenduje do miana mistrzyni w snuciu opowieści nasiąkniętych tematami tabu, w których relacje społeczne to absolutny kocioł dziwnych powiązań. Książka „Żony jednego męża” udowadnia to dobitnie.

Książka Żony jednego mężaOna i on. I jeszcze jedna ona. Przypadkowo powiązany los staje się nowym wspólnym życiorysem rozgrywanym na dwóch scenach – domowej i zewnętrznej. Na tej drugiej wszyscy ubierają maski i brną w kłamstwo aż do utraty tchu. W domu dzielą się obowiązkami, pieniędzmi, dziećmi i łóżkiem. Fala uczuć płynie tu między piętrami, ale nie ma prawa znaleźć ujścia poza domem. Dla świata prawda jest jedna – zgodne małżeństwo z córką na jednej kondygnacji, samotna matka z synem na drugiej. I wzajemna sąsiedzka przyjaźń. To brnięcie w pozory zaczyna powoli każdego rozsadzać. I uwiera na tyle, że tylko krok dzieli od dramatu.

Książka „Żony jednego męża” to jednak nie tylko opowieść o bigamii i codzienności upływającej w jej rytmie. Dla mnie uderzający jest tutaj ogrom samotności duszony wewnątrz przez każdego członka tej osobliwej rodziny. Każdy z nich na swój sposób zmaga się z nietypową sytuacją, mimo że ją akceptuje. Pozory? Życie w kłamstwie zaczyna być jednak uciążliwe, szczególnie dla najmłodszego pokolenia – Dobrochny i Janpawła, którzy szukając własnej tożsamości, muszą rozprawić się z bigamią rodziców. Ich próby odnalezienia siebie w tym galimatiasie są szalenie smutne.

Anna Fryczkowska odważnie podeszła do tematu. Motyw bigamii jest tutaj wyeksploatowany do cna, choć nie jest to klasyczna bigamia, bo małżeństwo jest tylko jedno. To jednak wystarczy, by ukazać różnorodne motywy, które popchnęły do takiego wieloletniego układu. Autorka obnaża również konsekwencje takiej decyzji. Emocji tutaj nie brakuje.  Książka „Żony jednego męża” dla wielu może uchodzić za kontrowersyjną. Dla mnie to literacka petarda, która broni się sama.

Anna Fryczkowska, „Żony jednego męża”, Burda Książki 2017

Premiera książki 11.04.2017 r.

%d bloggers like this: