Lampiony – Katarzyna Bonda. Recenzja

„Lampiony” to kolejna świetnie skonstruowana powieść Katarzyny Bondy. I wyrafinowana gra zarazem. Choć motywem przewodnim jest tutaj żywioł ognia, autorka uniknęła literackiego samospalenia. To kryminał, który wymyka się sztywnym ramom. I wciąga tak, że momentami brakuje tchu.

Książka Lampiony Katarzyny BondyTrzeci tom serii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej” zapowiadał się dobrze, ale dopiero jego lektura przyniosła petardę satysfakcji. Obcowanie z taką prozą nie ma sobie równych i warto się o tym przekonać.

Dobrze już znana z poprzednich tomów profilerka właśnie tkwi w zawodowym marazmie, w którym przebłyskuje jedynie widmo zawodowej banicji po tym, co miało miejsce podczas akcji na kartkach „Okularnika”. Jest jednak zbyt dobra w swoim fachu, by zniknąć. Zostaje więc oddelegowana do płonącej sprawy i to dosłownie.

Razem z nią przenosimy się więc do Łodzi, którą Katarzyna Bonda obrała na miejsce akcji tego tomu. I nie jest to malownicza wycieczka, bo miasto trawi ogień. Piromania to tylko jeden z wątków. Autorka postawiła bowiem na narrację nasiąkniętą współczesnymi problemami społecznymi. Dostajemy tu więc w pakiecie konflikty na tle narodowościowym, szemrane interesy nie tylko sąsiedzkie, lewe transakcje na gigantyczną skalę i kilka niespodziewanie  wybuchających bomb. Wszystko to się zapętla. Nie wiadomo, kto pociąga za sznurki. Miasto niszczeje, giną ludzie, a ogniste show trwa. Tylko kto komu kradnie główną rolę w nim?

Prozę Katarzyny Bondy uwielbiam za kilka rzeczy. Książka „Lampiony” tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że banał w konstruowaniu fabuły dla niej nie istnieje. Im bardziej intrygująco, tym lepiej. Narracja jest gęsta od wątków, postaci i detali fabularnych. Perfekcjonizm bije tutaj z każdej strony. A co za tym idzie trzeba dużej uważności, by się nie zgubić i dążyć do poznania wspólnego mianownika.

I jeszcze jedno – takiej Łodzi, jakiej portret serwuje Katarzyna Bonda, nie znacie na pewno.

Katarzyna Bonda, „Lampiony”, Muza SA 2016

Premiera książki 28.09.2016r.

To nie twoja wina – Kaja Platowska. Recenzja

Poruszające studium bezradności w obliczu dramatu i rzecz o ogromnej sile przyjaźni. Kaja Platowska w książce „To nie twoja wina” zgrabnie łączy oba tematy i zmusza do refleksji na kilku frontach.

Książka to nie twoja winaTej książki nie da się przeczytać bez emocjonalnych huśtawek. Dramat, który dotyka Patrycję – główną bohaterkę jest dominujący w całej narracji, ale nie wciska jej w sztywne ramy. Autorka co rusz wydobywa światełko w tunelu i daje dziewczynie szansę na zmianę coraz bardziej brutalnej sytuacji. Problem w tym, że ta mocno zakleszczyła się we własnym strachu i uparcie popada w stany depresyjne. Trudno się dziwić takim reakcjom, bo wielokrotne gwałty całkowicie odzierają ją z godności. Jak walczyć o jej resztki, kiedy nie można sobie spojrzeć w twarz?

Kaja Platowska postawiła na fabułę mocną, lawirującą po temacie tabu. Udało się jej bardzo wiarygodnie pokazać stany emocjonalne kobiety będącej ofiarą. Jeszcze bardziej przerażająca jest postawa gwałciciela, który dumnie panoszy się ze swoją bezkarnością i wykorzystuje lęk, który obezwładnił dziewczynę. Relacje na linii kat-ofiara ewoluują tutaj tylko w jedną stronę – coraz większego paraliżu emocji. Muszę przyznać, że podczas lektury, narastał we mnie taki bunt wobec tego, co działo się na kartkach książki, że trudno było przyjmować kolejne elementy fabuły w stoickim spokoju.

Na szczęście, w tej dramatycznej narracji znalazła się pewna równowaga – przyjaźń. Autorka wprowadziła tym samym nieco pozytywnych aspektów, udowadniając dwie kwestie. Po pierwsze – przyjacielskie relacje najlepiej weryfikują się w trudnych chwilach. Po drugie – mają taką siłę, że są w stanie dać nadzieję w momencie, kiedy wydaje się, że to już koniec wszystkiego.

Książka „To nie twoja wina” przeraża i porusza, jednocześnie pokazując, że tragedia takiego kalibru to ogromna lekcja własnej siły wewnętrznej. Czy Patrycja znajdzie w sobie energię, by się zbuntować? By zawalczyć o siebie?

Kaja Platowska, „To nie twoja wina”, W.A.B. 2016

Korponinja – Lars Berge. Recenzja

Czym może skończyć się praca w korporacji? Lars Berge kreuje dość osobliwą i absurdalną wizję, ale robi to w świetnym stylu. „Korponinja” bawi i przeraża. Jednocześnie.

Książka KorponinjaZniknąć. Wyoutować się z pracy i z życia. Pozwolić o sobie zapomnieć. Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że na kartkach książki taki krok staje się nie tylko realny, ale też zmierza w nieobliczalną stronę. Decyzja, którą podejmuje Jens Jansen – główny bohater szybko ewoluuje w eksperyment wyniszczający jego samego, ale brutalnie demaskujący rzeczywistość, w której do tej pory egzystował. Pracę, w której markował zadania i współpracowników, którzy traktują się wzajemnie jak maszyny przydatne tylko do momentu, kiedy efektywność jest ponad normę.

Autor dość mocno popuszcza cugle wyobraźni (mam nadzieję, że ta książka to jedynie jej wytwór) i zmusza nas do spojrzenia na wewnętrzny świat korporacji widziany oczami tego, któremu praca w niej odebrała wolność i chęć do życia. Jansen działa impulsywnie, a jego zniknięcie jest niezauważone przez dłuższy czas. Jak to możliwe? Możliwe, bo w korporacji stworzonej przez Larsa Berge człowiek nie zwraca uwagi na drugiego człowieka. Wszyscy są tylko trybikami walczącymi o wyniki, pozycje i awans. Kiedy taki pęd zaczyna dusić, pojawiają się nieobliczalne pomysły.

Książka „Korponinja” to świetna pozycja dla pracowników korporacji. Czytana z dystansem pozwala spojrzeć na swoją zawodową codzienność z innej perspektywy. Nie ma co ukrywać, że czasem w każdym narasta bunt generujący chęć gwałtownych zmian. Nie każdy jednak potrafi go przekuć w coś produktywnego. Do jakich wniosków dojdzie bohater książki? Jaką refleksję rozbudzi w sobie czytelnik? Jedno jest pewne – ja po lekturze tej książki co rusz z ciekawością zerkam na sufit w moim openspejsie.

Lars Berge, „Korponinja”, W.A.B 2016

Kamfora – Małgorzata Łatka. Recenzja

Książka Małgorzaty Łatki wciąga i intryguje. A pamięć o niej nie ulatnia się niczym tytułowa kamfora. Jaki jest zatem przepis na dobry kryminał w polskim wydaniu?

Nie ukrywam, że do lektury książki „Kamfora” zachęcił mnie fakt, że autorka osadziła fabułę bardzo mocno we współczesności. Po pierwsze, morderca swoje ofiary znajduje na portalach randkowych. A po drugie, do jego schwytania zostaje wykorzystana siła mowy ciała. Te dwa aspekty wydawały się ciekawą alternatywą fabularną na tle innych kryminałów, które zalewają ostatnio półki w księgarniach w ekspresowym tempie. W praktyce okazało się, że połączenie tych wątków to strzał w dziesiątkę.

Książka Kamfora

Stajemy się uczestnikami śledztwa, które trudno popchnąć do przodu. Takiego bowiem sprytnego mordercę wykreowała Małgorzata Łatka! Zabija, ucieka i nie pozostawia śladów. A policjanci dwoją się i troją, by zapobiec kolejnej zbrodni. Z pomocą przychodzi Lena Zamojska – specjalistka od mowy ciała. Początkowo traktowana z dystansem, z czasem staje ze swoją wiedzą w samym epicentrum wydarzeń. Co z tego wyniknie? Czy morderca straci czujność i popełni błąd?

Za sprawą książki „Kamfora” mamy w polskiej literaturze o jeden niebanalny kryminał więcej. Trzyma w napięciu i choć nie wywołuje gęsiej skórki, to intryguje. W tym przypadku to wystarczy, by skutecznie przyciągnąć uwagę. Jedyne, co mi tutaj osobiście przeszkadzało, to tak a nie inaczej poprowadzony wątek prywatny Leny Zamojskiej. Nieco banalny, ale można przymknąć na niego oko i skupić się na wiedzy z zakresu komunikacji niewerbalnej, którą ma ta bohaterka i którą się dzieli nie tylko z policjantami prowadzącymi śledztwo, ale też z czytelnikami. Małgorzata Łatka poprzez tę postać kobiecą pokazała, że bystrość umysłu w duecie z niszowym zapleczem merytorycznym to mocna karta przetargowa. I skuteczny wabik literacki.

Seria z Leną Zamojską zapowiada się ciekawie. Mam tylko nadzieję, że Małgorzata Łatka do wciągającej fabuły dołoży jeszcze torpedujące zakończenie. Wtedy będzie zdecydowanie bardziej satysfakcjonująco.

Małgorzata Łatka, „Kamfora”, Czwarta Strona 2016

Zła miłość – Danuta Noszczyńska. Recenzja

Zła miłość. Toksyczna, uwierająca i rodząca gigantyczne pokłady buntu. Jak ocalić siebie, kiedy trzeba żyć pod dyktando? Oto Danuta Noszczyńska w kolejnej odsłonie literackiej.

Książka Zła miłośćTym razem autorka wzięła na warsztat relacje na linii matka- córka. Nie ma tu jednak klasycznej rodzicielskiej miłości. Stajemy się świadkami swoistego terroru psychicznego, który ma bardzo destrukcyjną siłę. Marzena w dniu piątych urodzin dostaje pianino i nie byłoby w tym nic niepokojącego czy zaskakującego, gdyby nie fakt, że nie było ono jej marzeniem. O takim śniła jednak jej matka, która tym prezentem rozpętała emocjonalny huragan ciągnący się latami. Próba zrekompensowania swoich niezrealizowanych pragnień i przeniesienie ich na dziecko to odważny, ale też niewyobrażalnie krzywdzący krok. I o tym mamy szansę przekonać się w książce „Zła miłość”.

Danuta Noszczyńska igra tutaj z uczuciami. Śledzimy bohaterki na przestrzeni lat, ale one wcale nie przynoszą poprawy w ich relacjach. To dość dramatyczna opowieść o zabranym dzieciństwie, wtłoczeniu w dziwne ramy i cichych próbach ocalenia normalności.

Książka „Zła miłość” ma ciekawą formułę, bo narracja to zapis wspomnień Marzeny. Z perspektywy dorosłej kobiety próbuje w ten sposób uporządkować przeszłość, jednocześnie wyjaśniając swoją obecną sytuację. Gęsto tu od ukrytych i jawnych pretensji, od wygórowanych oczekiwań i emocjonalnych deficytów. Czym może zaowocować życie pod kloszem? Czy toksyczna miłość matki może się zapętlić?

Nastawiłam się na to, że książka „Zła miłość” to mocny dramat, ale w trakcie lektury szybko okazało się, że Danuta Noszczyńska wprowadziła w narrację humorystyczne akcenty za sprawą postaci babci Marzeny. To znacznie zmniejszyło trudny kaliber tematyczny, jednocześnie nadając fabule większej lekkości.

Toksyczne relacje między matką a córką nie są novum w literaturze kobiecej, ale trzeba przyznać, że w tym wydaniu poruszają. Trudno nie przejmować się losami Marzeny podczas lektury książki „Zła miłość” i trudno wyrzucić tę historię z głowy po jej przeczytaniu.

Danuta Noszczyńska, „Zła miłość”, Burda Książki 2016

Premiera książki 14.09.2016r.

%d bloggers like this: